23 czerwca 2024

Jak doktor z doktorem, czyli media lekarzy

Jest ich 24, a więc tyle, ile okręgowych izb lekarskich w Polsce. Mowa o biuletynach wydawanych przez Okręgowe Rady Lekarskie. To na ich łamach toczy się medialny dialog ze środowiskiem, który trwa od początków reaktywowania samorządu lekarskiego.

Foto: Mariusz Tomczak

Biuletyny oprócz roli informacyjnej pełnią rolę integracyjną. Można więc powiedzieć, że stanowią pomost pomiędzy tym, co się dzieje w samorządzie i lekarzami w okręgach. To tutaj drukowane są teksty, których autorami i bohaterami są lekarze, ich rodziny, środowisko, w którym żyją i pracują.

To ich problemy wypełniają szpalty, niezależnie od tego, czy dotyczą spraw stricte zawodowych, socjalnych, czy poświęcone są kulturze, sportom i rekreacji. To poprzez zamieszczane tu zdjęcia, często robione przez lekarzy i lekarzy dentystów – fotografików pasjonatów (Marek Stankiewicz, Wiesława Klemens, Dariusz Hankiewicz i inni), utrwalane są wydarzenia z życia samorządu i miejsca, które odegrały w tym ważną rolę.

Fotografia bardzo wzbogaca słowo pisane. Ten medialny dialog doktora z doktorem trwa już 25 lat. Po reaktywacji samorządu lekarskiego w 1989 r. biuletyny stały się ważnym instrumentem w procesie powstawania okręgowych izb lekarskich.

To był czas, kiedy docieranie z informacją do lekarzy i lekarzy dentystów miało zasadnicze znaczenie. Najważniejsza była wtedy treść, mniejszą wagę przywiązywano do szaty graficznej. Większość miała format zeszytowy i nie było w nich zdjęć. Redagowali je w sami lekarze, poświęcając własny czas i nie pobierając za to gratyfikacji.

Z duchem czasu

Kiedy izby okrzepły, wzbogaciły się o własne siedziby i miejsca, gdzie można było rozwijać medialną działalność, biuletyny zaczęły wyglądać inaczej, choć wciąż są zróżnicowane zarówno jeśli chodzi o objętość, zawartość, jakość papieru. Widać jednak, że choć własnym tempem, idą z duchem czasu.

Najszybciej kroczą w nowe czasy biuletyny największych izb. Jest to kwestia funduszy, a więc i możliwości. Przykładem ewolucji jest Biuletyn Informacyjny Wielkopolskiej Izby Lekarskiej.

Jego pierwszy numer nie był nawet opatrzony datą, drugi ukazał się w 1990 r. i choć wciąż przypominał złożoną kartkę arkusza A4, z czasem stał się kolorowym pismem wydawanym w dużym formacie. Jest nieprzerwanie prowadzony przez lekarza dentystę Andrzeja Baszkowskiego.

– W moim przekonaniu rozwój biuletynów w największej mierze zależy od ambicji prowadzących. Jeśli postawią sobie za punkt honoru, aby pismo było ciekawie redagowane, to tak się staje, ale to wymaga szukania tematów, autorów, słowem ludzi, którzy chcą się zaangażować, a to kosztuje – mówi Andrzej Baszkowski.

Dodaje, że uwiedzenie mediami elektronicznymi jest związane z faktem, że są one tańsze niż forma papierowa, ale biuletyn lekarz dostaje pocztą do rąk własnych, a na portal może zajrzeć lub nie. Obawia się, że za decyzjami związanymi z ograniczaniem wydawania biuletynów w formie papierowej będą stały oszczędności i przypomina, że samorząd lekarski ma ustawowy obowiązek je wydawać.

Biuletyny będą jednak ewoluować również w tym kierunku, dostosowując się do oczekiwań lekarzy wobec swojej korporacji zawodowej. Za przeobrażeniami zachodzącymi w ustawodawstwie, prawie, kształceniu przed- i podyplomowemu, w poglądach i mentalności społeczności lekarskiej, muszą pójść zmiany w sposobie ich przedstawiania.

Jak bumerang wraca pytanie, co powinno się zmieniać: szata graficzna, a może sposób informowania? Łukasz Tyszler, redaktor naczelny „Vox Medici” – biuletynu Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie – uważa, że obecnie, kiedy dominuje internet, kiedy nastąpiła tabliodyzacja mediów, należy przekornie inwestować w formę papierową.

– „Papier” stał się czymś ekskluzywnym, elitarnym, świadczy o nobilitacji, a zawód lekarza zasługuje na to, by doktor dostawał pismo na miarę wykonywanego przez siebie zawodu – mówi Łukasz Tyszler.

Zaznacza, że w biuletynach powinno się stawiać na sprawy lokalne lekarzy, traktować je z rozmachem i nie bać się drążyć niepopularnych tematów. W jego opinii, wprawdzie nie należy odwracać się od elektronicznych form, jednak nigdy nie zastąpią one słowa pisanego.

Postawili na profesjonalizm

Na początku biuletyn informacyjny Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, jak większość pism izbowych, był czarno-białą broszurą. Szybko jednak członkowie Rady zrozumieli znaczenie tego medium w kontaktach z lekarzami i jego redagowanie powierzyli Jerzemu Wunderlichowi, dziennikarzowi znanemu wówczas z telewizyjnych programów „Antena” i „Klinika Zdrowego Człowieka”.

Miał wizję dziennikarstwa branżowego i współcześni czerpią z niej do dziś. Ewa Gwiazdowicz-Włodarczyk, od 13 lat redaktor naczelna warszawskiego „Pulsu”, jest zdania, że aby coś się udało, oprócz pomysłów, najważniejszy jest zespół ludzi zdolnych te pomysły realizować.

Dotyczy to zarówno formy, jak i treści, i aby nie być gołosłownym, przytacza przykłady współpracy z dziennikarzami spoza środowiska lekarskiego (Elżbieta Cichocka, Paweł Walewski, Janina Jankowska, Maciej Wierzyński, Zbigniew Wojtasiński, Małgorzata Solecka czy Małgorzata Kukowska-Skarbek i Ewa Dobrowolska – autorka cyklu sag rodów lekarskich).

– Warszawski „Puls” jest rozpoznawany przez czytelników i jest to zasługa profesjonalizmu, na który stawiamy – mówi Ewa Gwiazdowicz-Włodarczyk. Na profesjonalizm postawiła też Okręgowa Izba Lekarska w Łodzi.

Biuletyn „Panaceum”, prowadzony przez zawodowego dziennikarza Ninę Smoleń, jest oczkiem w głowie tej izby. – Przywiązujemy ogromną wagę zarówno do szaty graficznej, jak i do zawartości merytorycznej pisma, wierząc, że pozyskamy tym czytelników – tłumaczy Nina Smoleń.

Dodaje, że czytelnictwo zawsze było i jest największą bolączką biuletynów. Wciąż pokutuje przekonanie, że nie są czytane, że lekarze wrzucają je do kosza. – To się zmienia. Świadczą o tym listy, które otrzymujemy i chętnie drukujemy, są one podpowiedzią, czego lekarze i lekarze dentyści oczekują od redakcji – mówi redaktor Smoleń.

Jest zdania, że biuletyn jest kierowany do wymagającego czytelnika, dlatego należy wsłuchiwać się w jego głos. Podobną drogą kroczy też Śląska Izba Lekarska. Drukowany w latach 1989-1993 biuletyn „Medicus”, w 1993 r. zmienił nazwę na „Pro Medico”, zaczął ukazywać się regularnie i zapraszać do współpracy zawodowych dziennikarzy.

Od 2012 r. pismo jest wydawane w nowym układzie graficznym i jest składane poza siedzibą izby. Oprócz roli informującej o pracy samorządu lekarskiego, drukuje publicystykę, wywiady, reportaże, felietony, komentarze, refleksje, pisane głównie przez lekarzy ŚIL. Od lat redaktorem naczelnym pisma jest Żywisław Mendel.

Znaleźć klucz

Biuletyny izbowe wciąż poszukują klucza, by zwiększyć czytelnictwo. Redaktor naczelny „Galicyjskiej Gazety Lekarskiej”, Jerzy Friedrygier, uważa, że jest to nieustający proces, który w biuletynie krakowskim toczy się od lat.

Jednym z ważnych kroków była zmiana tytułu pisma, później formatu, ale najważniejsze – jego zdaniem – jest poszukiwanie takiej formuły dla artykułów, aby zyskały na atrakcyjności oraz uaktywnienie delegatur. – Naszym dążeniem jest, aby artykuły nie były za długie, przegadane, aby zachęcały do czytania i zawierały treści będące blisko spraw lekarzy – mówi Jerzy Friedrygier.

Zmianę formuły dla swojego biuletynu szykuje także Beskidzka Izba Lekarska. Od następnego numeru będzie się nazywał „Medyk Beskidzki”. Do jego redagowania włączy się zawodowy dziennikarz. Pismo będzie kwartalnikiem.

Redaktor naczelny Klaudiusz Komor nie ukrywa, że z tymi zmianami wiąże duże nadzieje, wierzy że wzrośnie jego poczytność i pozyska reklamodawców. – Chcemy wydawać je w pełnym kolorze, na dobrym papierze i wprowadzić temat numeru oraz nowy cykl – pasje lekarskie – wylicza Klaudiusz Komor.

Uważa, że obok poważnych treści, takich jak np. porady prawne, powinny znaleźć się lżejsze artykuły czy wywiady. Biuletyn „Medium” Dolnośląskiej Izby Lekarskiej także znalazł swój klucz na wzrost poczytności pisma. Jest nim nowy cykl artykułów przedstawianych z różnych punktów widzenia. – Jednym z takich bulwersujących tematów była reklama, a obecnie zajęliśmy się formami zatrudniana lekarzy – mówi Józef Lula, redaktor naczelny biuletynu.

W jego przekonaniu kluczem do rozwijania pism izbowych jest łączenie wiedzy merytorycznej lekarzy z umiejętnościami zawodowych dziennikarzy i dodaje, że każdy publikowany artykuł w biuletynie powinien uwzględniać zapisy Kodeksu Etyki Lekarskiej, pełniąc tym samym rolę wychowawczą.

Bliżej siebie

Z listów i e-maili napływających do redakcji biuletynów od lekarzy i lekarzy dentystów oraz rozmów kuluarowych wynika, że oprócz rzetelnej i czytelnej informacji, która pomoże im wykonywać swój zawód, szukają oni w swoich pismach zdjęć, na których odnajdą siebie, swoich kolegów z pracy, ale przede wszystkim własne dzieci.

Dlatego w biuletynach duże znaczenie przywiązuje się do drukowania zdjęć z różnych konferencji, jubileuszy, ale też fotoreportaży z imprez sportowych, spotkań andrzejkowych, jasełek, balów karnawałowych, a także aktywności seniorów.

Poprzez utrwalanie tych zdarzeń pokazany jest nie tylko udział lekarzy w życiu izbowym, ale i środowiskowym. Jerzy Lach, redagujący „Biuletyn Okręgowej Izby Lekarskiej w Opolu”, podkreśla, że bogato ilustrowane materiały publikowane w biuletynach zbliżają lekarzy do siebie.

Ten kontakt poprzez zdjęcia jest wyjątkowy, ponieważ zostaje w pamięci na dłużej. Słowo pisane szybciej umyka niż obraz. Zaznacza jednocześnie, że biuletyn izby opolskiej jest specyficzny, ponieważ redakcja jest jednoosobowa.

– Redaguję to pismo sam, sam decyduję więc o doborze materiałów i zdjęć, i od początku przyjąłem zasadę, że powinny być kierowane do całego grona lekarzy. Jeśli to możliwe uciekam od sprawozdań i protokołów, jeśli tekst jest ciekawy, nie stronię od przedruków – tłumaczy Jerzy Lach i dodaje, że ten biuletyn nie ma zdecydowanie określonego środowiskowego charakteru, ponieważ w małych izbach trudno nakłonić kolegów lekarzy do pisania.

Marzy, aby chcieli pisać i przysyłać zdjęcia, aby biuletyn wypełniał się własnymi materiałami. To marzenie mają wszyscy redagujący biuletyny izbowe. Ich fenomenem jest, że niezależnie od okoliczności, trudności, jakie przychodzi im pokonywać, nieprzerwanie wychodzą od początku reaktywowania samorządu lekarskiego, a więc już 25 lat.

Choć są bardzo różne zarówno, jeśli chodzi o format, papier, częstotliwość ukazywania się, łączy je idea służenia lekarzowi i lekarzowi dentyście w wykonywaniu jego zawodu. Są redagowane głównie przez lekarzy coraz częściej ze wsparciem dziennikarzy, coraz bardziej atrakcyjnie, profesjonalnie.

Nie sposób było przedstawić w tym materiale wszystkich izbowych biuletynów, jednak z okazji jubileuszu każdej izbie z osobna życzymy dalszych sukcesów, bo za każdym z tych biuletynów stoi ogromny wysiłek i sukces.

Lucyna Krysiak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 8-9/2015