Wywiad lekar(s)ki: Presja, dyskryminacja i przemoc

Sprzeciwiam się traktowaniu lekarzy specjalizujących się jako zasobu do łatania luk w obsadzie szpitali i oddziałów ratunkowych kosztem realnego kształcenia – mówi Małgorzata Nowosad, specjalistka chirurgii ogólnej, prezeska i inicjatorka Fundacji Kobiety w Chirurgii, w rozmowie z Marią Kłosińską.

Fot. archiwum prywatne

Fundacja Matki Lekarki i Fundacja Kobiety w Chirurgii powstały z doświadczeń konkretnych grup lekarzy. Co mówi o naszym środowisku fakt, że lekarze tworzą takie fundacje?

Powodem powstawania takich organizacji jak nasze są systemowe problemy, z którymi mierzą się te konkretne grupy zawodowe w obecnym systemie szkolenia oraz systemie pracy. Lekarki oraz lekarze w trakcie specjalizacji zabiegowych, takich jak chirurgia, doświadczają m.in. presji, by zrezygnowali z ustawowych praw ochronnych, dyskryminacji ze względu na rodzicielstwo oraz ograniczeń w dostępie do rzeczywistego wykonywania procedur operacyjnych na rzecz realizowania pracy ponadetatowej lub obsługi szpitalnych oddziałów ratunkowych. W badaniu przeprowadzonym przez Fundację Kobiety w Chirurgii wskazano wiele czynników wpływających na nierówność w pracy oraz często występujące zachowania przemocowe.

W czerwcu rozpoczęły się konsultacje projektu nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Przedstawiłyśmy nasze zastrzeżenia podczas spotkania w Ministerstwie Zdrowia i przekazałyśmy 13 uwag wraz z kilkudziesięcioma stronami argumentacji. Ponad tysiąc lekarzy przesłało uwagi do MZ, poparło ich wiele okręgowych izb lekarskich. Czy taka skala zaangażowania środowiska powinna być dla resortu sygnałem, że nie mówimy o jednostkowych problemach, ale o rozwiązaniach wymagających ponownego przemyślenia?

Sprzeciw środowiska lekarskiego i studenckiego wobec proponowanych w projekcie rozwiązań ma charakter merytoryczny i powszechny, co zwraca uwagę na brak wcześniejszych konsultacji i szerokiego zapoznania się ze stanowiskiem środowiska przy przygotowywaniu propozycji Ministerstwa Zdrowia. Liczba zgłoszonych uwag jednoznacznie wskazuje, że nie chodzi o jednostkowe zastrzeżenia, lecz o sprzeciw wobec fundamentalnych kierunków zmian proponowanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Naczelna Rada Lekarska formalnie złożyła wniosek o odrzucenie projektu ustawy w całości i przygotowanie nowego aktu w uzgodnieniu ze środowiskiem. Większość środowiska lekarskiego określiła projekt jako zagrażający bezpieczeństwu pacjentów, nieakceptowalny i niedostosowany do realiów.

Podczas spotkań konsultacyjnych przedstawiono dane pokazujące m.in., że 82 proc. studentów sprzeciwia się skróceniu stażu podyplomowego, a 85 proc. nie czuje się po studiach dostatecznie przygotowanymi do samodzielnej pracy z pacjentem. Zatem być może należałoby zastanowić się pierwotnie nad formą kształcenia i jego efektywnością. W sytuacji braku realnego przygotowania studentów do pracy klinicznej coraz mniejsza ich część wybiera specjalności zawodowe, które dziś już stoją na granicy wydolności.

Jedna z najważniejszych uwag odnosi się do przepisów dotyczących lekarzy, którzy przez pewien czas nie pełnią dyżurów – m.in. z powodu ciąży, rodzicielstwa czy stanu zdrowia. Projekt zakłada w takich sytuacjach wydłużenie specjalizacji.

Samorząd lekarski oraz związki zawodowe zdecydowanie krytykują projektowane przepisy (art. 16i ust. 1d i 1e), które nakładają obowiązek „odpracowania” niepełnionych dyżurów i automatycznie wydłużają okres specjalizacji. Lekarz korzystający z ochrony rodzicielskiej lub zdrowotnej nadal wykonuje pracę na pełnym etacie, realizuje program szkolenia w podstawowym wymiarze czasu, leczy pacjentów i zdobywa kompetencje.

Taka propozycja w ustawie jest formą nierównego traktowania pracownika. Automatyczne wydłużanie specjalizacji od pierwszego dnia skorzystania z praw ochronnych jest regresem w stosunku do dotychczasowych standardów, zgodnie z którymi niedyżurowanie do 24 miesięcy nie wydłużało automatycznie specjalizacji, i mechanizmem zmuszającym młodych lekarzy do odkładania decyzji o posiadaniu dzieci. Uznajemy taki zapis za formę kary za rodzicielstwo i stan zdrowia.

Jeśli chodzi o etap ukończenia specjalizacji i nadania stopnia specjalisty, powinno o tym decydować osiągnięcie wymaganych kompetencji i wykonanie określonych procedur, a nie bezwzględny licznik godzin dyżurowych. Można również zauważyć niespójność systemu zaproponowanego przez Ministerstwo Zdrowia: dyżury przepracowane wcześniej ponad minimalny wymiar nie tworzą dla lekarza żadnego „bufora” na wypadek późniejszej nieobecności. Obowiązkowe dyżury nie powinny być formą wypełniania luk systemowych, a raczej dawać kompetencje i samodzielność przyszłym specjalistom.

Projekt przewiduje konsekwencje dla lekarza, który po zakwalifikowaniu się na specjalizację nie podejmie jej albo zrezygnuje. W określonych sytuacjach oznaczać to będzie wykluczenie z dwóch kolejnych postępowań kwalifikacyjnych. Czy system powinien w ten sposób karać lekarza za decyzję wynikającą z okoliczności życiowych?

Sankcje za niepodjęcie lub rezygnację ze specjalizacji są zupełnie niezrozumiałą formą systemowych rozwiązań przemocowych w stosunku do osób, które nie ze swojej winy nie są w stanie rozpocząć specjalizacji w danym terminie. Zgłoszone stanowiska izb lekarskich oraz organizacji lekarskich kategorycznie sprzeciwiają się automatycznemu wykluczaniu lekarza z dwóch kolejnych postępowań kwalifikacyjnych.

Projekt nie przewiduje mechanizmów pozwalających na zwolnienie z sankcji w przypadku przyczyn obiektywnych i losowych, takich jak ciąża, poród, nagła choroba, zaostrzenie schorzenia przewlekłego, opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem czy brak możliwości natychmiastowej relokacji. Odsunięcie lekarza od możliwości specjalizowania się na okres blisko dwóch lat zamraża potencjał kadr medycznych i pogłębia niedobory specjalistów w ochronie zdrowia, szczególnie w specjalizacjach zabiegowych.

Kolejny problem dotyczy zmiany miejsca odbywania specjalizacji. Uważamy, że lekarz, który z ważnych przyczyn życiowych musi zmienić miejsce szkolenia, nie powinien z tego powodu tracić możliwości kontynuowania specjalizacji w trybie rezydenckim. Jak Pani patrzy na to z perspektywy chirurgii – w jej przypadku wybór ośrodka i możliwość rzeczywistego operowania mają szczególne znaczenie?

Projektowane zapisy wprowadzają zasadę, że zmiana miejsca odbywania specjalizacji skutkuje przydzieleniem lekarza do trybu pozarezydenckiego, a zachowanie rezydentury możliwe jest jedynie w dwóch skrajnych przypadkach: likwidacji jednostki lub stwierdzenia przez wojewodę rażących naruszeń. W praktyce przepisy uzależniające zmianę ośrodka od decyzji wojewody są oceniane jako fikcyjne, gdyż wojewodowie rzadko reagują na zgłaszane nieprawidłowości szkoleniowe czy patologie organizacyjne.

Z punktu widzenia chirurgii możliwość zmiany ośrodka jest kluczowa, gdy macierzysta jednostka nie zapewnia dostępu do bloku operacyjnego, nie realizuje programu, oferuje niską jakość kształcenia lub stosuje mobbing. Z badań przeprowadzonych na oddziałach chirurgicznych wynika, iż głównym powodem zmiany miejsca specjalizacyjnego jest przemoc w pracy, zła atmosfera i brak możliwości realizowania programu specjalizacji. Pozbawienie rezydentury przy zmianie miejsca oznacza utratę stabilności finansowej, umowy o pracę i bezpieczeństwa socjalnego. Lekarz specjalizujący się nie jest jedynie zasobem do łatania luk w obsadzie dyżurowej podmiotu leczniczego.

Sprzeciwiamy się również rozwiązaniu, które może prowadzić do utraty możliwości zdawania PES, jeśli od zakończenia szkolenia upłynęły 24 miesiące. Do Ministerstwa Zdrowia przekazałyśmy w tej sprawie również argumentację prawną dotyczącą sytuacji związanych z rodzicielstwem i zdrowiem. Życie lekarza nie zawsze układa się zgodnie z harmonogramem specjalizacji – pojawia się macierzyństwo, choroba czy konieczność opieki nad bliskimi.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy wprowadzenie rygoru konieczności ukończenia specjalizacji w określonym czasie, wskazując na przypadki, w których lekarze po zdaniu PES przez długi czas nie uzyskują formalnie tytułu specjalisty z powodu niedokończenia procedur szkoleniowych. Przepis ten uderza bezpośrednio w lekarki w ciąży, osoby korzystające z urlopów macierzyńskich i rodzicielskich oraz lekarzy chorujących przewlekle.

Typowy okres nieobecności związany z ciążą i opieką nad dzieckiem wynosi do 2 lat, co oznacza, że w przypadku komplikacji życiowych lekarz traci dorobek egzaminacyjny i jest zmuszony ponowie zdawać PES. W aktualnym systemie prawnym istnieje system weryfikacji wiedzy i umiejętności związany z niewykonywaniem zawodu przez 5 lat, co jest realnym terminem.

Postulujemy także pozostawienie możliwości zdawania PES na ostatnim roku specjalizacji. Dla lekarza, który planuje ciążę, urlop rodzicielski albo z innych powodów przewiduje przerwę w pracy, kilka czy kilkanaście miesięcy może mieć ogromne znaczenie. Czy możliwość podejścia do PES na ostatnim roku rzeczywiście może zagrażać jakości kształcenia?

Resort argumentuje, że możliwość zdawania PES na ostatnim roku skłania do egzaminu osoby z niezrealizowaną odpowiednią częścią programu, szczególnie w specjalizacjach 2-, 3-letnich, co skutkuje słabszym przygotowaniem. Organizacje lekarskie sprzeciwiają się zablokowaniu tej możliwości. Postulujemy utrzymanie prawa do zdawania PES na ostatnim roku pod warunkiem spełnienia wymogów formalnych.

Z punktu widzenia lekarzy planujących rodzicielstwo lub przerwę zdrowotną zdanie egzaminu na końcowym etapie szkolenia pozwala na stabilne i bezstresowe przejście na urlop rodzicielski bez konieczności powrotu do nauki po długiej przerwie w pracy. Forma egzaminu PES jest dziś związana z nauką książkową i niestety mało ma wspólnego ze zdobywaniem wiedzy i umiejętności w trakcie pracy.

Jeśli spojrzeć na przepisy dotyczące niedyżurowania, zmiany miejsca specjalizacji, konsekwencji rezygnacji czy PES – czy nie powstaje wrażenie, że tworzymy system zaprojektowany przede wszystkim dla lekarza, którego życie przez kilka lat szkolenia przebiega bez żadnych zakłóceń?

Zestawienie proponowanych przepisów prowadzi do wniosku, że przepisy zaprojektowano pod kątem modelu lekarza dyspozycyjnego, którego życie przebiega bez żadnych zdarzeń losowych, poświęcającego się wyłącznie pracy. W mojej opinii budowa bezpiecznego i elastycznego systemu ochrony zdrowia wymaga prowadzenia szkolenia opartego na realnej weryfikacji kompetencji i wiedzy. O ukończeniu szkolenia powinno decydować zdobycie konkretnych umiejętności i wykonanie procedur medycznych, a nie bezwzględny licznik przepracowanych godzin czy dyżurów, szczególnie w specjalizacjach zabiegowych.

Korzystanie z gwarantowanych przez prawo świadczeń macierzyńskich, rodzicielskich czy zwolnień lekarskich nie może pociągać za sobą automatycznych kar zawodowych w postaci przedłużania specjalizacji czy utraty trybu rezydenckiego. Jest to zapis w sposób jawny dyskryminujący tych lekarzy i lekarki. Rezygnacja ze szkolenia lub zmiana ośrodka z ważnych przyczyn osobistych, opiekuńczych czy zdrowotnych nie może skutkować automatyczną blokadą dalszego rozwoju zawodowego.

W najbliższych miesiącach ochronę zdrowia czeka cały pakiet zmian, przy których nowelizacja ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty jest tylko jednym z wielu tematów. Tymczasem po kolejnych aferach, publicznym rozliczaniu lekarzy i w obliczu narastających podziałów mam wrażenie, że coś znacznie ważniejszego zaczęło nam się rozpadać. Lekarz kojarzył się kiedyś nie tylko z zawodem, ale z pewnym etosem. Co dziś z niego pozostało?

Zawód lekarza jest zawodem zaufania publicznego, którego istotą jest niesienie pomocy pacjentom. Wymaga to zarówno długich lat szkolenia, jak i zdobywania umiejętności miękkich. Relacja lekarz–pacjent nie może być oparta na przemocowym systemie szkolenia i dyskryminujących zapisach.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026