Dr Gałązka-Sobotka: Strach i lęk przykrywa problemy zdrowotne

Nie traćmy z oczu sytuacji pacjentów niecovidowych – apeluje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie, wiceprzewodnicząca Rady Narodowego Funduszu Zdrowia.

Foto: arch. prywatne

– Od kilkunastu miesięcy wiele problemów zdrowotnych jest przykrytych przez strach i lęk spowodowany koronawirusem oraz niemożliwość zaradzenia tym problemom z powodu ograniczonego dostępu do leczenia.

Przed epidemią nie byliśmy w stanie sprostać wielu wyzwaniom, a po jej wybuchu potrzeby zdrowotne – zarówno te wywołane COVID-19, jak i te związane z innymi schorzeniami – wzrosły. Dług zdrowotny ciągle rośnie, a w przyszłym roku niczym komornik zacznie pukać do naszych drzwi, domagając się zapłaty.

Bardzo cieszy uruchomienie programu rehabilitacji pocovidowej, ale on nie rozwiąże wszystkich potrzeb ozdrowieńców. Dla wielu pacjentów odległe skutki zdrowotne będą dotyczyły nie tylko mniejszej sprawności układu oddechowego, ale również gorszego funkcjonowania systemu nerwowego, a przede wszystkim zdrowia psychicznego.

Coraz więcej specjalistów zwraca uwagę na następstwa COVID-19 w postaci spadku zdolności do koncentracji i zaburzeń pamięci krótkotrwałej, tak potrzebnej zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym. U niektórych ozdrowieńców obserwuje się też zjawisko zespołu szoku pourazowego. To wszystko oznacza, że w kolejnych latach trzeba będzie liczyć się ze wzrostem kosztów związanym, nie tylko z absenteizmem, ale także prezenteizmem, czyli utratą zdolności do efektywnego wykonywania pracy w czasie aktywności zawodowej.

Nie powinniśmy tracić z oczu sytuacji pacjentów niecovidowych, którzy w czasie pandemii nie otrzymują na czas niezbędnej pomocy i opieki, czego negatywne konsekwencje obserwuje się już m.in. w onkologii i kardiologii. Wiele osób trafia do szpitali z bardziej zaawansowanymi chorobami, co sprawia, że szanse na ich wyleczenie maleją, a koszty interwencji medycznej nieproporcjonalnie rosną.

Jeszcze przed wybuchem pandemii rosły nominalne nakłady na publiczną ochronę zdrowia. W 2009 r. NFZ miał do dyspozycji ok. 52 mld zł, a w 2019 r. – ponad 90 mld zł, dzisiaj jest ich ponad 100 mld, ale czy to pozwoliło lepiej zaspokoić potrzeby zdrowotne? W pewnych obszarach tak, ale w wielu innych – niekoniecznie. W AOS nastąpił wyraźny spadek dostępności do leczenia mierzony zarówno liczbą obsługiwanych pacjentów, jak i ilością wykonywanych procedur.

W ostatnim czasie, m.in. na skutek podwyżek wynagrodzeń, cen energii czy gospodarki odpadami, wzrósł koszt „wytwarzania” świadczeń zdrowotnych, więc pomimo nominalnego wzrostu nakładów na publiczną ochronę zdrowia realna zdolność do kupowania świadczeń zdrowotnych zmniejszyła się, choć potrzeby wynikające z trwającej pandemii rosną. W sektorze usług medycznych wzrost inflacji jest wyższy niż w innych gałęziach gospodarki. Sprawczość pieniędzy przeznaczanych na zdrowie mierzona jest nie tylko ich nominalną wartością,  ale przede wszystkim ich siłą nabywczą.

Notował: Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.