Kiedy iść do sądu

Granica między trudnym pacjentem i zachowaniem wykraczającym poza granice emocjonalnej reakcji nie zawsze jest łatwa do uchwycenia. Gdzie kończy się krytyka, a zaczyna bezprawny atak?

Fot. magnific.com

Pacjent ma pełne prawo wyrażać swoje niezadowolenie z przebiegu wizyty, sposobu komunikacji lekarza czy efektów leczenia. Przykładem dopuszczalnej oceny może być stwierdzenie: „Nie jestem zadowolony z tej wizyty”, bowiem mieści się w sferze subiektywnych odczuć.

Inaczej należy jednak ocenić sytuację, gdy pacjent publicznie formułuje zarzuty przedstawiane jako fakty: „Ten lekarz świadomie naraża pacjentów na utratę zdrowia”, mimo że nie posiada podstaw do postawienia tak poważnego oskarżenia. W takim przypadku wypowiedź może przestać być krytyką, a stać się bezprawnym naruszeniem dóbr osobistych lekarza, godzącym w jego reputację zawodową i zaufanie niezbędne do wykonywania zawodu.

Jeszcze inna sytuacja zachodzi wtedy, gdy lekarz jest wyzywany, zastraszany, śledzony, atakowany fizycznie albo gdy ktoś publikuje jego zdjęcie wraz z komentarzami mającymi wywołać wobec niego falę agresji.

Od prawidłowego zakwalifikowania zachowania zależy nie tylko to, czy można domagać się ochrony, ale również to, gdzie i w jaki sposób należy jej szukać. Wyzwiska, groźby, naruszenie nietykalności, obraźliwe komentarze mogą wyglądać podobnie z perspektywy emocji, ale prawnie są zupełnie różnymi zdarzeniami.

„Łapówkarz”

Dlatego pierwszym krokiem powinno być ustalenie, co właściwie się wydarzyło. Uderzenie, popchnięcie, szarpanie czy inne naruszenie nietykalności cielesnej lekarza nie jest „elementem trudnej pracy”. Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za naruszenie nietykalności cielesnej, a kwalifikacja prawna konkretnego zdarzenia zależy m.in. od jego przebiegu i skutków.

Agresja nie ogranicza się wyłącznie do przemocy fizycznej. Może przyjmować również postać słowną. Z prawnego punktu widzenia istotne jest rozróżnienie między zniesławieniem i zniewagą. Jeżeli wypowiedź ma charakter groźby i wzbudza u adresata uzasadnioną obawę, że zostanie spełniona, może wchodzić w grę odpowiedzialność karna.

Istotą zniesławienia jest przypisanie innej osobie, grupie osób, instytucji lub osobie prawnej takich właściwości lub zachowań, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej albo narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Jeżeli doszło do zniesławienia, pokrzywdzony powinien wnieść do sądu prywatny akt oskarżenia. Wynika to z art. 212 Kodeksu karnego, zgodnie z którym przestępstwo zniesławienia jest ścigane z oskarżenia prywatnego, a więc inicjatywa wszczęcia postępowania należy do pokrzywdzonego. W przypadku lekarza może chodzić o zarzuty dotyczące niekompetencji zawodowej, przyjmowania łapówek, nadużywania alkoholu w czasie pracy, niewłaściwego traktowania pacjentów czy świadomego narażania ich na niebezpieczeństwo.

Sąd Najwyższy w uchwale z 23 października 2024 r. wskazał, że „znamieniem przestępstwa określonego w art. 212 § 1 k.k. jest zachowanie sprawcy polegające na pomawianiu, tj. przypisywaniu pomawianemu czegoś, co jest oceniane negatywnie i co w konsekwencji może doprowadzić do jego poniżenia w opinii publicznej lub może narazić go na utratę zaufania potrzebnego do danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Jednak o zniesławiającym charakterze wiadomości przekazywanych przez sprawcę nie decyduje subiektywne poczucie pokrzywdzonego, lecz ocena obiektywna, tj. stwierdzenie, czy w odczuciu społecznym jest to zniesławienie. Nie wyczerpuje znamion zniesławienia zachowanie polegające na wyrażaniu opinii w ramach wykonywania uprawnień i obowiązków, z wyjątkiem sytuacji, gdy są one świadomie nieprawdziwe, a formułujący je działa w zamiarze ugodzenia w dobre imię lub poderwania zaufania do osoby opiniowanej”.

Jednocześnie należy pamiętać, że nie każda krytyczna czy nacechowana emocjonalnie wypowiedź pod adresem lekarza będzie uznana za zniesławienie. Ocena każdej sprawy wymaga uwzględnienia nie tylko treści wypowiedzi, lecz także okoliczności jej sformułowania oraz stopnia społecznej szkodliwości czynu.

„Bezczelny cwaniak”

Na przykład Sąd Rejonowy w Wałbrzychu uznał, że wprawdzie zachowanie oskarżonej wyczerpywało znamiona przestępstwa z art. 212 § 1 k.k., jednak jego społeczna szkodliwość była znikoma. Sprawa dotyczyła m.in. kierowanych pod adresem lekarza określeń, takich jak „niegrzeczny”, „zero kontaktu”, „pan i władca”, „bezczelny”, „cwaniak”, „najmądrzejszy”, „nienormalny lekarz”, czy stwierdzeń, że „tyle w tym człowieku nienawiści i jadu”.

Sąd ocenił, że były to wypowiedzi stanowcze, subiektywne i nacechowane emocjami, jednak ich ujemna wartość społeczna była minimalna, co uzasadniało uznanie, że czyn cechował się znikomym stopniem społecznej szkodliwości, a tym samym nie stanowił przestępstwa. Powyższe orzeczenie pokazuje, że granica między dopuszczalną, choć nawet bardzo ostrą krytyką a karalnym zniesławieniem nie zawsze jest jednoznaczna.

Kluczowe znaczenie ma ocena kontekstu konkretnej wypowiedzi oraz ustalenie, czy rzeczywiście mogła ona narazić lekarza na utratę zaufania niezbędnego do wykonywania zawodu lub poniżyć go w opinii publicznej.

Szczególnego znaczenia nabierają przy tym przypadki zniesławienia dokonywanego za pośrednictwem internetu. W wyroku z 7 sierpnia 2025 r. Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał, że zamieszczanie na popularnym serwisie społecznościowym wpisów o charakterze znieważającym i zniesławiającym, dostępnych przez kilka lat dla nieokreślonego kręgu odbiorców i odnoszących się bezpośrednio do wykonywanej przez pokrzywdzonego działalności medycznej, godziło w jego wizerunek jako lekarza. Z tego względu sąd przyjął, że stopień społecznej szkodliwości czynu był wyższy niż znikomy.

„Ty chamie”

Drugim przestępstwem, które może mieć znaczenie w przypadku ataków wymierzonych w lekarza, jest zniewaga określona w art. 216 Kodeksu karnego. Przestępstwo to polega na używaniu wobec innej osoby słów lub zachowań o charakterze obraźliwym, wyrażających pogardę lub uwłaczających jej czci. Przy ocenie, czy dane zachowanie stanowi zniewagę, decydujące znaczenie ma obiektywny odbiór społeczny, a więc to, czy przeciętnie przyjęte normy obyczajowe uznają określone słowa lub gesty za obelżywe.

Potwierdza to wyrok z 3 lutego 2015 r. Sąd Rejonowy w Myśliborzu uznał za zniewagę zachowanie polegające na publicznym nazwaniu lekarza chamem w obecności pacjentów przychodni oraz personelu medycznego. Sąd podkreślił, że użycie tego określenia w takich okolicznościach miało jednoznacznie obraźliwy charakter i w pełni realizowało znamiona występku z art. 216 § 1 k.k.

W uzasadnieniu wskazano również, że na stopień społecznej szkodliwości czynu wpływały okoliczności jego popełnienia. Znieważenie nastąpiło publicznie w miejscu pracy pokrzywdzonego lekarza, w obecności jego współpracowników, członków rodziny oraz pacjentów. Sąd uznał, że takie zachowanie godziło w godność osobistą pokrzywdzonego i cechowało się znacznym stopniem społecznej szkodliwości.

Orzeczenie to pokazuje, że słowna agresja wobec personelu medycznego, nawet jeśli nie towarzyszy jej przemoc fizyczna, może prowadzić do odpowiedzialności karnej, zwłaszcza gdy ma charakter publiczny i narusza godność lekarza w związku z wykonywaniem przez niego obowiązków zawodowych.

Podobnie ocenił zachowanie sprawcy Sąd Rejonowy w Świdnicy. Oskarżony, niezadowolony z odmowy lekarza, reagował narastającą agresją słowną. Jak wynika z ustaleń sądu, najpierw próbował wymusić na lekarzu określone działanie, zwracając się do niego w sposób rozkazujący i podniesionym głosem słowami „pisz pan”. Po zwróceniu mu uwagi przez lekarza stał się jeszcze bardziej agresywny, używając wobec niego wulgarnych i obraźliwych zwrotów: „coś ci się p*******”, a następnie „kim ty tu c**** jesteś”.

Sąd uznał, że tego rodzaju wypowiedzi stanowią znieważenie lekarza, gdyż w sposób oczywisty wyrażają pogardę i naruszają jego godność osobistą. Orzeczenie to potwierdza, że używanie wobec personelu medycznego wulgarnych, uwłaczających określeń, zwłaszcza w związku z wykonywaniem przez lekarza jego obowiązków zawodowych, może prowadzić do odpowiedzialności karnej z art. 216 § 1 k.k.

„Konował”

Negatywne komentarze i publikacje w internecie mogą w krótkim czasie poważnie zaszkodzić reputacji lekarza. Szczególnie niebezpieczne są wypowiedzi zawierające nieprawdziwe informacje, zarzuty dotyczące wykonywania zawodu czy sugestie podważające uczciwość i kompetencje specjalisty.

Jedno nieprawdziwe oskarżenie lub krzywdzący wpis w internecie może w krótkim czasie dotrzeć do setek, a nawet tysięcy odbiorców. Dla lekarza, którego działalność opiera się na zaufaniu pacjentów, ochrona dobrego imienia ma szczególne znaczenie. W takich sytuacjach skutecznym narzędziem może być skorzystanie ze środków przewidzianych przez prawo cywilne.

Jednym z podstawowych mechanizmów ochrony jest instytucja dóbr osobistych. Katalog dóbr osobistych określony w art. 23 k.c. nie ma charakteru zamkniętego, co oznacza, że orzecznictwo może obejmować ochroną również inne wartości uznane za istotne w konkretnych okolicznościach. Dobre imię, cześć oraz reputacja zawodowa lekarza niewątpliwie należą do dóbr podlegających ochronie na gruncie prawa cywilnego.

W przypadku lekarza naruszenie tych dóbr może przybrać różne formy. Mogą to być nieprawdziwe informacje publikowane na portalach społecznościowych, obraźliwe komentarze wpisy na forach internetowych, publikacje sugerujące brak kwalifikacji zawodowych, bezpodstawne oskarżenia o błędy medyczne, zarzuty dotyczące nieuczciwego postępowania wobec pacjentów.

Postępowanie cywilne daje szerokie możliwości reagowania na hejt i kampanie oszczerstw, pozwalając dostosować żądania do okoliczności konkretnej sprawy. W zależności od charakteru naruszenia poszkodowany może domagać się między innymi usunięcia bezprawnych treści, zaniechania dalszych naruszeń, a także opublikowania stosownego oświadczenia lub przeprosin.

„To sprawdzony lek”

Coraz częściej lekarze stają się celem ataków polegających na wykorzystaniu ich wizerunku w fałszywych materiałach wideo, audio czy grafikach – tzw. deepfake’ach. Tego typu treści mogą dyskredytować nie tylko konkretną osobę, ale też całe środowisko medyczne.

Jeśli doszło do naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych – co przy wykorzystaniu wizerunku i danych lekarza jest bardzo prawdopodobne – można złożyć skargę do Prezesa UODO. Skarga musi zawierać dane osoby poszkodowanej, wskazanie podmiotu, na który składana jest skarga, dokładny opis naruszenia, konkretne żądanie (np. usunięcia danych czy sprostowania) oraz własnoręczny podpis.

W praktyce głównym problemem jest ustalenie podmiotu rozpowszechniającego fałszywy przekaz. Mechanizmy identyfikacji, choć istnieją, nie zawsze są skuteczne. Skoro ustalenie autora fałszywego materiału bywa trudne, ustawodawca przewidział możliwość obciążenia odpowiedzialnością cywilną podmiotów, które udostępniają takie treści, nawet jeśli same ich nie stworzyły.

Kluczowy jest tu mechanizm z ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną – zasłanianie się niewiedzą przez usługodawcę zostaje wyłączone w momencie otrzymania przez niego urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych. Trzeba jednak wiedzieć, że krajowa nadbudowa tego systemu wciąż nie działa, nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną wdrażająca DSA została zawetowana przez prezydenta.

CERT, czyli Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe, odpowiada na poziomie krajowym za monitorowanie zagrożeń cyberbezpieczeństwa, reagowanie na zgłoszone incydenty oraz analizy złośliwego oprogramowania i podatności. Zgłoszenie do CERT Polska po przeprowadzeniu procedury zwykle prowadzi do dezaktywacji szkodliwego linku. Warto jednak pamiętać o ograniczeniach tej ścieżki. CERT nie posiada uprawnień organów ścigania, więc to działanie techniczne, a nie prawne.

Dlatego należy jak najszybciej poinformować służby i dostarczyć im dowody, nagrania, zrzuty ekranu, linki. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) jako jednostka Policji odpowiada za rozpoznawanie i zwalczanie przestępstw popełnionych przy użyciu systemów teleinformatycznych, a także za wykrywanie i ściganie ich sprawców.

Powiedz „stop”

W środowisku medycznym przez lata funkcjonowało przekonanie, że agresja pacjenta jest czymś, z czym trzeba się liczyć. Nie oznacza to jednak, że jest on zobowiązany tolerować przemoc, groźby czy kampanie oszczerstw. Lekarz ma prawo wykonywać swój zawód bez przemocy i zastraszania, a jego dobre imię, cześć i wizerunek podlegają ochronie prawnej.

W przypadku poważnego naruszenia warto z tej ochrony korzystać świadomie, proporcjonalnie i z odpowiednio dobraną strategią procesową.

I tak jak nie każda krytyczna wypowiedź wymaga natychmiastowej reakcji prawnej, tak warto jednak pamiętać, że bierność wobec oczywistych naruszeń pozostaje jedyną strategią, która nigdy nie przynosi korzyści. Brak stanowczej reakcji na pierwszy incydent może bowiem utrwalać poczucie bezkarności po stronie sprawcy i otwierać drogę do dalszych naruszeń.

Jak reagować na hejt w sieci

Treści publikowane online mogą zostać szybko usunięte, zmodyfikowane albo ukryte. Dlatego pierwszą reakcją na bezprawny wpis powinno być zabezpieczenie materiału dowodowego. Warto zgromadzić pełną treść wpisu lub publikacji, nazwę i adres profilu autora, adres strony internetowej lub link do wpisu, komentarze zamieszczone pod publikacją, dane umożliwiające identyfikację autora lub konta.

Sam zrzut ekranu może stanowić istotny dowód, jednak w sprawach o większym znaczeniu warto zadbać o bardziej kompleksowe zabezpieczenie materiału. Coraz częściej rekomenduje się sporządzenie notarialnego protokołu z otwarcia strony internetowej. Takie rozwiązanie pozwala utrwalić stan strony w określonym czasie i zwiększa wiarygodność materiału dowodowego w późniejszym postępowaniu sądowym.

Z perspektywy strategii prawnej jedną z najważniejszych zasad jest unikanie publicznej eskalacji konfliktu. Lekarz będący celem ataku internetowego często odczuwa naturalną potrzebę natychmiastowej odpowiedzi. W praktyce jednak emocjonalna reakcja może pogorszyć sytuację i utrudnić późniejsze dochodzenie roszczeń.

Publiczna wymiana oskarżeń nierzadko prowadzi do dalszego rozpowszechniania spornych treści oraz zwiększa zainteresowanie odbiorców konfliktem. Co więcej, treść odpowiedzi lekarza może zostać później wykorzystana jako materiał dowodowy. Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których lekarz ujawnia informacje dotyczące konkretnego pacjenta. Ochrona dobrego imienia nie może odbywać się kosztem naruszenia obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej.

Małgorzata Węgrzynek, radca prawny

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026