Dezinformacja o eboli wywołuje chaos w działaniach medycznych
Fala fałszywych treści w mediach społecznościowych, negujących istnienie wirusa Ebola, doprowadziła do podpaleń dwóch placówek medycznych we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga (DRK) – poinformowało ONZ. Region ten pozostaje głównym ogniskiem trwającej epidemii.

Władze w Kinszasie od kilkunastu dni oficjalnie mówią o nowej epidemii gorączki krwotocznej wywołanej szczepem Bundibugyo. Według danych WHO do wtorku zmarły co najmniej 234 osoby w DRK oraz jedna w Ugandzie, a łączna liczba zachorowań w obu krajach wynosi 1018. Śmiertelność w przypadku tego wariantu sięga 50 proc.
WHO ogłosiła 17 maja stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym. Jak podkreślił Tedros Adhanom Ghebreyesus, ryzyko jest „bardzo wysokie” na poziomie krajowym, „wysokie” regionalnie i „niskie” globalnie.
Dezinformacja napędza przemoc
ONZ alarmuje, że rozpowszechniane w sieci fake newsy podsycają nieufność wobec władz i służb medycznych, co w ostatnich dniach doprowadziło do aktów przemocy. Jak wskazała Maria Belizaire z WHO Africa, ataki na placówki medyczne są bezpośrednio związane z kampaniami dezinformacyjnymi, które opóźniają dotarcie zespołów medycznych do chorych.
Dezinformacja dotyczy również rzekomych metod leczenia. Jak podała redakcja Deutsche Welle, na TikToku i X pojawiły się nagrania sugerujące, że przed zakażeniem można się uchronić, przyjmując witaminy i suplementy diety. Twórcy tych treści wykorzystywali strach przed chorobą do zarabiania pieniędzy.
Eksperci WHO i CDC podkreślają, że jedyną skuteczną formą terapii pozostaje zaawansowane leczenie objawowe i wspomagające w warunkach szpitalnych. Na szczep Bundibugyo nie ma obecnie ani szczepionki, ani leczenia celowanego.
Teorie spiskowe i dementi władz
Według portalu Politico epidemia stała się również narzędziem teorii spiskowych w amerykańskich środowiskach prawicowych. W postach na X pojawiły się oskarżenia, że federalni naukowcy mieli „uwolnić wirusa”, by wpłynąć na wynik listopadowych wyborów połówkowych w USA.
Z kolei nigeryjska agencja zdrowia publicznego (NCDC) stanowczo zdementowała doniesienia o rzekomej epidemii eboli w Nigerii, ostrzegając przed wywoływaniem niepotrzebnej paniki. W kraju tym nie odnotowano żadnego przypadku.
Nieufność wobec medycyny sprzyja rozprzestrzenianiu plotek
Reuters zwraca uwagę, że brak zaufania do medycyny konwencjonalnej w niektórych regionach Afryki, ale także w USA ma korzenie historyczne, m.in. w doświadczeniach kolonialnych i nieufności wobec badań klinicznych. Zjawisko to jest dziś dodatkowo wzmacniane przez media społecznościowe i sztuczną inteligencję, co przyspiesza rozprzestrzenianie się plotek.
Agencja Africa CDC wskazuje, że 10 krajów jest obecnie obarczonych ryzykiem wystąpienia wirusa ebola: Sudan Południowy, Rwanda, Kenia, Tanzania, Etiopia, Kongo, Burundi, Angola, Republika Środkowoafrykańska i Zambia.
To już 17. epidemia eboli w DRK od wykrycia wirusa w 1976 r. Poprzednia zakończyła się pod koniec 2025 r. DRK pozostaje krajem z największą liczbą ognisk tej choroby na świecie. Najpoważniejsza epidemia w latach 2018–2020 doprowadziła do ponad 1 tys. zgonów we wschodniej części kraju.