Klaudiusz Komor: Twardy reset

Sztuczna inteligencja służy dziś lekarzom jako wsparcie, sprawdzając się doskonale w przynajmniej niektórych dziedzinach. Czy zakładając dalszy błyskawiczny rozwój technologii, istnieje ryzyko, że AI kiedyś nas zastąpi?

Fot. arch. NIL

Jeszcze wczoraj miałem zamiar napisać felieton na zupełnie inny temat. Kiedy jednak rano przy śniadaniu przeglądałem internet (znak czasów – kiedyś przy śniadaniu przeglądałem gazetę), w oczy rzucił mi się nagłówek jednego z artykułów – „Ludzie tworzący sztuczną inteligencję wierzą, że może ona nas wszystkich zabić do końca dekady”.

Powiedział to znany brytyjski badacz Jacob Coxon, który wiele lat spędził na badaniach i rozwoju technologii sztucznej inteligencji. Powiem szczerze, że zdanie to bardzo mnie poruszyło. Do tego stopnia, że postanowiłem ten felieton poświęcić właśnie problemowi AI w medycynie.

Kiedy w 1984 r. do kin wszedł film „Terminator” z Arnoldem Schwarzeneggerem, chyba każdy widz traktował bunt maszyn przeciwko ludziom jako zupełne science fiction. I przez tych wiele lat właściwie nie zastanawiałem się nad tym, czy i ewentualnie kiedy „bunt maszyn” może się zmaterializować.

Tymczasem nagle temat staje się głośny i podejmują go nie twórcy filmów, ale poważni i uznani badacze i naukowcy. Co więcej, według nich czas, jaki sztuczna inteligencja potrzebuje do unicestwienia całej ludzkości, to mniej niż pięć lat! Na szczęście według nich nie jest jeszcze za późno, bo cały czas to ludzie tworzą i rozwijają sztuczną inteligencję.

Zastanówmy się, jak sytuacja wygląda w medycynie – czy tutaj też AI może w ciągu kilku lat zastąpić medyków i uczynić bezrobotnymi rzesze lekarzy? Czy jest to już proces toczący się i nieodwracalny? Według danych z popularnej literatury naukowej obecnie AI w medycynie wykorzystuje się przede wszystkim w diagnostyce obrazowej, diagnostyce różnicowej i kardiologii. We wszystkich tych dziedzinach algorytmy sztucznej inteligencji pełnią rolę wspierającą lekarzy.

Pytanie, czy na obecnym etapie to wsparcie może zamienić się w zastępstwo? Wydaje się, że najbardziej zaawansowany, bo napędzany gwałtownymi potrzebami rynku, jest rozwój sztucznej inteligencji w diagnostyce obrazowej. Powody są dwa. Pierwszy to obserwowany praktycznie we wszystkich krajach niedobór specjalistów z tego zakresu.

Drugi to lawinowy wzrost liczby wykonywanych badań. To sprawia, że zarządzający placówkami ochrony zdrowia są skłonni sięgać po AI w tym zakresie. Szkopuł w tym, że obecnie opis badania radiologicznego jest decydującym elementem w rozpoznaniu i włączeniu odpowiedniego leczenia, a więc osoba, która go tworzy, jest obciążona olbrzymią odpowiedzialnością za jego prawdziwość i poprawność. I tutaj możemy być spokojni – na razie żadna firma tworząca oprogramowanie nie weźmie na siebie odpowiedzialności za takie decyzje.

Co do diagnostyki różnicowej, tutaj wsparcie AI jest bezcenne – dzięki algorytmom można szybko analizować dane, takie jak objawy i wyniki badań, wyszukując jednostki chorobowe najlepiej odpowiadające im pod względem klinicznym. Dzięki temu lekarz nie musi wertować setek książek i czasopism, aby przypomnieć sobie obraz kliniczny jakiejś bardzo rzadkiej choroby.

Patrząc realnie, dzisiaj sztuczna inteligencja nie stanowi dla lekarzy ryzyka, a jedynie bardzo użyteczne wsparcie. Ale jeżeli będzie ona się nadal tak szybko rozwijać, to czy nie czeka nas nagły i bardzo brutalny „twardy reset”? Na to pytanie, drogi czytelniku, musisz odpowiedzieć sobie niestety sam.

Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026