Więcej o systemie, mniej o zdrowiu

Podczas niedawnego Forum Ochrony Zdrowia w Karpaczu omawiano propozycje reform: od punktowych zmian po opcję zero przypominającą wrzucenie granatu i budowę wszystkiego od podstaw.

Fot. mat. organizatora

Na początek wyjaśnienie. Poniższy tekst nie jest dziennikarską relacją z Forum Ochrony Zdrowia, będącego częścią XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu, a subiektywną oceną wydarzenia jego uczestnika.

Pierwszy raz od wybuchu afery w warszawskim Szpitalu Południowym na żywo spotkały się osoby od lat zajmujące się ochroną zdrowia, czyli byli ministrowie zdrowia, politycy, byli i aktualni prezesi NFZ, dyrektorzy szpitali, przedstawiciele samorządów, profesorowie, przedstawiciele zawodów medycznych, producentów sprzętu, leków i dziennikarze medyczni.

To sprawiło, że tegoroczne forum znacznie różniło się od poprzednich. Można odnieść wrażenie, że tematy ściśle medyczne, które zawsze dominowały na tym wydarzeniu, zostały wyparte przez rozmowy systemowe. Zarówno w czasie paneli, jak w rozmowach kuluarowych dało się słyszeć jedną tezę, że…

System wymaga zmiany

O tym, że system wymaga reform, mówi się od wielu lat. Z tym że w latach poprzednich nikt tak naprawdę nie wierzył w to, że system zostanie realnie zmodyfikowany. Teraz na większości paneli spór dotyczył raczej radykalności zmian, które powinny nastąpić, i przypominał bardziej dyskusję pomiędzy chirurgiem a internistą: czy pacjenta należy leczyć zachowawczo, czy interwencyjnie.

Byli też zwolennicy takich reform, które przypominają „wrzucenie granatu” i zbudowanie systemu na nowo. Raczej wszyscy zgadzali się co do faktu, że reforma jest nieuchronna, ale już na to, czy nie będzie próby odsunięcia jej na okres po wyborach, zgody nie było. Pojawili się też…

Łowcy czarownic

Dziś stosy płoną pod lekarzami – zapewne dlatego że jest to najłatwiejsze i przynosi polityczne efekty. Wśród reprezentantów władzy i obecnej opozycji trwa wyścig o liczbę wytropionych afer i podłożonych stosów. I tu jest chyba najważniejsze zadanie dla naszego samorządu zawodowego. Trzeba spokojnie i bez emocji tłumaczyć źródło nieprawidłowości systemowych. To, o czym mówiliśmy od lat, tylko niewielu chciało słuchać.

W czasie jednego ze śniadań prasowych organizowanych w Naczelnej Izbie Lekarskiej usłyszeliśmy od redaktora… „może mówiliście za cicho? Dziś płacicie za to, że nie potrafiliście samooczyścić środowiska”. Problemem jest to, że nigdy nie mieliśmy odpowiednich narzędzi, żeby takiego samooczyszczenia dokonać, zwłaszcza w kontekście rozwiązań systemowych, które na pewne zachowania przyzwalają.

I tu przejdę do panelu, w którym uczestniczyłem ostatniego dnia forum „Dziura finansowa NFZ – gdzie system traci najwięcej”. Można dużo mówić o braku profilaktyki, co później kosztuje miliardy, o nieskutecznej walce z nałogami, szczególnie alkoholowym, który kosztuje szacunkowo 180 mld zł rocznie, a duża część z tego to koszty ochrony zdrowia.

Można mówić o nieefektywnym systemie opieki społecznej i przerzucaniu jej zadań na system ochrony zdrowia, szczególnie na szpitale. Każdy z nas, szczególnie pracujących w szpitalach na pierwszym stopniu zabezpieczenia, zna te problemy z codziennej praktyki. Można wreszcie mówić o nieefektywnym systemie, opartym w znacznej mierze na szpitalnictwie i odwróconej piramidzie zdrowia. O zbyt dużej liczbie kosztownych łóżek szpitalnych…

To wszystko zostało już powiedziane. Ale gdzie tu wina lekarzy? Moim zdaniem system najwięcej traci na populistycznie skalkulowanych działaniach polityków na poziomie centralnym i partykularnych decyzjach polityków na szczeblu powiatowym!

Bankrut

W kontekście wszystkich patologii w ochronie zdrowia trzeba wrócić do źródeł i decyzji wcześniejszych, które psuły system, a na które my, lekarze, nie mieliśmy żadnego wpływu. Gorzej, często decyzje były podejmowane pomimo sprzeciwu środowiska.

Kilka paneli na forum dotyczyło racjonalnej polityki lekowej i kosztów związanych z darmowymi lekami 65+. Czyja to była decyzja? Owszem, nikt nie powie, szczególnie ja jako lekarz geriatra, że darmowe leki dla seniorów to coś złego. Ale czy to była najbardziej racjonalna decyzja w kontekście wszystkich wyzwań ochrony zdrowia? I czy przypadkiem nie została wprowadzona tuż przed wyborami parlamentarnymi?

Jak wyglądały założenia do wprowadzenia systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, potocznie zwanego siecią szpitali? Do sieci miały wejść tylko niektóre z nich, które miały stanowić oś szpitalnictwa. Tymczasem po decyzjach politycznych praktycznie wszystkie istniejące szpitale zostały włączone do sieci. No i mamy sieć placówek niedofinansowanych, borykających się z problemami kadrowymi i zadłużeniem. To też wina lekarzy? My w tym systemie musimy pracować.

Wiemy, że są szpitale lepiej i gorzej funkcjonujące. W tych pierwszych pracuje się zdecydowanie lepiej, chętniej przychodzą rezydenci, łatwiej zapełnić grafik dyżurowy. Do tych drugich trzeba ściągać personel, proponując im wyższe stawki, budzące obecnie duże emocje. W mediach sytuacja przedstawiana jest jednoznacznie – lekarze stawiają dyrektorów pod ścianą i żądają niebotycznych pieniędzy.

W praktyce bardzo często dyrektorzy szukają rozwiązań pozwalających funkcjonować tym szpitalom nawet kosztem rosnącego zadłużenia. Dzieje się tak nie poza wiedzą lokalnych polityków, ale – podkreślam – za ich pełną zgodą. Dyrektorzy zbierali oklaski na posiedzeniach rad powiatów za to, że udało im się sprowadzić do lokalnego szpitala specjalistów wykonujących dobrze rozliczane zabiegi, za które otrzymują znaczny procent od procedury.

Jest dużo szpitali, których istnienie trudno uzasadnić z punktu widzenia potrzeb zdrowotnych. Dziś widzimy ten system trochę inaczej. To, o czym mówiliśmy od kilku lat, przestało być tajemnicą poliszynela. Kilka lat temu prezes Łukasz Jankowski ogłosił: „system zbankrutował”. Dziś trzeba powiedzieć jasno: „system zbankrutował moralnie”. Problemem jest to, że teraz każdy mówi…

To nie moja ręka

„To nie ja za tym głosowałem, to nie ja zatrudniałem tych lekarzy. To pazerność lekarzy”. Dalej manipuluje się fragmentarycznymi informacjami, zacierając obraz całości. Politycy od lat czerpali polityczne korzyści z obietnic i działań niszczących system. Dziś ktoś będzie musiał wziąć na siebie ciężar decyzji i pewnie zapłacić polityczną cenę.

Z jednej strony politycy głośno zapowiadają oczyszczenie i usunięcie patologii, z drugiej – po cichu wprowadzają rozwiązania, które umożliwiają np. pełnienie funkcji dyrektora ds. lecznictwa lekarzom nieposiadającym specjalizacji. Pytanie często stawiane na Forum brzmiało…

Czy da się przeczekać?

Kilka lat temu toczyła się dyskusja o tym, czy lekarz ma tytuł „lekarza” czy „lekarza medycyny” i co powinno znajdować się na pieczątce. Mówiło się wówczas, że lekarz jest lekarzem, a jedynym lekarzem, który leczy system, jest minister zdrowia. Podczas Forum zabrakło jednak pani minister zdrowia, a pojawiły się projekty ustaw mających wprowadzić m.in. limit wynagrodzeń, ograniczenie czasu pracy lekarzy itd. Czy to już reforma?

Powtarzając stary dowcip o lekarzach, to chirurg – wszystko robi, a nic nie umie, internista – wszystko umie, nic nie robi, a patomorfolog – wszystko umie, wszystko robi, ale za późno. W Karpaczu było wielu chirurgów i internistów medycyny, którzy proponowali rozwiązania mniej lub bardziej radykalne.

Obawiam się tylko, że obecne rozwiązania dotyczące systemu nie są ani radykalne, ani zachowawcze. To rozwiązania z obszaru medycyny paliatywnej. Systemu nie zakwalifikowano do leczenia przyczynowego, a na nowotwór zaproponowano paracetamol. Może na chwilę przestanie boleć. A po wyborach się zobaczy.

Marcin Karolewski, koordynator Ośrodka Profilaktyki i Strategii Zdrowotnych COBIK Naczelnej Izby Lekarskiej


Głos samorządu lekarskiego w dyskusji o zdrowiu

W dniach 8–10 września w Karpaczu odbyło się XXXV Forum Ekonomiczne – największa konferencja społeczno-ekonomiczna w naszej części Europy. Jego częścią było Forum Ochrony Zdrowia, w którym wzięli udział przedstawiciele NIL.

– Siedzimy po uszy w upolitycznionym systemie – mówił prezes NRL Łukasz Jankowski podczas panelu „Czy stać nas jeszcze na obecny model ochrony zdrowia?”. Przypominał, że próby odpolitycznienia zarządów szpitali czy ujawnienia powiązań partyjnych ich dyrektorów konsekwentnie nie znajdują odzewu.

Wiceprezes NRL Klaudiusz Komor podczas dyskusji „Recepta dla Polski. Od diagnozy niewydolności do skutecznej terapii systemu” apelował o pilne działania. – Polski system ochrony zdrowia wymaga gruntownej reformy już teraz, na cito – mówił, dodając, że nie może być to reforma odłożona o kolejne lata. Jego zdaniem punktem wyjścia musi być realna wycena świadczeń.

Z kolei Piotr Pisula, rzecznik NIL, oceniał: – Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia zmiany są tworzone pod publiczkę, a ich jedynym realnym celem pozostają działania wizerunkowe, nie zaś faktyczna naprawa systemu.

Zastępca rzecznika NIL Iwona Kania moderowała natomiast panel poświęcony szczepieniom, podczas którego podkreślono potrzebę skuteczniejszej edukacji zdrowotnej społeczeństwa.


Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2026