Psychiatria. Kryzys wytycza nowe kierunki

Z prof. Markiem Krzystankiem, kierownikiem Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz lekarzem prowadzącym Oddział Dziennej Rehabilitacji Psychiatrycznej w Górnośląskim Centrum Medycznym SUM w Katowicach, rozmawia Marta Jakubiak.

Foto: arch. prywatne

Jak pandemia wpływa na kondycję psychiczną lekarzy?

Im dłużej trwa, tym trudniej jest radzić sobie ze stresem. To z kolei może prowadzić do wyczerpania i przewlekłego zmęczenia, a w odległej konsekwencji do pogorszenia zdrowia psychicznego, a nawet fizycznego. Z pandemią jest jak z każdym dystresem – zdolności adaptacyjne człowieka do kryzysowej sytuacji zmniejszają się, a następnie kończą.

Na pewno wizja końca pandemii pomogłaby wszystkim, jednak na razie nie ma takiej perspektywy. Można spodziewać się więc nasilania dystresu i jego konsekwencji: występowania zaburzeń lękowych, depresyjnych, zespołu stresu pourazowego czy postaci neurastenii.

A jak sytuacja epidemiczna wpływa na Polaków?

Odpowiem przez pryzmat pacjentów, których leczę. Osiem osób na dziesięć zgłaszających się do mnie, jako przyczynę pogorszenia samopoczucia podaje pandemię, w tym np. ograniczenia w poruszaniu się, utrudnienia w prowadzeniu działalności gospodarczej czy też utratę pracy. Dla większości trudna jest też praca zdalna i brak kontaktów międzyludzkich, które zaspokajają naturalną dla człowieka potrzebę relacji. To wszystko jest wielkim stresorem społecznym.

Dodatkowo istotną, niestety negatywną rolę odgrywają media. Pacjenci skarżą się, że dziennikarze sieją panikę i że nie zależy im na uspokajaniu ludzi, tylko na wzbudzaniu sensacji. SARS-CoV-2 jest odpowiedzialny za pandemię choroby wirusowej, a media za pandemię strachu. Trudno to zatrzymać. Ostatnio podczas wywiadu dla jednej z gazet powiedziałem, że mam nadzieję, iż powszechna akcja szczepień przywróci życie do normy. Było to jedyne zdanie, które nie zostało opublikowane. Jest jeszcze jedna alarmująca rzecz. W poradniach, w których w większości przypadków prowadzimy wizyty zdalne, liczba pacjentów zmniejszyła się mniej więcej o jedną trzecią.

Dlaczego tak się stało?

Ponieważ z powodu pogorszenia zdrowia psychicznego pacjenci trafili do szpitali.

Jak można wykorzystać nowe technologie w diagnostyce i leczeniu zaburzeń psychicznych w kontekście COVID-19?

Osobiście jestem orędownikiem wykorzystania telemedycyny dla poprawy dostępności usług medycznych i wprowadzania cyfrowych form leczenia, czyli aplikacji medycznych wykorzystujących rzeczywistość wirtualną albo algorytmy sztucznej inteligencji. Wymyślam, tworzę i wdrażam takie aplikacje. W latach 2013-2015 prowadziłem największe na świecie badanie telemedyczne, w którym 300 osób z rozpoznaniem schizofrenii przez rok było leczonych zdalnie – za pośrednictwem połączenia wideokonferencyjnego.

Zebrane wówczas dane pokazały, że takie leczenie jest ekwiwalentne co do skuteczności w stosunku do tego tradycyjnego w ambulatorium. Dlatego, kiedy rozpoczął się lockdown, wiedzieliśmy, że terapia online jest skuteczna i bezpieczna dla naszych pacjentów. Sam zachęcałem psychiatrów i lekarzy POZ, żeby w ograniczonym pandemią dostępie do leczenia stacjonarnego nie zaprzestawali terapii, ale przechodzili na leczenie zdalne. Myślę, że wideowizyty będą już stałym elementem praktyki lekarskiej. Dodatkowo mobilne aplikacje medyczne dadzą wiele nowych możliwości, wykorzystując np. rzeczywistość wirtualną do relaksacji i leczenia ekspozycyjnego w fobiach albo fonoterapię do leczenia zaburzeń psychicznych, a nawet somatycznych.

Nad czym pan pracuje obecnie?

Wspólnie z dr. Markiem Balickim działamy na rzecz stworzenia telemedycznego systemu centrów zdrowia psychicznego, dzięki którym funkcjonowanie psychiatrii środowiskowej będzie sprawniejsze. Z kolei z prof. Henrykiem Mazurkiem opracowujemy aplikację do rehabilitacji oddechowej. To działanie podjęte w kontekście choroby COVID-19. Pacjent widzi na ekranie wzorcowy oddech i synchronizuje swój z zaprogramowanym w aplikacji cyklem treningowym. To może być bardzo nowatorskie i pomocne dla tych, którzy przeszli ciężką postać infekcji z zapaleniem płuc.

Jak głęboko nowe technologie weszły już do praktyki?

Leczenie pacjentów przy wykorzystaniu telemedycyny to obecnie w psychiatrii standard. Większość spotkań odbywamy za pośrednictwem wideokonferencji. Jeśli zaś chodzi o aplikacje, o których wspomniałem, nie są one jeszcze szeroko stosowane. Ich wprowadzenie w życie to niedaleka przyszłość, muszą jednak być dobrze przygotowane i przebadane, zanim zaczniemy je stosować w praktyce. Te nowe narzędzia mają wspierać proces terapii w okresach pomiędzy konsultacjami z lekarzem i psychoterapeutą.

Czy powstawanie ruchów antymaseczkowych, antycovidowch czy antyszczepionkowych to przejaw zaburzeń?

To skrajności. Niektórzy mają maseczkę, kiedy sami jadą samochodem, a inni jej nie zakładają nawet wtedy, gdy narażają się na kontakt z wirusem. Podobne skrajności obserwuję również w świecie nauki – są np. osoby, które twierdzą, że większość zgonów na COVID-19 dotyczy chorych umierających nie z powodu infekcji koronawirusem, tylko w związku z zaostrzeniem chorób towarzyszących.

Co jest przyczyną takich aktywności?

Natura ludzka. Jesteśmy bardzo różni i inaczej reagujemy na różne sytuacje. Jest wiele patologii społecznych, które drążą świat. Lenistwo, niedojrzałość, niekompetencja. Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni, każdy z osobna i jako społeczeństwo. Lekarze powinni edukować i tłumaczyć, jaka jest skala problemu pandemii i uświadamiać pacjentom, że każdy z nich jest odpowiedzialny za siebie, za swoje decyzje i wybory. Lekarz wspiera i prowadzi pacjenta, ale każdy indywidualnie odpowiada, czy zechce zastosować się do zaleceń.

Pod prąd zdają się płynąć także niektórzy przedstawiciele środowiska medycznego. Wystarczy wspomnieć choćby „Apel naukowców i lekarzy w sprawie szczepień na koronowirusa SARS-CoV-2 – list otwarty do Prezydenta i Rządu RP”. Był pan jednym z sygnatariuszy tego listu.

Kiedy w październiku 2020 r. podpisałem „List otwarty polskich lekarzy, naukowców i pracowników służby zdrowia do polskich władz oraz mediów”, nie było jeszcze żadnej szczepionki, ale zapowiadano, że jeśli się pojawi, będzie obowiązkowa. Obserwowaliśmy wówczas narastanie problemów zdrowotnych u osób, które z powodu restrykcji w poruszaniu się, nie mogły uzyskać pomocy lekarza. Uznałem, że należy rozpocząć debatę publiczną na te tematy i chociaż nie zgadzałem się z częścią wyrażanych w tamtym liście stwierdzeń, pomyślałem, że swoim nazwiskiem wzmocnię przekaz prowokujący do dyskusji.

Niestety, moje nazwisko wykorzystano także do podpisania kolejnego dokumentu – tego, o który pani pyta. Apelu antyszczepionkowego nie podpisywałem i nie autoryzowałem. Zażądałem natychmiastowego wycofania mnie jako sygnatariusza, co zostało zresztą zrobione. Niestety, z tego co wydarzyło się poza moją wiedzą i zgodą musiałem się później tłumaczyć. Wysłałem oświadczenie do kancelarii Prezydenta i Premiera RP, do Naczelnej Izby Lekarskiej i do kilkudziesięciu portali internetowych. Ogromne wsparcie otrzymałem wtedy ze strony kolegów lekarzy i naukowców, moich studentów oraz pracodawców, rektora Tomasza Szczepańskiego i dyrektor Klaudii Rogowskiej. W takich momentach dobrze jest doświadczyć, że ma się przyjaciół.

Dlaczego dokonywane są takie manipulacje?

Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Może dlatego, że w każdym środowisku istnieją różne grupy interesów, które chcą zagospodarować sytuację kryzysu dla własnych celów. Tak naprawdę nie wiem, czym kierowali się autorzy przywołanego apelu. Nie znam ich. Myślę, że wierzą w to, co napisali. Ja w to nie wierzę i dlatego się od tego odciąłem. I to nawet nie jest kwestia wiary, tylko wiedzy. Jeżeli jedna ze szczepionek została przetestowana na kilkudziesięciu tysiącach osób, to nie można twierdzić, że jest nieprzebadana. Jestem racjonalnym naukowcem i lekarzem, który bazuje na wiedzy medycznej, a nie na własnych przekonaniach i chcę zamknąć każdy wątek łączący mnie z tą sprawą.

Chorował pan na COVID-19?

Tak, w grudniu, i przeszedłem infekcję bardzo łagodnie. Sprawdziłem ostatnio poziom przeciwciał i okazało się, że spadł poniżej rekomendowanej normy. Jestem już po pierwszej dawce szczepionki. Czekam na drugą. Głęboko wierzę, że powszechna akcja szczepień zakończy ten jeden z największych kryzysów zdrowotnych w historii ludzkości, choć szczepionka zapewne zostanie z nami na lata.

Jakie niebezpieczeństwa dla ludzkich emocji niesie pandemia?

Człowiek, żeby być szczęśliwym, musi mieć zaspokojone potrzeby biologiczne i psychologiczne. Jedną z nich jest potrzeba bezpieczeństwa. Pandemia nam je odebrała. Zadaniem medycyny, ale również administracji państwowej i mediów, jest przywracanie utraconego poczucia bezpieczeństwa. Ludzie muszą wiedzieć, co mają robić, żeby zmniejszyć ryzyko infekcji, mieć możliwość uzyskania opieki medycznej w momencie wystąpienia objawów i perspektywę końca epidemii.

Media powinny przekazywać informacje tak, by wzmacniać ludzi i mobilizować ich, a nie straszyć i codziennie epatować raportami o liczbie zgonów. To nie ułatwia przetrwania trudnego czasu, tylko osłabia, prowadzi do lęku, depresji, a także do pogorszenia kondycji i wystąpienia chorób somatycznych. Musimy zaprogramować się na zdrowie i dbać o odporność psychiczną, bo ma ona kluczowe znaczenie dla odporności immunologicznej. Pamiętajmy też jednak, że pandemia, jak każdy kryzys, jest potężnym impulsem do rozwoju i zmian. Wierzę, że medycyna i nauka sprosta każdemu wyzwaniu.

W jakim stopniu i w których obszarach będzie potrzebna pocovidowa rehabilitacja psychiatryczna?

Myślę, że kiedy epidemia się skończy, ludzie szybko wrócą do normalności. Na razie pomagamy tym, którzy mają problemy psychiatryczne spowodowane przewlekłym stresem wywołanym zagrożeniem COVID-19. Przekonujemy pacjentów, że nie można się poddawać, że trzeba żyć, a kryzys może wzmocnić i wytyczyć nowe kierunki. W moim otoczeniu powstała idea utworzenia pocovidowej poradni zdrowia psychicznego, gdzie planujemy w przyszłości prowadzić terapie.

O czym mówi się teraz w lekarskiej dyżurce?

Najczęściej rozmawiamy o kwestiach dotyczących skuteczności szczepionki. Alarmujące są bowiem przytaczane przez media, a wyciągane z kontekstu fragmentaryczne informacje, że szczepionki są nieskuteczne albo że ludzie z ich powodu umierają. O tym, która szczepionka jest lepsza, która gorsza, mówi się dziś nie tylko w dyżurkach. Byłem świadkiem gorącej dyskusji pacjentów przed gabinetem szczepień.

Bardzo dużo uwagi poświęcamy też utrudnieniom w funkcjonowaniu systemu opieki zdrowotnej z powodu konieczności odbywania kwarantanny. Co jakiś czas niestety mamy też u siebie stan zatrzymania pracy na oddziałach dziennych w klinice, kiedy okazuje się, że pacjent, z którym mieliśmy kontakt, był zakażony. Jesteśmy już zaszczepieni, ale narodowa akcja szczepień przebiega wolno, więc obawiamy się o swoich bliskich i znajomych. Nie chcemy pośredniczyć w przekazaniu im wirusa.

Sekcja Naukowa Psychoterapii PTP apeluje

„Terapeuta z oznakami choroby powinien zostać w domu” – apelują autorzy „Listu dotyczącego konieczności przestrzegania przez psychoterapeutów reżimu sanitarnego w trakcie epidemii COVID-19”, który 31 marca opublikowano na stronie Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. To reakcja na docierające do PTP sygnały, że w niektórych środowiskach część terapeutów po zaszczepieniu i osiągnięciu odpowiedniego poziomu przeciwciał porzuca zasady DDM, kontaktuje się bez maseczek i w mniejszym dystansie. Zdarza się też, że w zespołach i w gabinetach do pracy przychodzą terapeuci podziębieni, którzy uważają, że nie stanowią zagrożenia. „Wiemy, że wielu z nas jest sfrustrowanych ograniczeniami, zwłaszcza dotyczącymi kontaktu i bliskości, jednak ignorowanie zaleceń powoduje, że w gruncie rzeczy możemy stanowić zagrożenie dla pacjentów, co nigdy nie powinno mieć miejsca” – podkreślają autorzy listu.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.