Wzrost płacy minimalnej: szpitale powiatowe potrzebują 1,6 mld zł

W szpitalach powiatowych nieustannie rosną oczekiwania płacowe, mimo że w niektórych placówkach wynagrodzenia stanowią aż 85 proc. ogólnych kosztów. Co czeka placówki w przyszłym roku?

Waldemar Malinowski. Foto: Mariusz Tomczak

Komentuje Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych:

– Jako Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych próbowaliśmy oszacować skutki wzrostu wynagrodzenia minimalnego do 2600 zł brutto w 2020 r.

Z informacji przekazanych przez 140 szpitali powiatowych, czyli połowę działających w kraju, wynika, że trzeba dla nich wygospodarować na ten cel ok. 800 mln zł. Zakładając, że w placówkach, które nie odpowiedziały na naszą ankietę, skutki podwyższenia wynagrodzenia minimalnego będą na podobnym poziomie, potrzeba w sumie ok. 1,6 mld zł w skali roku.

Każda konferencja prasowa ministra zdrowia zwykle kończy się słowami: „Przekazałem szpitalom środki na wynagrodzenia”. Nic dziwnego, że później nawet grupy, które niedawno otrzymały podwyżki, upominają się o jeszcze więcej. Oczekiwania płacowe rosną, mimo że już teraz w niektórych szpitalach aż 85 proc. ogólnych kosztów stanowią wynagrodzenia.

Na rosnące zadłużenie szpitali powiatowych wpływa także oderwany od realiów udział kosztów pracy w wycenie świadczeń medycznych dokonywanej przez AOTMiT. Jeśli do dyrektora szpitala przychodzi zespół lekarski pracujący w oddziale i w całości składa wypowiedzenie, to jego działalność trzeba zawiesić. Dyrektor ma kilka miesięcy na skompletowanie nowego zespołu, a jeśli to się nie uda, musi oddział przekształcić lub zlikwidować.

O tym, że takich sytuacji nie brakuje, słyszymy z mediów. Z uwagi na niedobór lekarzy coraz większe problemy pojawiają się w utrzymaniu podstawowych oddziałów, takich jak np. interna czy pediatria. Interniści pracują w oddziałach chorób wewnętrznych, w POZ, nocnej i świątecznej opiece medycznej oraz długoterminowych oddziałach przeznaczonych dla osób starszych, a jeśli spojrzymy na to, ilu absolwentów wybiera rezydenturę z chorób wewnętrznych, okazuje się, że jest ich zatrważająco mało.

To prawda, że rośnie liczba studentów, ale brak lekarzy w podstawowych specjalnościach sprawi, że opieka nad pacjentami będzie się pogarszać, także ze względu na starzenie się społeczeństwa. Główną bolączką w ochronie zdrowia są właśnie braki kadrowe, o czym świadczą rosnące kolejki także w prywatnej ochronie zdrowia. Nie wierzę, że szpitale powiatowe będą teraz zamykane. Aby doszło do likwidacji placówki w powiecie, muszą nienagannie funkcjonować POZ i AOS, bo mieszkańcom trzeba zapewnić bezpieczną i kompleksową opiekę medyczną. Ktoś musi również świadczyć nocną i świąteczną opiekę, przypisaną obecnie do szpitali.

Notował: Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.