Grzegorz Wrona: Bronię bezpieczeństwa lekarzy

Obserwujemy pewną poprawę, jeśli chodzi o działanie organów państwa w sprawach ataków na medyków, ale problem hejtu w internecie ciągle rośnie – mówi Grzegorz Wrona, Rzecznik Praw Lekarzy NIL, w rozmowie z Piotrem Kościelniakiem.

Fot. Monika Szałek

Co się zmieniło, jeśli chodzi o bezpieczeństwo lekarzy, od tragicznych wydarzeń w Krakowie? Wtedy prace nad modyfikacją przepisów i objęciem lekarzy mocniejszą ochroną mocno przyspieszyły.

Trzeba przypomnieć, że morderstwo pana doktora Soleckiego nie było pierwszą śmiercią. Również w przeszłości mieliśmy do czynienia z morderstwami lekarzy dokonanymi przez pacjentów. Najczęściej pacjentów będących pod wpływem alkoholu albo środków uzależniających. Niestety, dzieje się tak nadal.

Całkiem niedawno inny atak, w Jastrzębiu-Zdroju, o mało nie zakończył się tragicznie. Mówiąc o tym, warto wspomnieć o bohaterstwie tych lekarzy. Nie waham się użyć tego słowa, bo w wielu sprawach, którymi się zajmuję, reakcja lekarza nie polegała na ucieczce. Oni wręcz zasłaniali własnym ciałem osoby, które były obok – pacjentów i innych członków zespołu.

Wracając do pytania: rzeczywiście sytuacja ulega pewnym zmianom i cieszę się, obserwując skutki wytycznych prokuratora generalnego z lipca 2025 r., które rekomendowały wszystkim prokuratorom, ale de facto również policji, podejmowanie natychmiastowych działań w sytuacji niebezpieczeństwa grożącego lekarzowi. Po pierwsze chodzi o pilność, czyli natychmiastową interwencję.

W jednej z analizowanych przeze mnie spraw policja nie miała możliwości natychmiastowego działania, dlatego dyżurny uprzedził lekarza, że na interwencję będzie musiał poczekać. I upoważnił tego lekarza do podjęcia działania, które może być określone jako interwencja obywatelska, czyli do ograniczenia wolności osoby atakującej, zapewniając pełny instruktaż, jak to zrobić.

Jestem w osobistym kontakcie z poszkodowanymi lekarzami. Z naszego codziennego monitoringu takich zdarzeń wynika, iż we wszystkich sprawach, o których Naczelna Izba Lekarska ma wiedzę, rzeczywiście został ustanowiony tryb przyspieszony. Czyli tam, gdzie była fizyczna agresja, zastosowano specjalny tryb. Tu już „nie ma przeproś” – czynności są prowadzone natychmiast, część napastników została tymczasowo aresztowana. We wszystkich sprawach, które obserwuję od czerwca tego roku, albo już zapadły wyroki pierwszej instancji, albo toczy się postępowanie. Taki tryb w polskim prawie jest naprawdę specjalny.

Czy to efekt zmian zapisów w Kodeksie postępowania karnego i Kodeksie wykroczeń, o które walczył samorząd?

Zabiegaliśmy o takie zmiany. Mówię tu również o pracach Zespołu do spraw systemowych działań mających na celu wzmocnienie bezpieczeństwa osób wykonujących zawód medyczny, którego mam przyjemność być członkiem. Tu trzeba również pochylić czoło przed ministrem sprawiedliwości i jego zastępcami, że wytworzyli stosowne dokumenty. One mają wpływ przede wszystkim na tempo postępowania.

Ale czy mają wpływ na zmniejszenie liczby spraw, w których dochodzi do agresji wobec lekarzy?

Tego nie wiem. Młyny sprawiedliwości mielą powoli i ubolewam, że do dziś nie jest prowadzony rzetelny oficjalny rejestr zdarzeń, które dotyczą medyków.

No właśnie. Powiedział Pan, wspominając doktora Soleckiego, że takie rzeczy zdarzały się również wcześniej. Czy możemy dziś powiedzieć, że obecnie zdarzają się częściej?

Panie redaktorze, umówmy się na odpowiedź za dwa lata. Wtedy, gdy rejestr, o którym wspomniałem, zaistnieje i będzie prowadzony przez Centrum Monitorowania Jakości w Krakowie. Teraz mogę tylko powiedzieć, że jako NIL mamy do czynienia z takimi sprawami dwa–trzy razy w tygodniu…

…to wciąż bardzo dużo.

Chciałbym w tym miejscu bardzo serdecznie zaprosić wszystkich lekarzy i lekarzy dentystów, aby o tego rodzaju zdarzeniach informowali Rzecznika Praw Lekarzy NIL albo swojego rzecznika z macierzystej izby lekarskiej. Odsyłam też na stronę Naczelnej Izby Lekarskiej do zakładki Bezpieczny Lekarz. Tam są rekomendacje dotyczące sposobu postępowania, deeskalacji, samoobrony – efekty prac podejmowanych przez cały zespół powołany przez NRL, w którym uczestniczył również Rzecznik Praw Lekarzy NIL.

Pomówmy jeszcze chwilę o liczbie takich wydarzeń. Czy widać jakąś zmianę po ujawnieniu bulwersującej wszystkich sprawy Dawida Kacprzyka?

Muszę powiedzieć, że obserwuję nawarstwianie się hejtu; tego hejtu, który boli najbardziej, a do którego niestety się przyzwyczailiśmy. A nie wolno przymykać na to oczu, bo hejt jest wstępem do późniejszej rzeczywistej, fizycznej agresji. Nie tylko czynów popełnianych przez samego hejtera, ale również przez innych, którzy wiedzeni ślepą nienawiścią, są gotowi wymachiwać pięściami albo wyciągnąć nóż.

Ale takie postępowanie w internecie, bo tam najczęściej pojawia się hejt, bardzo trudno monitorować, nie mamy do tego odpowiedniego warsztatu. Dlatego powtórzę mój apel: jeżeli spotkasz się z hejtem, poinformuj o tym Rzecznika Praw Lekarzy, izbę lekarską. I mogę obiecać, że tam, gdzie będzie to możliwe, będziemy reagowali. Stanę na głowie, aby niezwłocznie po otrzymaniu takiej wiadomości nawiązać kontakt z lekarzem – tak jak to robiłem dotychczas.

W jaki sposób Naczelna Izba Lekarska zamierza reagować na takie zdarzenia?

Prowadzimy rozmowy z wiceministrem cyfryzacji Dariuszem Standerskim o możliwości wprowadzenia takich zmian w prawie, które bezpośredni hejt będą w stanie blokować. Mam nadzieję, że już niedługo Sejm będzie się zajmował ustawą, którą przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji.

Chcę powiedzieć jeszcze o hejcie instytucjonalnym. Szeroko komentowana jest sytuacja z ostatniego posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, podczas której doszło – moim zdaniem – do napadu na lekarzy. Nawet jeżeli ktoś ocenia działanie samorządu lekarskiego jako niesprawne, to taka opinia powinna być podstawą do dyskusji, a nie hejtu.

Jeżeli organy państwa zdecydowały się powierzyć pewne zadania samorządom, to wspólnie zastanówmy się, jak je dobrze wykonywać, a nie zarzucajmy sobie wzajemnie, że to była zła decyzja. To samo dzieje się po sytuacji w Szpitalu Południowym – informacje nakręcają spiralę niechęci i nienawiści w stosunku do osób zupełnie niezwiązanych z tą aferą, które po prostu chcą nieść pomoc i walczyć o ludzkie życie. Ja się na to nie godzę.

Opinia publiczna zarzuca samorządowi lekarskiemu, że dotychczas nic nie zrobił w sprawie Dawida Kacprzyka…

Panie redaktorze, rozmawia pan z Rzecznikiem Praw Lekarzy, a nie z Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej. Tę funkcję pełniłem w przeszłości – uważam, że w sposób właściwy – nie będę się wymądrzał, że coś teraz można zrobić lepiej. Powiem jedno – będę starał się uczestniczyć w jak największej liczbie spotkań i posiedzeń związanych ze zdrowiem i reprezentować lekarzy w kontekście ich uprawnień.

Muszę przypomnieć, że Naczelna Rada Lekarska wyraźnie zaznaczyła w uchwale powołującej Rzecznika Praw Lekarzy, że rzecznik nie może występować w postępowaniach, którymi zajmują się organy ustawowe. W takich sprawach nie mogę być nawet doradcą.

Czym jeszcze zajmuje się Rzecznik Praw Lekarzy?

Muszę użyć górnolotnych sformułowań. Chodzi o godność i bezpieczeństwo zawodu lekarza i lekarza dentysty. Rzecznik powinien działać tam, gdzie mamy do czynienia z obroną interesów zbiorowych, ale również indywidualnych lekarzy.

Co to oznacza? Przed chwilą powiedziałem, że będę chciał uczestniczyć na każdym etapie legislacyjnym, na przykład, kiedy sejmowa Komisja Zdrowia zajmuje się pewnymi rzeczami. Po co? Żeby uprzedzić w razie potrzeby, że taki przepis może powodować takie oto skutki w przyszłości, które uderzą w bezpieczeństwo każdego lekarza, ograniczą jego skuteczność lub będą miały negatywny wpływ na postępowanie lecznicze.

Jeżeli chodzi o interesy zbiorowe w tym zakresie, niewątpliwie rolą RPL będzie współpraca z towarzystwami lekarskimi. Niedalej niż wczoraj dzwonił jeden z liderów pewnego towarzystwa medycznego, prosząc o ochronę w związku z procedurą, która została przez to towarzystwo wytworzona i zarekomendowana do wprowadzenia. I jest teraz hejtowany, obniżany jest jego autorytet czy wręcz nawet jego dobra osobiste są naruszane przez członka innego samorządu zawodowego.

Wpływają do nas również prośby lekarzy o to, aby wspomóc ich w sytuacji postępowań prokuratorskich, w których czują się kompletnie niewinni, a które zmierzają do orzeczenia surowej kary. Takich spraw mamy bardzo wiele od 2009 r. W tych postępowaniach ta sama sprawa była wcześniej oceniana przez organy odpowiedzialności zawodowej i wydane zostały orzeczenia o uniewinnieniu lekarzy. Z uzasadnień wynika jasno, że lekarz nie popełnił błędu, postępował zgodnie z procedurami i wytycznymi towarzystw naukowych. Wówczas istnieje powód, aby obok tego lekarza stanął samorząd zawodowy i się za nim ujął.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026