Onkologia a koronawirus. Odmrażanie po kawałku

Epidemia wywołana wirusem SARS-CoV-2 opóźniła diagnostykę i zaburzyła leczenie pacjentów onkologicznych. Na ten moment trudno podsumować i ocenić straty poniesione przez pacjentów onkologicznych – pisze Lucyna Krysiak.

Foto: pixabay.com

Od połowy maja placówki ochrony zdrowia wracają do normalności. Ministerstwo Zdrowia zaapelowało do pacjentów, zwłaszcza onkologicznych i chorujących przewlekle, aby zgłaszali się na badania i konsultacje do poradni specjalistycznych i szpitali, gdzie mogą być poddani diagnostyce i leczeniu.

Resort zapewnił też, że zostały wdrożone odpowiednie procedury bezpieczeństwa związane z panującą pandemią wirusa SARS-CoV-2 i nie należy się obawiać zakażenia. Po tym sygnale ośrodki onkologiczne w kraju, jeden po drugim, przestawiają się na nowy tryb funkcjonowania, ale już na tym etapie widać, że będzie to proces. Szczególnie jeśli chodzi o badania diagnostyczne i operacje, które trzeba od nowa zaplanować.

Powrót do normalności

Zakłócenia w działalności poradni i szpitali spowodowane pandemią zaniepokoiły lekarzy wielu specjalności, ale najbardziej onkologów, gdyż w przypadku nowotworów wczesna diagnostyka i jak najszybsza interwencja chirurgiczna oraz radio- lub chemioterapia ratują życie. Do pełnej aktywności, jako jeden z pierwszych w Polsce, wraca Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach. Jednak, jak zaznaczył prof. Krzysztof Składowski, dyrektor instytutu i kierownik I Kliniki Radioterapii i Chemioterapii, ten powrót odbywa się stopniowo.

– Sukcesywnie odchodzimy od pracy rotacyjnej i zdalnej zespołów medycznych, coraz więcej pacjentów korzysta z radioterapii, wzmożony ruch notujemy także w Klinice Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej – relacjonuje prof. Składowski. Nie ukrywa, że w ostatnim czasie COVID-19 spowodował 20-procentowy spadek liczby zabiegów w radioterapii, o 20 proc. mniej leczonych odnotowano w Zakładzie Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej, a w Klinice Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej – o 35 proc. mniej, ale odkąd zapadła decyzja o odmrożeniu usług medycznych, klinika już przyjęła o 10 proc. chorych więcej. Profesor zapewnia, że pacjenci mogą czuć się bezpiecznie.

Od każdego kierowanego na rozległą operację z powodu nowotworu okolic głowy i szyi lub jamy brzusznej pobierany jest wymaz do badania na obecność SARS-CoV-2. Jako pierwsza obowiązek ten wprowadziła Klinika Transplantacji Szpiku i Onkohemetalogii i badania są przeprowadzane u wszystkich pacjentów przyjmowanych na oddział. – Jesteśmy rygorystyczni w przestrzeganiu tych procedur, dzięki czemu w tym trudnym okresie nasi lekarze mogli przeprowadzić dwie innowacyjne terapie CART-T cells u chorych na chłoniaka nieziarniczego – podsumowuje prof. Krzysztof Składowski, Po przerwie spowodowanej wykryciem wirusa SARS-CoV-2 u jednej z pielęgniarek wznowiła także przyjęcia III Klinika Radioterapii i Chemioterapii oraz Pracownia Rehabilitacyjna.

Leczenie systemowe

Prof. Piotr Wysocki, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, kierownik Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, mówi, że mimo zagrożeń związanych z koronawirusem, dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy i pielęgniarek, w jego placówce udało się utrzymać leczenie systemowe chorych z nowotworami, w ramach którego wykorzystuje się głównie chemioterapię, ale też immunoterapię, terapie celowane i hormonoterapię.

– Zdecydowana większość chorych leczonych w naszym oddziale to pacjenci z uogólnionym procesem nowotworowym, często po wyczerpaniu już standardowych opcji terapeutycznych – tłumaczy prof. Wysocki i zaznacza, że dla takich chorych zachowanie ciągłości leczenia systemowego to jedyna szansa na długotrwałą kontrolę choroby, a jego przerwanie mogłoby w krótkim czasie doprowadzić do progresji procesu nowotworowego i wystąpienia bezpośredniego zagrożenia życia. Inną liczną grupą chorych Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie są pacjenci poddawani leczeniu okołooperacyjnemu, którego celem jest zwiększenie szans na całkowite wyleczenie w połączeniu z następowym zabiegiem chirurgicznym.

W przypadku takich pacjentów jakiekolwiek opóźnienie leczenia mogłoby definitywnie taką szansę unicestwić. – To, co jednak zaczyna być widoczne, to trend w kierunku mniejszej liczby nowych chorych kierowanych do leczenia systemowego, co najprawdopodobniej wynika z ograniczeń w diagnostyce w kierunku choroby nowotworowej. Czy jest to konsekwencja pandemii, będzie można ocenić dopiero za trzy, cztery miesiące – mówi prof. Piotr Wysocki. Mimo zagrożenia koronawirusem leczenie systemowe było prowadzone bez istotnych zakłóceń w zdecydowanej większości innych dużych ośrodków onkologicznych w Polsce, m.in. w Warszawie, Poznaniu, Gliwicach, Gdańsku czy Białymstoku.

Mniej zabiegów chirurgicznych

Niestety, tego samego nie można odnieść do chirurgii onkologicznej. Tak jak w Gliwicach, spadek liczby operowanych z powodu nowotworów odnotowano także w innych onkologicznych ośrodkach – zarówno krajowych, jak i regionalnych. Prof. Dawid Murawa, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej i kierownik Katedry Chirurgii i Onkologii Uniwersytetu w Zielonej Górze oraz Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego, uważa, że tak naprawdę trudno ocenić, jak funkcjonowała onkologia w czasie pandemii SARS-CoV-2, ponieważ brakowało spójności działań w różnych dziedzinach medycznych i nikt z resortu zdrowia tego nie kontrolował.

– Według mojego rozeznania i relacji lekarzy z innych ośrodków, z którymi się kontaktuję, system pracy onkologii wygląda różnie w zależności od szpitala. Są placówki, w których doszło do znacznych zaburzeń w leczeniu chirurgicznym pacjentów onkologicznych, a w innych praca przebiegała w miarę normalnie – tłumaczy prof. Murawa. Jako przykład podaje szpital w Zielonej Górze, w którym akurat w czasie pandemii likwidowano chirurgię ogólną i chirurgia onkologiczna, mając większe moce przerobowe, przejmowała chorych na raka odesłanych z kwitkiem np. z Poznania. Paradoksalnie w czasie pandemii operowano tu większą liczbę chorych na raka niż w normalnych warunkach, ponieważ w związku z likwidacją chirurgii ogólnej poprawiła się dostępność do sal operacyjnych.

Na pół gwizdka

W poradniach specjalistycznych także życie zaczęło powoli wracać do normy, choć większość poradni onkologicznych wciąż pracuje na pół gwizdka. A to właśnie tam odbywa się weryfikacja i kierowanie chorych na badania, którzy pierwszy raz trafiają do onkologa z podejrzeniem nowotworu. Jeśli szybciej nie przywróci się poradniom dawnej płynności, może się okazać, że koronawirus jest mniej groźny niż konsekwencje związane z opóźnieniami w dostępie do specjalistów. W chorobach nowotworowych, gdzie liczy się czas, ograniczony dostęp do onkologów, badań diagnostycznych i badań kontrolnych w trakcie leczenia może przynieść długofalowe konsekwencje.

W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach wizyty w przychodni onkologicznej w znacznej części odbywają się w formie teleporad. Chodzi o to, żeby w poczekalni uniknąć zbyt dużej liczby pacjentów. Prof. Jan Lubiński, kierownik Zakładu Genetyki i Patomorfologii PUM w Szczecinie uważa, że odmrożenie nie powinno spowodować całkowitej rezygnacji z teleporad, ponieważ ten element funkcjonowania poradni okazał się trafiony, gdyż pacjenci nie muszą przychodzić po odbiór wyników, szczególnie jeśli w badaniu nie stwierdzono nowotworu. Pandemia wymusiła także przeorganizowanie pracy w poradni, nie ma już tłumów na korytarzu, drzwi są otwierane co 10 minut, a pacjenci są pojedynczo proszeni do gabinetów na badania i lekarską konsultację.

Profesor zapewnia, że z powodu koronawirusa placówka nie miała dłuższych przestojów. jeśli chodzi o diagnozowanie osób z tzw. grup ryzyka zachorowania na raka i przerw w realizacji programów badań.  Jednak, nie mając pewności, jak wirus będzie się rozprzestrzeniał, trzeba było zawiesić badania kontrolne oraz zablokować rezonans magnetyczny, mammografię i usg. – Kiedy z powodu koronawirusa musieliśmy zamknąć diagnostykę i odwołać badanie rezonansem u pacjentki, która wyczuła sobie w piersi guz, a po zrobieniu w innym ośrodku biopsji okazało się, że musi natychmiast podjąć leczenie, zdaliśmy sobie sprawę, że takich pacjentów może być więcej – dzieli się swoimi obawami prof. Lubiński i zastanawia, czy podobnych sytuacji nie było więcej. Obawy te potwierdzają dane o przesyłaniu do patomorfologów mniejszej niż przed epidemią ilości materiału do badania. To świadczy o tym, że wiele stanów rakowych będzie wykrywanych w późnym stadium choroby.

Covidsurg cancer

Zdaniem prof. Dawida Murawy, prezesa PTChO, na ten moment trudno będzie podsumować i ocenić straty poniesione przez pacjentów onkologicznych. Może w tym pomóc opracowane przez Brytyjczyków ogólnoświatowe badanie kliniczne „COVID surg cancer”, które wraz z początkiem pandemii koronawirusa otrzymał Kliniczny Oddział Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej szpitala w Zielonej Górze i rozpropagował je w ośrodkach onkologicznych w całej Polsce. Badanie dotyczy problemów związanych z leczeniem onkologicznym w trakcie pandemii i zgłaszania ich do bazy stworzonej przez autorów tego projektu badawczego.

– Na podstawie najnowszego newslettera przesłanego przez czasopismo „Covid surg” wiemy, że od początku pandemii do bazy trafiło 8 tys. pacjentów z 600 szpitali na terenie całej Europy – mówi prof. Murawa. Uważa, że to badanie w najbliższych miesiącach unaoczni, jak w poszczególnych krajach pogorszyła się dostępność pacjentów do leczenia onkologicznego, czy zabiegi operacyjne były opóźnione, czy chorych operowano, mimo że najpierw powinni otrzymać np. chemię przedoperacyjną albo radioterapię, lub odwrotnie – zamiast niezbędnej operacji zalecono im chemioterapię, bo nie mieli dostępu do innej metody leczenia. – Już pierwsze wyniki badania „COVID surg cancer” wskazują, że chorzy onkologicznie nie przeszli tej pandemii bez szwanku – konkluduje prof. Murawa. I chodzi tu również o zdrowie psychiczne, które w chorobie nowotworowej odgrywa ogromne znaczenie.

Lucyna Krysiak


Polska onkologia w liczbach:

  • Na nowotwory złośliwe umiera w Polsce rocznie 100 tys. osób.
  • Każdego roku notuje się 160 tys. zachorowań, a prognozuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat liczba ta wzrośnie do 185 tys.
  • Trzon opieki nad chorymi stanowią Centra Onkologii w Warszawie, Krakowie i Gliwicach, a ich uzupełnieniem są regionalne ośrodki onkologiczne.
  • Chorzy na nowotwory są także objęci opieką sieci poradni, które znajdują się w każdym ośrodku onkologicznym.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.