Jacek Fórmaniak: Nie chodzi tylko o to, aby ukarać
Sądy lekarskie mają coraz więcej pracy. O tym, jakie sprawy trafiają na wokandę i czy lekarze mają powody, by obawiać się pionu odpowiedzialności zawodowej, mówi Jacek Fórmaniak, nowo wybrany przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego, w rozmowie z Lidią Sulikowską.

Jakie sprawy najczęściej rozpatrują sądy lekarskie i czy ich charakter zmienił się w ostatnich latach?
Przeważająca liczba spraw dotyczy błędów lekarskich. Znaczna część roszczeń jest związana z takimi dziedzinami, jak stomatologia i medycyna estetyczna, a także pracą w szpitalnym oddziale ratunkowym. Natomiast od czasu pandemii COVID-19 rozpoczęła się seria postępowań obejmujących propagowanie nieprawdziwych informacji o szczepieniach i w ogóle o samej pandemii.
W Polsce działała spora grupa lekarzy podważająca sensowność szczepień przeciw COVID-19 i nawołująca do niestosowania się do zarządzeń ministra zdrowia. Główną ich linią obrony była wolność wypowiedzi, jednak nawet w oparciu o rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego ma ona swoje ograniczenia i trzeba się stosować do zarządzeń ministerialnych, a ich podważanie jest karalne.
Mniej więcej w tym samym czasie na wokandę zaczęły też trafiać sprawy związane z działalnością tzw. receptomatów. Dotyczą one lekarzy, którzy pracowali w takich firmach i w wyniku zachęt finansowych wypisywali dużo recept. Obecnie liczba takich spraw nieco się zmniejsza, ale problem nadal jest widoczny. Niezmiennie jednak większość postępowań odnosi się do błędów lekarskich.
Wiele mówi się ostatnio o aferach, w których zarzuca się lekarzom fałszowanie dokumentacji medycznej czy wyłudzanie pieniędzy z NFZ. Czy tu również możemy mówić o odpowiedzialności zawodowej?
Oczywiście. Jeżeli ktoś sprzeniewierza się normom etycznym zapisanym m.in. w Kodeksie Etyki Lekarskiej i podważa zaufanie do zawodu lekarza, musi liczyć się z postępowaniem ze strony organów samorządu – rzecznika odpowiedzialności zawodowej i sądu lekarskiego.
Na styku medycyny i prawa mamy również nowe problemy: media społecznościowe, telemedycyna, sztuczna inteligencja. Czy tego rodzaju sprawy też się pojawiają?
W Naczelnym Sądzie Lekarskim nie mieliśmy jeszcze postępowań związanych ze sztuczną inteligencją. Co nie zmienia faktu, że trzeba mieć świadomość, iż zawsze odpowiedzialność za rozpoznanie i leczenie spoczywa na lekarzu. O tym bezwzględnie należy pamiętać. Dlatego tak ważna jest kwestia świadomego korzystania z AI, wyboru odpowiednich narzędzi i sumiennego sprawdzenia tego, co podpowiadają nam algorytmy. Uważam, że każdy lekarz powinien przejść szkolenie w tej kwestii.
Jeśli chodzi o telemedycynę, to ona już na dobre zagościła w polskiej medycynie. Przyznam szczerze, że nie kojarzę spraw związanych z tą materią. Co innego, jeśli chodzi o reklamę w sieci. Rozpatrujemy m.in. sprawy związane z nieprawidłowym nazewnictwem jednostek medycznych, np. bezprawnym nazywaniem swojej placówki kliniką albo instytutem. To jest niestety praktykowane, bo stwarza wrażenie ośrodka bardziej prestiżowego, niż jest w rzeczywistości.
Problemem jest też posługiwanie się danym tytułem naukowym albo zawodowym niezgodnie ze stanem faktycznym. Lekarze często tłumaczą, że to wina menedżera, który niewłaściwie go przedstawił w reklamie przychodni czy ośrodka zdrowia. Zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej to na lekarzu ciąży obowiązek dopilnowania, aby go właściwie przedstawiono.
Czy generalnie spraw przybywa?
Zdecydowanie tak. Tylko do Naczelnego Sądu Lekarskiego, który przecież jest instancją odwoławczą, w 2022 r. wpłynęło 190 spraw, rok później 214, a w 2025 r. już 252. Jedynie w 2024 r. odnotowaliśmy spadek do 188, za to w tym roku do lipca trafiło do nas o 70 spraw więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Myślę, że do grudnia możemy dojść do 300 spraw. Jesteśmy coraz bardziej obciążeni pracą.
Co jest dla lekarza najważniejszym dowodem w postępowaniu sądowym?
Kluczową rolę odgrywa dokumentacja medyczna, którą zawsze się stawia ponad słowem. Dlatego warto dbać, by była starannie prowadzona. Lekarze czasem mają z tym problem. Zdarzają się błędy w dokumentacji wynikające z samego pisania, ale też – co trzeba powiedzieć wprost – z lenistwa. Mam na myśli na przykład korzystanie z gotowych szablonów do wypisu i ich wypełnianie na zasadzie „kopiuj wklej”. Wówczas bardzo łatwo o pomyłki. Uczulam, aby wszystko, co zapisujemy, zawsze dokładnie przeczytać i zweryfikować, czy nie ma żadnych błędów.
Czy lekarz może ponieść odpowiedzialność zawodową, jeśli jego postępowanie było zgodne z aktualną wiedzą medyczną, ale leczenie mimo to zakończyło się dla pacjenta źle?
Jeśli mimo poprawnie wykonanej procedury pojawiły się powikłania, nie trzeba się niczego obawiać. Błąd lekarski pojawia się wtedy, gdy działamy wbrew ustalonym zasadom zarówno pod względem terapii lekowej, jak i postępowania chirurgicznego.
Jeżeli lekarz idzie zupełnie inną drogą, np. ordynuje leki niezgodnie z przeznaczeniem albo w złych dawkach lub niewłaściwie posługuje się technikami chirurgicznymi, to są to ewidentne przewinienia. Niestety pacjentowi często trudno jest zrozumieć różnicę pomiędzy niezawinionym niepowodzeniem medycznym a błędem. Dlatego zawsze trzeba choremu wytłumaczyć, z jakimi możliwymi powikłaniami dana procedura może się wiązać.
Sądy lekarskie biorą pod uwagę warunki, w jakich lekarz wykonywał swoją pracę – presję czasu, przeciążenie, braki kadrowe czy organizację pracy?
Oczywiście, że tak. Zdarzają się błędy, które wynikają nie tyle z winy lekarza, co ze złego zarządzenia i organizacji pracy. To okoliczności, które prowadzą do uniewinnienia lekarza. Czasami na przykład dochodzi do błędu, bo zabrakło odpowiedniego sprzętu. Pamiętam sytuację, gdzie lekarz musiał pracować na aparacie USG słabszej jakości, bo w weekend nie udostępniano tego lepszego, przez co przeoczył pewną patologię.
Podam też inny przykład: zgodnie z procedurami pilne cięcie cesarskie trzeba wykonać w ciągu 10 minut, ale się nie udaje tego zrobić w takim czasie, bo lekarz pełni dyżur jednoosobowo i nie zdążył w tym czasie zorganizować do pomocy drugiego lekarza, co jest przecież wymagane. Za taką organizację pracy odpowiada pracodawca.
Gdzie przebiega granica między odpowiedzialnością lekarza a odpowiedzialnością placówki?
Za organizację pracy odpowiada pracodawca, ale pamiętajmy, że każda sytuacja jest inna. Jeśli permanentnie godzimy się na brak wystarczającej obsady dyżurowej albo pracujemy ponad siły lub nasze możliwości, to może się to obrócić przeciwko nam i w razie błędu można popaść w tarapaty.
Lekarz, który w gonitwie za pieniądzem dyżuruje kilka dni z rzędu w różnych szpitalach albo z pełną świadomością podejmuje pracę, która wykracza poza jego kompetencje, prosi się o kłopoty. W razie błędu trudno tutaj o taryfę ulgową. Mieliśmy w NSL sprawy lekarzy, którym latami nie udało się ukończyć żadnej specjalizacji, a mimo to podejmowali trudną pracę w szpitalnym oddziale ratunkowym, i to w kilku szpitalach, a ze zmęczenia i braku wiedzy popełniali błędy.
W kontekście odpowiedzialności zawodowej coraz częściej mówi się o medycynie defensywnej. Czy lekarze zlecają więcej badań i konsultacji, niż potrzeba, żeby zabezpieczyć się przed ewentualnymi zarzutami?
Na pewno w jakimś stopniu asekurantyzm w środowisku lekarskim występuje. To dotyczy tych lekarzy, którzy boją się brać odpowiedzialność za prowadzenie pacjenta. Widzę to zjawisko np. u lekarzy rezydentów, którzy zaledwie po kilku miesiącach pracy w oddziale podejmują się pracy w prywatnych centrach medycznych, oferując opiekę specjalistyczną, na co nie są jeszcze gotowi.
Czy lekarze powinni bać się sądów lekarskich?
Uważam, że nie. Nasza działalność zabezpiecza wszystkich prawidłowo pracujących lekarzy przed złą opinią na temat całego środowiska. Jeśli jest podejrzenie popełnienia błędu, to taka sytuacja powinna być wyjaśniona. Naszym celem jest dbanie o jakość zawodu, ale nie chodzi tylko o to, aby kogoś ukarać. Zależy nam na tym, aby lekarz pojął swój błąd, zrozumiał, dlaczego do niego doszło. Jeżeli natomiast błędu nie było, to naszą rolą jest wyjaśnienie pacjentowi, dlaczego doszło do powikłania.
W czerwcu br. podczas posiedzenia członków Naczelnego Sądu Lekarskiego wybrano Pana na przewodniczącego NSL X kadencji. Od jak dawna jest Pan związany z pionem odpowiedzialności zawodowej lekarzy i lekarzy dentystów?
16 lat temu koleżanka namówiła mnie do pracy w NSL. Uległem jej namowom, i tak już zostało.
Co jest dla Pana najtrudniejsze w tej pracy?
Najgorsza dla mnie jest sytuacja, gdy trzeba sądzić starszego lekarza, który popełnił błąd ze względu na swoje ograniczenia związane z wiekiem. Mówię o ludziach z pasją, którzy niestety nie potrafią się pożegnać z zawodem i dorabiają na emeryturze. Często nawet nie chodzi o jakieś duże przewinienie, ale już sam proces jest dla nich traumatycznym przeżyciem.
Widzi Pan jakąś potrzebę reformy sądów lekarskich?
Coraz częściej obroną oskarżonych zajmują się wytrawni adwokaci, którzy są wprawieni w odwlekaniu kolejnych terminów rozpraw, co finalnie grozi przedawnieniem postępowania. Musimy na te praktyki skuteczniej reagować. Trzeba też między innymi popracować nad szybszą realizacją uzasadnień do wydawanych orzeczeń. Zdecydowanie więc czujemy, że reforma sądów lekarskich powinna nastąpić. Przygotowujemy się do tego procesu.
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026