12 lipca 2024

Cztery grzechy główne systemu ochrony zdrowia

Samorząd lekarski chce podpowiadać decydentom, a zwłaszcza Ministerstwu Zdrowia, kierunki zmian systemu ochrony zdrowia, opierając się na twardych danych – pisze Mariusz Tomczak.

Fot. shuterstock.com

Kilka miesięcy temu Naczelna Rada Lekarska (NRL) powołała Zespół ds. transformacji i strategii rozwoju systemu ochrony zdrowia. Powstał w odpowiedzi na brak wszechstronnego podejścia do reform ze strony Ministerstwa Zdrowia oraz po to, by samorząd lekarski zyskał większy wpływ na strategiczne plany rządzących.

Pierwsze efekty prac zespołu zostały przedstawione podczas spotkania z dziennikarzami w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL) w Warszawie na początku maja 2024 r. – Prezentujemy wyniki m.in. w celu rozpoczęcia szerokiej dyskusji na ten temat – powiedział prezes NRL Łukasz Jankowski. Zapewnił, że zebrane dane i sformułowane wnioski nie zostały poddane „obróbce polityczno-środowiskowej”, a analitycy, wśród których są osoby także spoza samorządu lekarskiego, porównali sytuację w kilkudziesięciu państwach.

– Nasza diagnoza pokazała cztery główne bolączki systemu ochrony zdrowia w Polsce. Pierwszą i najpilniejszą do rozwiązania jest niedostateczna koncentracja na satysfakcji pacjenta. Kolejne to: mały konsensus w zakresie priorytetów w reformie systemu, niedostateczne wdrożenie zmian legislacyjnych i słaby przepływ informacji – mówi Krzysztof Zdobylak, ekspert Zespołu ds. transformacji.

Niespełnione oczekiwania

Spośród członków Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), skupiającej 38 wysokorozwiniętych i demokratycznych krajów, to właśnie w Polsce zadowolenie z funkcjonowania systemu ochrony zdrowia jest najniższe, a jednocześnie jest dwukrotnie niższe od średniej (dane za 2020 r.).

To jedna z przyczyn, które skłoniły Zespół ds. transformacji do uznania poprawy satysfakcji pacjentów za najważniejszy problem do rozwiązania. To niezadowolenie rzutuje na całościową ocenę funkcjonowania systemu ochrony zdrowia w Polsce, choć nie przekłada się na równie negatywną ocenę pracy personelu medycznego.

– Głęboko wierzymy, że lekarze i pacjenci nie staną po przeciwnych stronach barykady. Musimy jednak dbać o zadowolenie każdej z tych grup – podkreśla Krzysztof Zdobylak. Pacjenci oceniają funkcjonowanie opieki zdrowotnej nie tylko poprzez bezpośredni kontakt z lekarzami, ale również dostępność do usług medycznych, ich jakość i efektywność. – Bez poprawy satysfakcji nie ma potencjału do głębszych reform – zastrzega.

Ilość czy jakość

Z danych zaprezentowanych przez NIL wynika, że w latach 2000-2021 liczba absolwentów kierunku lekarskiego w Polsce wzrosła o 120 proc. Dla porównania: w Niemczech – 13 proc., Norwegii – 36 proc., a Belgii i Szwecji – po 83 proc.

Sęk w tym, że w Polsce – jak mówi szef samorządu lekarskiego – odbyło się to kosztem jakości kształcenia przeddyplomowego, prowadząc do jego dewastacji i degradacji. Kilka lat temu Ministerstwo Edukacji i Nauki przygotowało bowiem grunt pod tworzenie nowych miejsc dla studentów kierunku lekarskiego w uczelniach niemających odpowiedniego zaplecza.

Interna na włosku

Zdaniem prezesa NRL w Polsce wciąż brakuje lekarzy, a z uwagi na deficyt kadrowy wiele oddziałów wewnętrznych czy chirurgii ogólnej wręcz „trzyma się na włosku”. – Jest nas rzeczywiście za mało. Trzeba kształcić przyszłych  lekarzy, ale z naszych danych wynika, że kształcimy już za dużo studentów – podkreśla prezes Łukasz Jankowski.

Nic dziwnego, że pojawiają się obawy, iż rosnąca liczba absolwentów kierunku lekarskiego może doprowadzić do sytuacji, w której zaczną łatać braki kadrowe w innych zawodach medycznych. Eksperci NRL apelują, by nie koncentrować się wyłącznie na liczbie lekarzy.

– Trzeba spojrzeć na całą organizację systemu – podkreśla Krzysztof Zdobylak. Jeśli decydenci będą za wszelką cenę dążyć do powiększenia kadr, pochłonie to dużo środków, ale efekty będą dalekie od oczekiwań.

Kompetencje pod lupą

W debacie publicznej od lat mówi się o potrzebie odciążenia lekarzy od wykonywania obowiązków administracyjnych. Dzięki temu mogliby poświęcić pacjentom więcej czasu. Tymczasem szefowie szpitali często nie są w stanie dostrzec korzyści wynikających z uwolnienia lekarzy od biurokratycznej mitręgi.

Jak mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski, wielu dyrektorów szpitali odmawia zatrudnienia dodatkowej sekretarki lub asystenta, wskazując na wysokie koszty osobowe. – Dyrekcja nie traktuje ich jak osób realizujących kontrakt. Nie pomaga nawet tłumaczenie, że dzięki dodatkowym pracownikom można by zatrudnić mniej lekarzy – dodaje rzecznik NIL.

Dramat pielęgniarek

Niedocenianą kwestią jest delegowanie innym profesjonalistom medycznym niektórych obowiązków obecnie przypisanych do lekarzy, np. związanych ze zbieraniem wstępnego wywiadu. Eksperci NRL szacują, że przekazanie niektórych zadań w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej pozwoliłoby uzyskać efekty podobne do wykształcenia ok. 5 tys. dodatkowych lekarzy.

– W Polsce, jeżeli rozmawiamy o oddawaniu kompetencji medycznych lekarzy, zazwyczaj myśli się o pielęgniarkach i ratownikach. Problem polega na tym, że kryzys kadrowy wśród pielęgniarek jest jeszcze większy niż u nas – mówi Jakub Kosikowski.

W grupach lekarzy i pielęgniarek do 45. roku życia jest obecnie więcej lekarzy, podczas gdy te proporcje powinny być zupełnie inne. Zdaniem rzecznika NIL na jednego lekarza powinny przypadać mniej więcej trzy pielęgniarki i tak właśnie jest w dobrze funkcjonujących systemach ochrony zdrowia.

Jak jest za granicą?

We wszystkich państwach OECD poddanych analizie przez ekspertów Zespołu ds. transformacji oczekuje się znacznego wzrostu zapotrzebowania na lekarzy i to mimo coraz szerszego wykorzystania nowoczesnych technologii w ochronie zdrowia. Japonia, gdzie obecnie przypada 2,6 lekarza na tysiąc mieszkańców, zwiększyła nabór na studia i do 2035 r. powinna osiągnąć wskaźnik 3,1 lekarza.

 Z tym że część japońskich analityków uważa, że z powodu starzenia się społeczeństwa potrzeby będą jeszcze większe, dlatego należy dążyć do osiągnięcia wskaźnika 4,3 na tysiąc mieszkańców. W przeciwnym razie lekarze będą zmuszeni pracować dłużej niż 48 godzin tygodniowo.

Z kolei brytyjska National Health Service (NHS) szacuje, że w 2037 r. będzie potrzeba 4,4 lekarza na tysiąc mieszkańców, co wydaje się realne do osiągnięcia, pod warunkiem że dojdzie do podwojenia liczby studentów. NHS zwraca uwagę, że konieczny jest także szybki wzrost szeroko rozumianych kadr medycznych, w tym asystentów. Jest to postulat zbieżny z tym, o co apeluje NRL.

Emigracja przestała być problemem

Z danych NIL wynika, że liczba lekarzy decydujących się na wyjazd za granicę się ustabilizowała. W ostatnich latach emigrowało ok. 900 osób rocznie. Obecnie dwie trzecie emigrujących to obcokrajowcy, a znaczną ich część stanowią obywatele państw skandynawskich, którzy ukończyli studia w naszym kraju. Jeśli młodzi Polacy wyjeżdżają, emigrują przede wszystkim do Wielkiej Brytanii.

W latach 2019-2022 zaobserwowano jednak znaczny wzrost migracji do Hiszpanii, Izraela i Grecji, co – zdaniem prezesa NRL – może stanowić sygnał alarmowy. Krzysztof Zdobylak dodaje, że potrzebne jest wypracowanie mechanizmów wczesnego ostrzegania przed ewentualnym wzrostem emigracji, ponieważ jeszcze w tej dekadzie Polska może zacząć kształcić lekarzy na eksport.

Mariusz Tomczak