Byle nie zabrakło łóżek

Niespójność, niekonsekwencja i nieprzewidywalność to wyróżniki rządowej walki z COVID-19. W chyboczącej się antykoronawirusowej strategii łatwo dostrzec jeden z naprawdę niewielu stałych punktów.

Wizyta premiera w Szpitalu Narodowym. Foto: Krystian Maj/KPRM

Mam na myśli troskę władz, by dla wymagających hospitalizacji zakażonych nie zabrakło łóżek.

Każdego dnia, oprócz liczby zakażeń i zgonów, otrzymujemy także dane na temat zajętych i wolnych łóżek, z uwzględnieniem respiratorów. Nawet podczas jesiennego wysypu zakażeń niezmiennie jedna informacja była pozytywna – w szpitalach jest jeszcze gdzie przyjmować chorych, w tym wymagających wspomagania oddechu.

Inna sprawa to rzeczywista dostępność miejsc na oddziałach covidowych i każdy, kto musiał przekazywać tam chorych, doskonale wie, ile trzeba było wykonać telefonów i jak wiele czasu poświęcić, by uzgodnić przyjęcie. Rządowe media na ten temat milczały, chwaląc się nowopowstałymi oddziałami i szpitalami.

Jeśli miałbym wskazać na przyczynę skoncentrowania się na wolnych łóżkach, byłyby to przerażające, najpewniej także dla członków rządu, relacje z Włoch i Hiszpanii, gdzie już po kilku tygodniach nie było gdzie hospitalizować chorych z COVID-19, a zgonów było tyle, że ciała trzeba było wywozić wojskowymi ciężarówkami i nie nadążano z pogrzebami. Możemy spekulować, czy to z troski o zdrowie obywateli, czy ze strachu o utratę władzy, ale ów łóżkocentryzm objawił się wczesną wiosną i jest z nami do dziś.

Jesienią, gdy po raz pierwszy (i ostatni?) podczas tej pandemii widmo braku miejsc w szpitalach zajrzało nam głęboko w oczy, postanowiono skorzystać z dodatkowych bezpieczników. Powiem z góry – nie mam nic przeciwko szpitalom tymczasowym. Z wielu różnych względów dobrze się stało, że można było przećwiczyć to rozwiązanie w praktyce. Podobnie oceniam sprawdzenie „w boju” gotowości do zmiany profilu szpitali i oddziałów.

Szczegółowa ocena to co innego. Strategia utrzymywania stałego nadmiaru łóżek dla pacjentów z COVID-19 odcięła wielu chorym możliwość leczenia. Widać to w statystykach zgonów. Obok Bułgarii mamy najwięcej w Europie tych niezwiązanych z koronawirusem. Czułym probierzem niewydolności systemu jest liczba pacjentów zgłaszanych do przeszczepień. W czasie pandemii odnotowano spadek o jedną trzecią, a w przypadku transplantacji nerki aż o ponad 40 proc.!

Wcale nie jest tak, że nie można było inaczej, a teraz, czyli niejako po szkodzie, jesteśmy mądrzejsi. Kardiolodzy, onkolodzy, neurolodzy i przedstawiciele wielu innych specjalności bili na alarm już wiosną, kiedy – przynajmniej u nas – nie było jeszcze zwiększonej umieralności. Nikt tych ostrzeżeń nie słuchał. Koncentrowano się na tym, co mówili zakaźnicy. Nie mam wątpliwości – popełniono błąd.

Właśnie wiosną należało tworzyć szpitale tymczasowe, wzmacniając w ten sposób placówki jednoimienne. Gdyby dodatkowo NFZ zakontraktował w sektorze prywatnym choćby tylko procedury diagnostyczne, system lecznictwa szpitalnego pozostałby drożny w stopniu tylko nieznacznie niższym niż przed pandemią.

Tymczasem miotano się od decyzji do decyzji. Któryś z rządowych ekspertów skrytykował model szpitali jednoimiennych i już po chwili pojawił się zamiar ich likwidacji. Szybko okazało się, że dedykowane chorym na COVID-19 lecznice jednak pozostaną. Jednocześnie, w imię zasady „byle nie zabrakło łóżek”, zaczęto demolować strukturę pozostałych szpitali, przekształcając wybrane oddziały w zakaźne.

Najczęściej taki los spotkał oddziały interny i pulmonologii, ale także wiele innych z dnia na dzień zmieniło profil. Dopiero późną jesienią zaczęto tworzyć szpitale tymczasowe, w tym czasie już niepotrzebne, a tylko generujące koszty. Wydmuszka na Narodowym to oczywiście najlepszy przykład.

Decyzyjny chaos trwa w najlepsze i teraz dotyczy przede wszystkim szczepionek. Ta zmiana to, mimo wszystko, szczypta optymizmu.

Sławomir Badurek, diabetolog, publicysta medyczny

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.