W sprawie biegłych. Samorząd lekarski chce rozwiązać problem

Samorząd lekarski od wielu lat zabiega o realny wpływ na działania prowadzone na rzecz rozwiązania problemu deficytu biegłych lekarzy sądowych, z zachowaniem należnych im praw.

Foto: pixabay.com

O tym, że dramatycznie brakuje biegłych lekarzy sądowych, przez co wciąż wydłużane są terminy rozpraw, pisaliśmy na łamach „Gazety Lekarskiej” kilka miesięcy temu. Jednak wracamy do tematu, ponieważ wątek deficytu lekarzy zajmujących się wydawaniem opinii niezbędnych dla sądów przewija się na wielu forach.

Także samorząd lekarski prowadzi działania na rzecz rozwiązania tego problemu. Izby okręgowe zainicjowały cykl szkoleń biegłych lekarzy sądowych, a Naczelna Rada Lekarska zapowiada, że będzie naciskać na Ministerstwo Sprawiedliwości, aby przyspieszyło prace nad ustawą o biegłych sądowych, która ureguluje ich status, a także stworzy taki system wynagradzania, który będzie adekwatny do włożonej pracy. Spośród blisko 16 tys. biegłych sądowych ok. 3 tys. stanowią lekarze. Liczba ta nie zaspokaja potrzeb sądów, a lekarze nie garną się do pełnienia tych odpowiedzialnych i czasochłonnych funkcji, ponieważ gratyfikacje z tego tytułu nie są satysfakcjonujące, a odpowiedzialność coraz większa, zwłaszcza po wpisaniu w 2016 r. zapisu w Kodeksie karnym o sankcjach za „nieumyślnie fałszywą opinię”.

Inicjatywy już są

Okręgowe izby lekarskie już wcześniej podejmowały starania, aby rozwiązać problem deficytu biegłych lekarzy sądowych oraz ich niskich wynagrodzeń. Inicjatorem była Śląska Izba Lekarska, która jeszcze w V kadencji wystąpiła do Naczelnej Izby Lekarskiej, aby ta przyjrzała się systemowi wynagradzania biegłych i wystąpiła o jego rewizję. – Oczekiwania stawały się coraz większe, przybywało spraw, w których bez opinii biegłego lekarza sąd nie mógł wydać wyroku, również w sprawach związanych z powikłaniami, działaniami niepożądanymi utożsamianymi często z błędami medycznymi. Uznaliśmy wówczas, że brak odpowiednich gratyfikacji, które nijak mają się do wysokich kwalifikacji biegłych, to główny powód, że lekarze nie chcą podejmować się tej funkcji – tłumaczy Jacek Kozakiewicz, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prezes ŚIL w latach 2009-2018.

Przekonuje jednocześnie, że w tych działaniach nie chodziło tylko o to, aby zachęcić lekarzy do podejmowania się trudnej roli bycia biegłym, ale by w tej grupie znalazły się osoby doświadczone, rzetelne, obiektywne i by odmłodzić grono osób, które pełnią funkcje biegłych. ŚIL zaczęła od sprawy wynagrodzeń biegłych, ale – jak zaznaczył wiceprezes – za tym musiało pójść właściwe przygotowanie. Wystosowała więc do NIL apel w tej sprawie i pod naciskiem samorządu lekarskiego Ministerstwo Sprawiedliwości zmieniło przepisy dotyczące wynagradzania biegłych lekarzy sądowych. Zmiany te wprowadzały możliwość zastosowania stawki godzinowej dla biegłych i rezygnację z obowiązującego wcześniej ryczałtu.

Był to ważny krok w kierunku wynegocjowania wyższych wynagrodzeń dla biegłych. Równolegle w ŚIL w 2011 r. przygotowano 20-godzinny cykl szkoleń z udziałem nie tylko lekarzy, ale sędziów, adwokatów, prokuratorów. – Zależało nam, aby biegły miał pełną wiedzę, jak należy sporządzać opinię, co powinna ona zawierać i mógł otrzymać praktyczne wskazówki na ten temat. Chcieliśmy, aby samorząd lekarski w swoich szeregach posiadał nie tylko wysokiej klasy specjalistów w swoich dziedzinach, ale wysokiej klasy profesjonalistów w sporządzaniu opinii dla sądów – mówi prezes Kozakiewicz. ŚIL przeszkoliła w tych latach ponad 150 osób, nawiązała ścisłą współpracę z Okręgową Izbą Lekarską w Krakowie, z ówczesnym prezesem Andrzejem Matyją, a później z OIL w Gdańsku. Przeszkolenie dużej grupy osób pozwoliło – wobec powtarzających się zapytań z wymiaru sprawiedliwości – rekomendować lekarzy z tej właśnie grupy, także w zakresie ustalenia właściwie sformułowanej tezy dowodowej.

Jednakże na tym kończyło się pośrednictwo samorządu, dalsze uzgodnienia podejmowane były wyłącznie przez wskazaną osobę, także w zakresie wynagrodzenia. ŚIL stworzyła więc autorski sposób szkolenia biegłych, który przesłała do wszystkich okręgowych izb lekarskich. – Można powiedzieć, że był to pilotażowy projekt, który Śląska Izba Lekarska przetestowała na własnym organizmie, chętnie więc skorzystaliśmy z tych doświadczeń, organizując szkolenia dla biegłych także w naszej izbie – podsumował Roman Budziński, były prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. Takie szkolenia odbywają się też w Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie. Ich formuła jest na bieżąco weryfikowana i dopracowywana w zależności od potrzeb danej izby.

Potrzebne zmiany

Zasady powoływania i wynagradzania biegłych sądowych reguluje rozporządzenie ministra sprawiedliwości w tej sprawie. Zdaniem członków samorządu lekarskiego potrzebna jest ustawa, której projekt uwzględniałby zdanie środowiska lekarskiego na ten temat tym bardziej, że biegli lekarze sądowi są potrzebni nie tylko sądownictwu powszechnemu, prokuraturze, ale także sądownictwu samorządowemu. Rzecznik odpowiedzialności zawodowej w swojej pracy także musi się posiłkować opinią biegłych. Z uzgodnień wiceprezesa Jacka Kozakiewicza z wiceministrem sprawiedliwości Marcinem Warchołem wynika, że w najbliższym czasie zostanie powołany wspólny zespół samorządowo-resortowy w celu wypracowania projektu nowej ustawy o biegłych sądowych, która ma stanowić fundament do dalszych działań na tym polu.

– Zabiegamy o to, aby biegły miał właściwą podmiotowość, był traktowany jak specjalista, godnie był opłacany i by nie był poddawany presji kar za nieumyślnie sporządzoną fałszywą opinię, co jest zapisane w kodeksie karnym – konkluduje prezes Kozakiewicz. Zrodził się też projekt, aby w Naczelnej Izbie Lekarskiej powołać Ośrodek ds. Opiniowania Sądowo-Lekarskiego i Orzecznictwa. Jego rolą byłoby opracowanie standardów edukacji biegłych, zasad taktyki procesowej, określenia zakresu wiedzy niezbędnej biegłemu w tym zakresie oraz pisanie opinii. Te standardy posłużyłyby do stworzenia jednolitych zasad przeprowadzania szkoleń we wszystkich izbach okręgowych. Ośrodek ma także czuwać nad tym, aby biegli lekarze sądowi byli właściwie wykorzystywani zarówno przez samorząd lekarski, jak i wymiar sprawiedliwości.

Od prokuratury wyszła też koncepcja instytucjonalnego związania izb z wymiarem sprawiedliwości w zakresie wspólnych działań na rzecz rekrutacji kandydatów na biegłych, np. spośród lekarzy zrzeszonych w towarzystwach naukowych. – Ta koncepcja jest nieakceptowana, ponieważ nie ma podstaw, aby instytucjonalnie wiązać się z prokuraturą – mówi Krzysztof Madej, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej i zaznacza, że jest co najmniej kilka powodów, aby w taką relację nie wchodzić. Jednym z nich jest konflikt interesów, np. w sytuacji, kiedy lekarz występuje w roli skazanego, a jego kolega biegły lekarz sądowy wydaje opinie w jego sprawie.

– Biegły zawsze powinien być samodzielnym podmiotem. Do postępowania procesowego powinien wnosić tylko swoją wiedzę medyczną i dodatkowe kompetencje, choćby te nabyte w trakcie szkoleń przeprowadzanych przez okręgowe izby lekarskie, lecz żadnego instytucjonalnego umocowania. Te dodatkowe kompetencje, to znajomość prawa procesowego i zasad sporządzania opinii. Zadaniem izby jest służenie wszystkim członkom samorządu lekarskiego, biegły nie powinien więc mieć żadnej, poza sporządzaniem opinii, zależności od wymiaru sprawiedliwości czy izby – z naciskiem podkreśla prezes Madej i dodaje, że równie nie do przyjęcia są jakiekolwiek próby skomercjalizowania działalności biegłych, np. zarabiania na ich pracy. Izba okręgowa może prowadzić listę dodatkowo przeszkolonych przez siebie biegłych i w ten sposób pomagać wymiarowi sprawiedliwości w znajdowaniu właściwych do sprawy ekspertów, tak aby mogli być powoływani jako tzw. biegli „ad hoc”, z negocjowanymi przez siebie stawkami.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.