19 lipca 2024

Emilia Skirmuntt: Walczymy o dojście do progu odporności stadnej

Z Emilią Skirmuntt, wirusologiem ewolucyjnym z Uniwersytetu Oksfordzkiego, absolwentką Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, londyńskiej Bart’s and the London School of Medicine and Dentistry i Uniwersytetu Westminster, rozmawia Mariusz Tomczak.

Emilia Skirmuntt. Foto: arch. prywatne

Co pani myśli, gdy słyszy opinie, że przez długie lata lub nawet na zawsze będziemy używali maseczek i trzymali duży dystans w obawie przed COVID-19?

To nie pierwsza pandemia na świecie. Każda z nich miała swój początek, środek i koniec. Niestety media nakręcają emocje w taki sposób, że jej końca w ogóle nie widać, przez co niektórym wydaje się, że obecna pandemia trwa już nie wiadomo jak długo.

Prawda jest jednak taka, że z COVID-19 zmagamy się dopiero ponad rok. Wciąż poznajemy ten patogen, ale już trwają szczepienia na masową skalę. Jesteśmy raczej bliżej środka obecnej pandemii niż na początku.

Pandemia grypy hiszpanki trwała od 1918 do 1920 r. Nie było szczepionek, ludzie nie do końca rozumieli, czym są wirusy, nie było jeszcze mikroskopów elektronowych, więc nie dało się zobaczyć, co patogeny właściwie powodują w organizmie.

Na ile realny jest scenariusz, że SARS-CoV-2 będzie obecny z nami tak jak np. wirus grypy?

Istnieje prawdopodobieństwo, że SARS-CoV-2 pozostanie z nami już na zawsze. Praktycznie ciągle obecne są wśród nas cztery koronawirusy ludzkie wywołujące lekkie przeziębienia. Sezonowo wywołują one znacznie większą liczbę zachorowań. Ale od lat jest z nami też obecna zwykła sezonowa grypa, chociaż nawet ona może wywołać pandemię, czego doświadczyliśmy w 2009 r.

Jednak wirus grypy nie ma wiele wspólnego z koronawirusami. On mutuje znacznie szybciej i zachodzi w nim wiele procesów, które sprawiają, że trudniej przewidzieć, jak zachowa się wśród populacji.

Wprawdzie SARS-CoV-2 może pozostać z nami tak jak wirusy wywołujące przeziębienie, ale niewykluczone, że akcja masowych szczepień przyczyni się do tego, że przestanie być groźnym dla świata patogenem. Możliwe, że szczepienia przeciwko COVID-19 trzeba będzie powtarzać co jakiś czas, ale istnieje też szansa, że nie co roku, lecz raz na kilka lat, albo szczepienie będzie zalecane tylko grupom najbardziej podatnym na zakażenie.

Czy w zakresie walki z pandemią Wielka Brytania może czegoś nauczyć się od Polski lub na odwrót?

Przykład Wielkiej Brytanii wskazuje, że obostrzenia należy wprowadzać jak najszybciej, nie czekając, aż nastąpi bardzo wysoki wzrost zachorowań. Kiedy współczynnik reprodukcji wirusa przekracza 1 i wciąż rośnie, rygory powinny się pojawić niezależnie od tego, czy zbliżają się święta, czy też nie. Na początku grudnia na Wyspach nie zdecydowano się na wprowadzenie poważnych obostrzeń od razu, przez co sporo osób trafiło do szpitali.

Niestety nie widzę, by Polska dobrze radziła sobie z pandemią. Brak zaufania do lekarzy i opór przeciwko restrykcjom to jedne z przyczyn takiej sytuacji. Nie chcę malować laurki Wielkiej Brytanii, ale odpowiedzialność społeczna Brytyjczyków jest na wyższym poziomie, a liczba osób już zaszczepionych – bardzo wysoka.

Poziom wyszczepienia w Afryce jest znacznie gorszy niż w Europie. Jak to może wpłynąć na dalszy przebieg pandemii?

Wszyscy walczymy o dojście do progu odporności stadnej, bo dopiero wtedy będziemy mogli zacząć mówić o zdejmowaniu restrykcji i o końcu pandemii. Zaszczepienie 20 proc. populacji nic nam nie da.

Część krajów afrykańskich kupiła już chińską szczepionkę, ale na mapie wyszczepialności mogą pojawić się białe plamy. W Afryce czy Azji nie wszyscy mogą pozwolić sobie na kupno szczepionek dla większości populacji, dlatego kiedy bogatsza część świata poradzi sobie z pandemią, powinna pochylić się nad sytuacją w innych krajach. Z uwagi na migracje będzie istnieć ryzyko reintrodukcji patogenu na przykład do Europy czy Stanów Zjednoczonych z miejsc, gdzie nie poradzono sobie z koronawirusem.

Na całym świecie problemem jest dezinformacja. Niedawno prowadziłam wykład dla osób z Mozambiku, gdzie są rozpowszechnione opinie, jakoby osoby o ciemniejszym kolorze skóry były bardziej odporne na zakażenie, co oczywiście jest nieprawdą, ale z fałszywymi informacjami w czasie tej pandemii spotykamy się niemal na każdym kroku.