Światełko w tunelu

Gdy ponad dwadzieścia lat temu zaczynałem pracę z chorymi na cukrzycę, do dyspozycji była tzw. insulina ludzka (analogi weszły na polski rynek kilka lat później) oraz zawężony do metforminy, pochodnych sulfonylomocznika i akarbozy wybór leków doustnych.

Foto: pixabay.com

Jeśli spodziewano się postępu w diabetologii, to w leczeniu cukrzycy typu 1.

Na przełomie ubiegłego i bieżącego stulecia niektórzy eksperci twierdzili nawet, że w perspektywie dekady ta postać choroby będzie wyleczalna.

Niestety, przeszczepy wysp trzustkowych, z którymi wiązano największe nadzieje, nie okazały się tak skuteczne jak zakładano, a dostęp do metody, wciąż bazującej na pobraniu materiału od zmarłego dawcy, pozostał bardzo ograniczony.

W tym samym czasie rynek farmaceutyczny doświadczył kilku spektakularnych porażek, związanych z niewykazanymi przed zarejestrowaniem leku poważnymi powikłaniami. W 2008 r. skłoniło to FDA, nadzorującą rynek żywności i leków w Stanach Zjednoczonych, do zmiany zaleceń dla firm farmaceutycznych w procesie rejestracji leku.

W przypadku cukrzycy typu 2, gdzie o zwiększonym ryzyku zgonu decydują przede wszystkim powikłania z zakresu układu krążenia, zażądano, by ocena bezpieczeństwa sercowo-naczyniowego stała się elementem badań nad wszystkimi nowymi lekami.

Ustalono przy tym górną granicę względnego ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych dla nowo wprowadzanych leków. Zmiany te bardzo dobrze współgrały z wynikami badań klinicznych z chorymi na ten typ cukrzycy oraz obserwacjami doświadczonych diabetologów potwierdzającymi, że nie wystarczy obniżyć stężenia glukozy, by uchronić chorego przed zawałem serca lub udarem mózgu. Przybywało także dowodów, że u starszych chorych, od wielu lat leczonych na cukrzycę typu 2, dążenie do coraz bardziej wyśrubowanych celów wyrównania glikemii zwiększa ryzyko chorób serca i naczyń.

Wejście na rynek flozyn oraz leków inkretynowych z grupy analogów GLP-1, spełniających z nawiązką wymogi FDA, a także wprowadzenie coraz lepiej naśladujących fizjologię analogów insuliny, przesunęło diabetologię do liderów nowoczesnej farmakoterapii. Co ważne, do przełomowych zmian doszło w leczeniu cukrzycy typu 2, która stanowi około 90 proc. przypadków tej choroby, decydując o przyznaniu jej miana globalnej epidemii. Leki o udowodnionej skuteczności w zmniejszaniu ryzyka sercowo-naczyniowego oraz progresji przewlekłej choroby nerek znalazły się niedawno na liście refundacyjnej.

Nawet zazwyczaj bardzo krytyczna wobec rządu „Gazeta Wyborcza” dała z tej okazji tytuł: „Polska w awangardzie leczenia cukrzycy”. Nie tak prędko! Spuśćmy zasłonę milczenia na bardzo późne na tle krajów rzeczywiście będących w diabetologicznej awangardzie objęcie nowoczesnych leków refundacją. Ważniejsze, że aby otrzymać receptę z ulgą, trzeba spełnić jednocześnie kilka warunków, a z nowych i skutecznych w redukcji ryzyka powikłań leków skorzystają w praktyce chorzy, którzy już takie powikłania mają. Co oczywiste, taka polityka ma na celu zmieszczenie się w przeznaczonym na refundację budżecie, który sytuuje nas w ogonie UE.

Dlatego, chociaż uważam ostatnie zmiany za krok w dobrym kierunku, widzę zaledwie światełko w tunelu, a nie sukces na miarę dołączenia do diabetologicznej czołówki. W tym wypadku do osiągnięcia odczuwalnej poprawy nie wystarczy przyjazna dla chorych, to jest o wiele lepiej niż u nas finansowana, polityka refundacyjna. Należałoby wznowić opłacanie przez NFZ edukacji diabetologicznej, a także wdrożyć ogólnopolski program leczenia otyłości, ukierunkowany przede wszystkim na dzieci i młodzież. I tak przez wiele lat! Co ważne – mamy kadrę potrzebną do realizacji tych zadań, brakuje „tylko” pieniędzy.

Sławomir Badurek, diabetolog, publicysta medyczny

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.