Marcin Karolewski: Jesteśmy zakładnikami systemu

Ambulatoryjna opieka specjalistyczna może stać się wąskim gardłem. Zamiast ją wzmacniać, zmiany regulacyjne jeszcze bardziej obciążają szpitale – ostrzega Marcin Karolewski, prezes Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów, w rozmowie z Mariuszem Tomczakiem.

Fot. arch. prywatne

Jak ocenia Pan obecną sytuację w szpitalach publicznych?

Jesteśmy zakładnikami systemu, w którym rachunek ekonomiczny jest ważniejszy od potrzeb pacjentów. Nad lekarzami stoją ekonomiści, a nad dyrektorami szpitali organy założycielskie – wszyscy oczekują dodatniego wyniku finansowego.

Najbardziej widać to na poziomie lokalnym. Szpitale powiatowe funkcjonują w oparciu o zasadę: jeśli nie generują strat, to mają prawo istnieć, a jeśli finanse się nie spinają, to placówka powinna zostać zlikwidowana. Decyzje w tej sprawie są przerzucane na podmiot tworzący, który często staje przed wyborem: restrukturyzacja albo konieczność ponoszenia rosnących kosztów.

Co należy zrobić?

System powinien być budowany w oparciu o realne potrzeby społeczeństwa i oczekiwany skutek. Wciąż nie mamy map potrzeb zdrowotnych z prawdziwego zdarzenia. Wprawdzie dokumenty pod taką nazwą istnieją, ale w istocie są to mapy wykonań, bo pokazują to, co już było, zamiast koncentrować się na przyszłości. Wobec tego, że nie bardzo wiadomo, jakie są potrzeby mieszkańców danej miejscowości, powiatu i regionu, nie jest znany docelowy kształt sieci placówek w kraju.

W niedawno podjętym stanowisku Polskie Towarzystwo Lekarzy Menedżerów zaapelowało o przygotowanie ogólnokrajowej strategii restrukturyzacji opartej na zaktualizowanych mapach potrzeb zdrowotnych. Konieczna jest m.in. koordynacja szpitali z ambulatoryjną opieką specjalistyczną, alokacja zasobów w oparciu o dane demograficzne i epidemiologiczne, a także ujednolicenie wycen, zwłaszcza w opiece nad pacjentami starszymi i wielochorobowymi. Potrzebujemy odpowiedzialnego zarządzania, a nie doraźnych rozwiązań.

Co jest większym problemem: brak strategii czy krótka finansowa kołdra?

Pieniędzy jest tyle, ile jest, ale jeżeli nie ma realnego planu zabezpieczającego potrzeby zdrowotne ludności na danym terenie, to środki przynajmniej częściowo będą wydawane w sposób mniej skuteczny i mniej efektywny. Pogłębiająca się zapaść finansowa placówek pierwszego stopnia to bezpośredni skutek błędów systemowych. Od dawna wiadomo, że część procedur medycznych jest niedoszacowana, przez co placówki nie są w stanie pokryć rzeczywistych kosztów świadczonych usług medycznych.

Dlaczego Narodowy Fundusz Zdrowia zmienił zasady rozliczania nadwykonań w diagnostyce?

Oficjalnym powodem zmian są oszczędności. Obawiam się, że rezonans, tomografia komputerowa czy badanie endoskopowe będą znacznie łatwiej dostępne w szpitalach niż w trybie ambulatoryjnym. To niepotrzebnie obciąży lecznictwo zamknięte i będzie skutkowało ograniczaniem diagnostyki w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej.

Przepisy obowiązujące od początku kwietnia 2026 r. mogą doprowadzić do sytuacji, w której najbardziej efektywna będzie opieka podstawowa i szpitalnictwo, a AOS stanie się wąskim gardłem. Mimo że od dawna postuluje się odwrócenie piramidy świadczeń, obecne działania zdają się prowadzić system w dokładnie przeciwnym kierunku.

Adresatem wielu apeli środowiska lekarskiego jest Ministerstwo Zdrowia. A o co warto zaapelować do całego rządu?

Od decydentów oczekujemy odważnych decyzji i konkretów. Poza podniesieniem nakładów na ochronę zdrowia chcemy wiedzieć, jaką rolę mają pełnić szpitale pierwszego i drugiego stopnia referencyjności oraz czym mają zajmować się kliniki. Nie może być tak, że placówki powiatowe miotają się między podstawowymi świadczeniami, które powinny wykonywać, a dobrze wycenianymi procedurami, by zrównoważyć swój budżet.

Należy też przygotować realną strategię zmian, byśmy wiedzieli, jak system ma wyglądać w przyszłości. Musi być on zbudowany na nowo w oparciu o mapę potrzeb zdrowotnych, a nie doraźne szukanie oszczędności. Tym bardziej że dochodzi do nich nie zawsze tam, gdzie jest to najbardziej zasadne.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026