23 czerwca 2024

Rząd wdraża plan B

Aborcja, pigułka „dzień po”, edukacja zdrowotna w szkołach od września 2025 r., regulacje dotyczące znieczuleń okołoporodowych – to już nie tylko wrażenie, ale wyraźne przyspieszenie w obszarze, który od początku kadencji wydaje się oczkiem w głowie rządu Donalda Tuska. I choć nie dotyczy systemu ochrony zdrowia, ma z nim wiele punktów wspólnych.

Fot. shutterstock.com

Tuż przed Wielkanocą prezydent Andrzej Duda ogłosił decyzję o zawetowaniu nowelizacji Prawa farmaceutycznego, która umożliwiała dostęp kobietom od 15. roku życia do tzw. antykoncepcji awaryjnej bez recepty.

Prezydent i jego współpracownicy tłumaczyli, że weta by nie było, gdyby parlament podwyższył granicę dostępności tego środka bez recepty do 18 lat. Niepełnoletnie osoby, choć mogą legalnie uprawiać seks, zdaniem prezydenta nie mogą mieć swobodnego dostępu do „bomby hormonalnej”.

Obietnica od 1 maja

Weto trudno uznać za niespodziankę. Było przesądzone, a przedstawiciele rządu zapowiadali konsekwentnie, że mają plan B. Jaki? Minister zdrowia przygotowała projekt rozporządzenia. Zgodnie z nim prawo do wystawiania recept na pigułkę „dzień po”, która zgodnie z ustawą miała być dostępna bez recepty, zyskają farmaceuci.

Jednak by samo wystawienie recepty było dla zainteresowanych bezpłatne, MZ i NFZ uruchomią program pilotażowy – i za „usługę farmaceutyczną”, polegającą na przeprowadzeniu wywiadu oraz wystawieniu recepty i wydaniu leku, Fundusz zapłaci 50 zł.

Pojęcie „usługa farmaceutyczna”, która będzie – jak planuje Ministerstwo Zdrowia – zawierać również elementy edukacji na temat zdrowia seksualnego oraz antykoncepcji, ma pozwolić obejść przepisy ustawy o świadczeniach zdrowotnych i ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Zgodnie z nimi osoby niepełnoletnie mogą korzystać ze świadczeń zdrowotnych tylko w obecności lub przynajmniej za pisemną formalną zgodą rodzica lub opiekuna prawnego.

Farmaceuta, który miałby wykonać tę usługę, uprzednio musi – w myśl projektu rozporządzenia – zweryfikować prawo zgłaszającej się kobiety do korzystania ze świadczeń zdrowotnych. Naczelna Izba Aptekarska nie ma żadnych wątpliwości: wystawianie recept, poprzedzone wywiadem, dla osoby niepełnoletniej może się odbywać tylko za wiedzą i zgodą opiekuna prawnego, optymalnie w jego obecności.

Jej prezes Marek Tomków mówi o stałym kontakcie z ministerstwem i dobrych rozmowach z minister Izabelą Leszczyną. Ta zaś w tym samym czasie prowadzi na ten sam temat rozmowy z położnymi, które również mają zyskać prawo do wystawiania recept na pigułki „dzień po”. Aby oddać sprawiedliwość, prawo to będą mieć (nadal) również lekarze.

Czy rządowi uda się spełnić obietnicę i 1 maja antykoncepcja awaryjna stanie się dla kobiet dostępna bez recept lekarskich? Powodzenie programu pilotażowego jest uzależnione od tego, ile podmiotów prowadzących apteki do niego przystąpi. Można się spodziewać, że jeśli resort nie odstąpi od koncepcji „usługi farmaceutycznej” dostępnej dla niepełnoletnich na identycznych zasadach jak dla dorosłych, zainteresowanie ze strony wykonawców nie będzie znaczące.

Nic się nie zmienia?

Na razie trudno też zakładać sukces (mierzony skalą dotrzymania obietnicy) na polu legalizacji aborcji czy  też nawet poluzowania przepisów dziś obowiązujących. 12 kwietnia, po burzliwej, kilkugodzinnej i w ogromnym stopniu pozbawionej merytoryki dyskusji, Sejm zdecydował, że wszystkie cztery projekty dotyczące przepisów antyaborcyjnych (dwa projekty Lewicy i jeden Koalicji Obywatelskiej) oraz projekt Trzeciej Drogi przywracający stan prawny sprzed werdyktu Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z października 2020 r. – trafią do komisji nadzwyczajnej.

Uzyskanie poparcia dla tej decyzji koalicja rządząca może uznać za mały sukces. Losy trzech pierwszych projektów zakładających albo wprost legalizację aborcji do 12. tygodnia ciąży lub dekryminalizację i depenalizację aborcji (nie tylko kobieta, ale również personel medyczny czy inne osoby pomagające w aborcji nie podlegałyby ściganiu i karaniu) dosłownie do ostatniej chwili wisiały na włosku.

Głosowanie pokazało dramatyczne pęknięcie w tej sprawie w klubie TD PSL: ośmioro posłów głosowało za odrzuceniem projektów, piętnaścioro wstrzymało się od głosu. W samej komisji, która liczy 27 posłów (przede wszystkim posłanek), można spodziewać się absolutnej równowagi sił między zwolennikami i przeciwnikami zmian w prawie.

Zapewne przełoży się to nie tylko na kierunek (widać, że żadne radykalne rozwiązanie nie zyska większości), ale i tempo prac. To jednak nie oznacza, że w sprawach związanych z aborcją nic się nie zmienia. Na finiszu są prace nad rozporządzeniem ministra zdrowia dotyczącym ogólnych warunków umów, jakie NFZ podpisuje ze szpitalami.

W myśl nowych przepisów każdy szpital mający kontrakt na oddział ginekologiczno-położniczy będzie musiał gwarantować wykonywanie zabiegów terminacji ciąży – oczywiście w przypadkach, gdy jest to zgodne z obowiązującymi przepisami.

Odesłanie pacjentki posiadającej (na przykład) zaświadczenie od psychiatry, że ciąża zagraża jej zdrowiu psychicznemu, pociągnie za sobą kontrolę NFZ (a zapewne i Rzecznika Praw Pacjenta). Może też skutkować albo karami finansowymi, albo – jeśli skala będzie większa – utratą kontraktu.

Bardzo ostro w tej sprawie zareagowały organizacje zrzeszające organy właścicielskie szpitali, czyli Związek Powiatów Polskich i Związek Miast Polskich. W ich ocenie resort zdrowia przerzuca odpowiedzialność na szpitale i samorządy, bo nie chce (nie potrafi) doprecyzować przepisów dotyczących klauzuli sumienia.

– Nie obchodzi mnie, jaki lekarz to zrobi. Dyrektor szpitala może zawrzeć umowę z lekarzem spoza placówki – komentowała w mediach minister zdrowia Izabela Leszczyna, odpierając zarzuty, że szpitale będą musiały zatrudniać lekarzy, którzy wykonują aborcje, co znów zwiększy ich obciążenia finansowe.

Zmiana podejścia

Ale nie tylko szpitale muszą się liczyć z konsekwencjami ewentualnych odmów. Sygnały z rządu idą w tym kierunku, że w przypadku każdej odmowy wykonania zabiegu aborcji, gdy zgodnie ze stanem prawnym mogła ona zostać legalnie wykonana, prokuratura będzie sprawdzać, w jakich okolicznościach i dlaczego konkretny lekarz zdecydował się na odmowę.

Ministerstwo przypomina, że gdy w grę wchodzi przesłanka o zagrożeniu życia i zdrowia, lekarz nie może korzystać z klauzuli sumienia. Zmiana podejścia już niesie zresztą konkretne skutki. Pod koniec lutego resort ogłosił, że lekarze, którzy odmawiali wykonywania aborcji w przypadkach, gdy prawo ją dopuszczało, nie mogą liczyć na stanowiska konsultantów krajowych i wojewódzkich.

Nie wiadomo, jak zakończy się natomiast spór – czy impas – w pracach nad jednolitymi wytycznymi dla lekarzy i szpitali w sprawie aborcji. Ministerstwo Zdrowia przyjęło postawę wyczekującą, patrząc, czy towarzystwa naukowe (Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników oraz Polskie Towarzystwo Zdrowia Seksualnego i Reprodukcyjnego) zdołają się w tej sprawie porozumieć.

Jako pierwsze swoje rekomendacje przedstawiło starsze z towarzystw. Do tych rekomendacji odwoływała się pod koniec stycznia minister zdrowia, zapowiadając jednak, że czeka na „zgodne ze standardami WHO” rekomendacje drugiego towarzystwa. W tej chwili oba dokumenty są już na stole.

Małgorzata Solecka

Autorka jest dziennikarką portalu Medycyna Praktyczna i miesięcznika „Służba Zdrowia”