17 lipca 2024

Protest lekarskich związkowców

„Decydenci, nie udawajcie, że zależy wam na pacjencie i medyku ” – głosił transparent na scenie protestu lekarzy pod resortem zdrowia. Apelowali o poprawę jakości kształcenia lekarzy, ich pracy i jakość systemu – pisze Karolina Kowalska.

Fot. K. Kowalska, D. Patecki

– Ten protest to próba wyegzekwowania zmian w ochronie zdrowia, gwarantujących jakość leczenia i bezpieczeństwa dla pacjentów, ale również dla lekarzy i wszystkich członków personelu szpitali publicznych. Potrzebna jest przeprowadzona na podstawie map potrzeb zdrowotnych reforma ochrony zdrowia. Taka, która będzie gwarantować stabilność podmiotów leczniczych, by mogły przygotowywać do pracy młodych adeptów sztuki lekarskiej tak, by nie wyjeżdżali z kraju – mówiła Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), który zorganizował protest wspólnie z Porozumieniem Rezydentów OZZL (PR OZZL).

Degradacja kształcenia

– Jesteśmy tutaj wszyscy, ponieważ nie zgadzamy się na sytuację w ochronie zdrowia. Chcemy, by polskiego pacjenta leczył lekarz dobrze wykształcony, niewypalony i pracował w dobrze zorganizowanym systemie. Cieszę się, że tu przybyliście! Chciałbym podziękować także wszystkim osobom, które nie są lekarzami, a przyszły, żeby wesprzeć nas swoją obecnością – mówił przewodniczący PR OZZL Sebastian Goncerz.

Dodał, że protest, podobnie jak zdrowie, nie ma legitymacji partyjnej: – Skierowany jest do społeczeństwa, ale także do decydentów, którzy przez najbliższe cztery lata będą kształtować przyszłość Polski – mówił Sebastian Goncerz i zachęcał do skandowania: „Decydencie, pomyśl o pacjencie!”.

Po chwili hasło skandował kilkusetosobowy tłum. Lekarze w białych fartuchach i pacjenci nie tracili nadziei, że wyjdzie do nich ktoś z przedstawicieli kierownictwa resortu (minister Katarzyna Sójka w sobotę 30 września przebywała w Wielkopolsce). Rządzący nie zdecydowali się jednak na rozmowę z protestującymi.

– Tysiące młodych ludzi już teraz stają się ofiarami postępującej degradacji kształcenia. Nawet w klasycznych uczelniach z tradycją mamy problem z liczebnością grup studenckich. Sam miałem szczęście pracować w czteroosobowej grupie klinicznej. To ewenement, bo na innych uczelniach są szóstki, ósemki, a nawet dwunastki kliniczne. A im więcej osób w grupie, tym trudniej dostać się do pacjenta i czegokolwiek nauczyć – mówił wiceprzewodniczący PR OZZL Władysław Krajewski.

– Dziś lekarzy kształci 20 nowych uczelni, w tym uczelnie społeczne i zawodówki. W porównaniu do ubiegłego roku przybyło tysiąc studentów, którzy prawdopodobnie nie będą mieli warunków do kształcenia. Nie chcemy hurtowej produkcji studentów – apelował Władysław Krajewski.

Perspektywę studentów wydziałów lekarskich przybliżyła Ewa Majcherek, przewodnicząca Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA Poland: – Gdy wybierałam studia, wyobrażałam sobie, że będę uczyć się, jak leczyć. Wraz z upływem czasu myślę, że już niestraszne nam zarwane noce na naukę do egzaminów. Nie boimy się liczby leków, których nazw musimy nauczyć się na farmakologię, za to strasznie boimy się, że pacjenci nie dostaną tych leków, bo są restrykcje w wystawianiu recept albo leki są niedostępne w szpitalu – mówiła Ewa Majcherek.

Jeden lekarz na 150 pacjentów

Owacjami powitano Julię Pankiewicz, koordynatorkę ds. praw kobiet i walki z dyskryminacją w Regionie Mazowieckim OZZL i koordynatorkę Komisji ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji przy Zarządzie Krajowym OZZL: – Jestem rezydentką drugiego roku, pracuję w szpitalu psychiatrycznym i jestem żywym dowodem, że należy wprowadzić normy zatrudnienia. W dwóch liczbach: 2 i 300 zawierają się realia pracy rezydenta na dyżurze w wielospecjalistycznym szpitalu psychiatrycznym. Dwóch lekarzy na 300 pacjentów, czyli jeden na 150. Wyobraźcie sobie, że u dwóch z tych 150 pacjentów występuje zagrożenie życia. Lekarz ma wybierać, którego ratować? Oprócz dyżurów lekarz prowadzi w tygodniu 10 pacjentów i przyjmuje w poradni. Czy myślicie, że długo wytrzyma, nie będąc wypalonym zawodowo, i zostanie na długo w publicznej ochronie zdrowia? – pytała ze sceny Julia Pankiewicz.

Dodała, że to nie jest najgorszy scenariusz, jaki napotkać może lekarz w publicznym systemie, bo są takie, w których na tych dwóch lekarzy pacjentów jest 700. – Jestem lekarzem psychiatrą, pracuję od 20 lat i w ciągu tych 20 lat doświadczałam tego, o czym mówiła Julia – 250 chorych, izba przyjęć i ja jedna, bez laboratorium, tomografu i sprawnego sprzętu – mówiła Kamila Benio z Małopolski.

– Czy wiecie, że lepiej mieć obrzęk płuc na ulicy niż w szpitalu psychiatrycznym?  Karetka systemu nie dojedzie do szpitala, a tam jest jeden lekarz, często rezydent. Po kilka miesięcy czekaliśmy w moim szpitalu na defibrylator. Prosiliśmy o adrenalinę do zestawu przeciwwstrząsowego, o łóżka na dostawki zamiast materacy. Pisaliśmy do organu założycielskiego szpitala, do dyrekcji, do NFZ. Bez skutku. Dziś na konsultację internistyczną w szpitalu, w którym pracowałam, czeka się kilkanaście dni, bo dyrekcja podpisuje pseudoumowy, które mają zapewniać jakość leczenia, opieki i bezpieczeństwa. Po 15 latach w takich warunkach przestałam udawać, że jestem w stanie zapewnić bezpieczeństwo moim pacjentom. Zaczęłam myśleć o zmianie pracy. Dzisiaj pracuję u siebie, na swoich zasadach, najlepiej jak potrafię, bo wybrałam ten zawód, by pomagać ludziom. Ale żałuję, że nie mogę mojej wiedzy i doświadczenia dawać najciężej chorym w szpitalach – dodała Kamila Benio.

„Krótki, ale konkretny” wykład z ekonomii wygłosiła Anna Gołębicka z Centrum im. Adama Smitha, strateg komunikacji, doradca Zarządu Krajowego OZZL i felietonistka „Gazety Lekarskiej”: – W 2017 r. staliśmy w tym miejscu i krzyczeliśmy: „6,8 proc. PKB na ochronę zdrowia”. Dzisiaj mamy teoretycznie 6,7 proc., a naprawdę 5 proc. Te 1,7 proc. różnicy każdy Polak – emeryt, mama z dzieckiem – musi wyłożyć z własnej kieszeni na prywatną ochronę zdrowia. Dziś mówimy: „8 proc. PKB”. Mówimy tak z wielu powodów. Przede wszystkim, dlatego że kraje OECD mają już średnią powyżej 9 proc. Unia Europejska przekroczyła 8, Niemcy mają 12, a my mamy 5 proc. Czy 8 proc. załatwi sprawę? Nie załatwi nam żadnej sprawy, bo żyjemy w systemie, który nie jest systemem, ale dziurawym sitem, przez które przelecą każde pieniądze. Najpierw musimy więc ten system uszczelnić – przekonywała Anna Gołębicka.

Dodała, że system dziś nie widzi ani lekarza, ani pacjenta. – Czy te 8 proc. jest nam potrzebne? Tak, bo bez tych pieniędzy nie wyjdziemy z limitu, który powoduje kolejki. Nasze badania pokazały, że pacjent najbardziej boi się kolejki, ona go przeraża. Powiem wam to, co powinien wam powiedzieć każdy ekonomista: darmowe leki jeszcze nikogo nie wyleczyły, ale lekarz, który czuje się dofinansowany, zadbany, wyjątkowy, który czuje się partnerem pacjenta – już tak – dodała ekspertka.

Niemedyczni wspierają protest

Na scenę zaproszono także Krystiana Krasowskiego, przewodniczącego Ogólnopolskiego Międzyzakładowego Związku Zawodowego Personelu Pomocniczego w Ochronie Zdrowia, który poparł protest: – Kiedy informacja o tym, że dzisiaj tu będziemy, pojawiła się w mediach społecznościowych, zadawano mi pytanie: „A dlaczego? Przecież to jest protest lekarzy”. Otóż nie! To jest protest nas wszystkich. Jako pracownicy niemedyczni każdego dnia pracujemy z państwem na różnych szczeblach, ale w jednym zakładzie pracy i w jednym systemie. Jesteśmy tutaj, bo widzimy waszą ciężką pracę, determinację i bardzo dziękujemy za to, że poświęcacie swój czas dla pacjentów. Widzimy, jaką macie odpowiedzialność. Jesteśmy tutaj także, bo jesteśmy albo będziemy państwa pacjentami. Jako pracownicy niemedyczni również napotykamy bylejakość. Degraduje się nas, obniża standardy sprzątania, a to wpływa na bezpieczeństwo pacjenta. Chcemy, byście mieli czyste sale, czyste gabinety i mogli spokojnie leczyć pacjentów – dodał Krystian Krasowski.

Samorząd lekarski na straży godności zawodu

– Chciałem podziękować pani przewodniczącej Grażynie Cebuli-Kubat i Porozumieniu Rezydentów za zorganizowanie tego wydarzenia – mówił Damian Patecki, anestezjolog, współzałożyciel Porozumienia Rezydentów OZZL. – Dzisiaj jestem tu w innej roli, bo jako przedstawiciel samorządu lekarskiego. Chciałem powiedzieć, że samorząd lekarski zawsze będzie was wspierał i stał na straży godności zawodu, a także interesu pacjentów – zapewnił Damian Patecki, członek Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Komisji ds. Kształcenia NRL.

Na koniec powiedział o lekarzach współorganizatorach poprzednich protestów w ochronie zdrowia: – Pani przewodnicząca ma plakietkę „organizator zgromadzenia”. Ja chciałbym przypomnieć współorganizatorów, których dziś już z nami nie ma. Część kolegów boryka się z problemami. Część osób znacie, nie będę wymieniał ich nazwisk. Chciałem powiedzieć, że mi ich brakuje – dodał Damian Patecki, wzbudzając owację.

Karolina Kowalska