Ocalić od zapomnienia

„Będziemy starali się pokazywać ważne karty polskiej medycyny od średniowiecza do XX w.”. Z prof. nadzw. Andrzejem Grzybowskim, kierownikiem Ośrodka Historycznego NIL powołanego przez Naczelną Radę Lekarską, rozmawia Lucyna Krysiak.

Prof. Andrzej Grzybowski

Uchwałą Naczelnej Rady Lekarskiej utworzono w NIL Ośrodek Historyczny. Jakie będą jego zadania?

Z założenia Ośrodek Historyczny ma się zajmować gromadzeniem i archiwizacją danych dotyczących wydarzeń z przeszłości wartych udokumentowania i propagowania, a także osiągnięć naukowych i medycznych lekarzy. Ten cel jest już poniekąd realizowany.

W niektórych izbach okręgowych, np. w wielkopolskiej czy warszawskiej, działają komisje historyczne, w biuletynach okręgowych i w „Gazecie Lekarskiej” są publikowane teksty związane z historią medycyny. Prezentują one dorobek naukowy wybitnych lekarzy, a także społeczników, polityków wykonujących ten zawód.

Jest wiele cennych materiałów krążących po kraju, niektóre z nich znajdują się w rękach prywatnych. Rolą Ośrodka Historycznego będzie ich pozyskanie i koordynacja działań związanych z ich zbieraniem w terenie. Będziemy je nie tylko gromadzić, ale pomagać w znalezieniu im dobrego miejsca, np. biblioteki lub muzea. Pomożemy też w ocenie ich wartości historycznej, która często jest nie do przecenienia.

Skąd pomysł, by tak spektakularnie zająć się dokumentowaniem historii medycyny?

Zainteresowanie środowiska lekarskiego historią medycyny jest ogromne, jednak wiedza niewielka. Powołanie Ośrodka Historycznego w NIL ma ją rozpropagować. Jest naturalną odpowiedzią na głód informacji na ten temat. Ośrodek Historyczny pomoże też budować współczesny wizerunek lekarzy w oparciu o dokonania protoplastów tego zawodu.

Wielu z nich przeszło do historii nie tylko ze względu na nowatorskie operacje, metody leczenia, odkrycia w dziedzinie diagnozowania chorób, ale jako zaangażowani społecznicy w walce z chorobami zakaźnymi, szerzeniem zasad higieny, jako twórcy podstaw zachowań prozdrowotnych.

W Wielkopolskiej Izbie Lekarskiej podjęliśmy inicjatywę przeglądu patronów ulic, wyszukując wśród nich lekarzy i przybliżając ich postacie. W Polsce nie ma materiałów, które ewidencjonowałyby lekarzy, których nazwiskami nazwano ulice. Czasem ich imieniem nazywa się szkoły, szpitale, domy pomocy społecznej.

Uważam, że powinniśmy wiedzieć, kim byli, czym się zasłużyli, powinniśmy wiedzę na ten temat ocalić od zapomnienia i przekazać potomnym. W biuletynie WIL co miesiąc publikujemy biografię lekarza, którego imieniem jest nazwana któraś z ulic. Akcja dotyczy nie tylko Poznania, ale małych miejscowości w województwie, co pozwala mieszkańcom lepiej poznać ich historię. Zebraliśmy blisko 100 biogramów lekarzy z Wielkopolski.

Jestem przekonany, że w innych izbach są prowadzone działania służące zachowaniu materiałów dokumentujących historię medycyny w swoich regionach. Rzecz w tym, że jedni nie wiedzą, co robią inni. Rolą Ośrodka Historycznego jest skatalogowanie tego, co zostało zrobione w regionach i pokazanie ich dorobku poprzez internet, biuletyny, „Gazetę Lekarską”.

To poważnie przedsięwzięcie, wymaga zaangażowania sztabu ludzi. Skąd ich wziąć?

Wystąpiłem już do poszczególnych izb z prośbą o współpracę, zaapelowałem do wszystkich okręgów, aby wyznaczyły łączników, którzy zajmują się w swoich izbach historią i będą na stałe współpracowali z OH. Liczę też na pomoc Rady Ośrodka Historycznego.

Wprawdzie ma być ona ciałem doradczym, jednak osoby, które w niej zasiadają, zgłosiły się do tej pracy same, gotowe poświęcić swój czas i umiejętności, wierzę więc, że będą zaangażowane również w proces gromadzenia i archiwizacji danych. Naczelna Rada Lekarska nie wyposażyła OH w jakieś szczególne narzędzia czy środki, mamy do dyspozycji jedną osobę z biura NIL.

Jestem jednak optymistą, ponieważ dostrzegam wśród lekarzy miłośników historii medycyny, pasjonatów i zakładam, że się odezwą, że do nas dołączą. Ośrodek Historyczny ma już własną stronę i adres mailowy: histomed@hipokrates. org. Mam nadzieję, że lekarze zaczną się do nas zgłaszać. Każdy, kto chciałby się włączyć w prace ośrodka, jest mile widziany.

W szpitalu, gdzie pracuję, zgłosił się do mnie młodszy kolega chirurg, który wiedząc, że zajmuję się sprawami historii medycyny, chciał się podzielić ze mną pomysłem przygotowania artykułu na temat uczestnictwa lekarzy w szeregach tzw. żołnierzy wyklętych. Dotarł do ciekawych materiałów o wartości historycznej. Idąc dalej, zbieramy materiały dokumentujące medyczne aspekty związane z wydarzeniami czerwca 1956 r., które miały miejsce w Poznaniu.

Czy gromadzenie materiałów historycznych będzie obejmowało czasy odrodzonego samorządu lekarskiego, czy wcześniejsze?

Odrodzony samorząd lekarski to jeszcze współczesność, jego historią zajmą się potomni. Historia ma to do siebie, że na ogół dotyczy ludzi, których już wśród nas nie ma. Potrzeba pewnego dystansu, by móc ocenić rzeczywistą wartość osiągnięć i zachowań. Będziemy starali się pokazywać ważne karty polskiej medycyny od średniowiecza do XX w. W perspektywie chcielibyśmy rozszerzyć działalność o pomoc w gromadzeniu pamiątek.

W okresie powojennym wiele z nich zostało zaprzepaszczonych. Panowało poczucie, że liczy się tylko nowoczesność, stare książki, narzędzia, instrumenty lądowały gdzieś na śmietnikach lub były niszczone. Trudno dziś na starcie odpowiedzieć na pytanie, czy kiedyś będziemy otwierać część muzealną, jednak na pewno zadbamy o to, aby pamiątki historyczne trafiały tam, gdzie ich miejsce, a więc np. do muzeów medycyny.

Takie muzea istnieją w wielu miastach Polski. OH będzie się starał pomóc w ocenie, czy przekazana pamiątka ma wartość historyczną, i pokierować jej dalszym losem.

Czy planuje pan także współpracę z państwowymi instytucjami profesjonalnie zajmującymi się zbieraniem danych o znaczeniu historycznym?

Wspomaganie się profesjonalistami, korzystanie z ich metod gromadzenia danych, katalogowania, jest niewątpliwie bardzo ważne. Dlatego na spotkanie, jakie przygotowujemy w NIL w lutym, zaprosiliśmy Zygmunta Bohdanowicza-Kościelskiego, na którego pomoc liczymy w wydaniu encyklopedii o udziale medyków w Powstaniu Warszawskim.

Na stronie internetowej znajduje się wykaz około 5000 nazwisk lekarzy, studentów medycyny, sanitariuszek i pielęgniarek, a także m.in. lista placówek szpitalnych działających podczas powstania. Na spotkanie zaprosiliśmy blisko 20 instytucji – muzealników, kombatantów, bibliotekarzy, z którymi chcemy nawiązać bliskie kontakty.

Czy OH będzie się zajmować tylko historią medycyny na ziemiach polskich, czy także na obczyźnie?

Skomplikowana historia Polski ostatnich 250 lat doprowadziła do emigracji politycznej i zarobkowej wielu lekarzy, którzy nadal pozostawali Polakami. Ich osiągniecia są często pomijane za granicą, gdzie zwykle byli traktowani jak obcokrajowcy. Co smutne, także w Polsce ich zasługi są nieznane, nawet wśród tzw. znawców historii medycyny.

Na przykład w wydanych „Dziejach medycyny w Polsce” pod redakcją prof. Wojciecha Noszczyka całkowicie pominięto dwóch najważniejszych polskich okulistów XIX w.: Wincentego Fukałę, twórcę do dzisiaj cytowanej operacji Fukały i Ksawerego Gałęzowskiego, pioniera operacji odwarstwienia siatkówki. Pierwszy pracował na terenie monarchii austro-węgierskiej, drugi w Paryżu. Obaj nie doczekali się opracowań.

Dorobek wybitnych polskich lekarzy emigracyjnych to kolejne zadanie do zrealizowania we współpracy na przykład z lekarskimi organizacjami polonijnymi. Kierowanie Ośrodkiem Historycznym NIL to dla mnie ogromne wyzwanie, obszar działania jest bardzo duży, materiał do przerobienia także. Kiedy rozmawia się o takich przedsięwzięciach, zwykle barierą są pieniądze, w tym przypadku chodzi o czas i ludzi.

Mamy ambicje, aby OH stał się wiarygodnym źródłem informacji na temat polskiej historii medycyny. Od kilku lat prowadzę czasopismo naukowe „Archiwum historii filozofii medycyny”, założone w 1924 r., jedno z pierwszych w Europie. Chciałbym zamieszczać w nim nie tylko oryginalne prace z historii medycyny, ale na przykład wspomnienia starszych lekarzy, które bywają wyjątkowym źródłem wiedzy historycznej.

Zapraszam zainteresowanych do przesyłania nam swoich tekstów. Ośrodek będzie więc działał wielokierunkowo z wykorzystaniem różnych dostępnych już narzędzi, takich jak biuletyny, strona internetowa i „Gazeta Lekarska”. Ale najważniejsze, by był wspierany przez samych lekarzy. Na to bardzo liczę.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2016

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.