19 czerwca 2024

Zdrowie dzieci naszym wspólnym dobrem

Lekarz medycyny rodzinnej, pediatra i internista, współdziałając dla dobra pacjenta i konkurując o niego, wpływają na podniesienie poziomu świadczonych usług medycznych. Z prof. Jarosławem Peregud-Pogorzelskim, prezesem Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, rozmawia Lucyna Krysiak.

Foto: Archiwum prywatne

Zdrowie dzieci to sprawa nas wszystkich, od ich kondycji zależy później nasza starość. Jak Polskie Towarzystwo Pediatryczne ocenia stan opieki medycznej nad dziećmi?

Opieka nad dzieckiem w naszym kraju znacznie się poprawiła i pozytywnych dokonań nie są w stanie przyćmić pojawiające się od czasu do czasu tendencyjne relacje mediów. Było to możliwe dzięki modelowo układającej się współpracy pomiędzy Polskim Towarzystwem Pediatrycznym, Ministerstwem Zdrowia, Rzecznikiem Praw Dziecka i Konsultantem Krajowym w Dziedzinie Pediatrii.

Pediatra został silniej umocowany w systemie podstawowej opieki zdrowotnej i podobnie jak lekarz medycyny rodzinnej czy internista może zakładać NZOZ w POZ. Dzięki temu zapotrzebowanie na pediatrów znacznie wzrosło. Rezydenci szkolący się w pediatrii są dzisiaj poszukiwani. To nastraja optymistycznie, ale widzimy też zagrożenia.

Niepokoi odpływ wykwalifikowanej kadry z oddziałów pediatrycznych do podstawowej opieki zdrowotnej z powodu zbyt niskiego uposażenia lekarza w szpitalu. Proces ten można jednak powstrzymać, zmieniając wycenę procedur pediatrycznych ze szczególnym naciskiem na procedury specjalistyczne wykonywane w instytutach pediatrii, centrach klinicznych i wojewódzkich. Stąd apel Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego do Ministra Zdrowia i AOTMiT, by potraktowali wycenę tych procedur jako najpilniejszy problem do załatwienia.

Jeżeli nie rozwiążemy go dziś, to w nieodległej przyszłości staniemy przed faktem zamykania oddziałów pediatrycznych. Mimo tych zagrożeń, opieka nad dzieckiem w Polsce jest na wysokim poziomie, ale to dzięki ciężkiej i ofiarnej pracy kolegów pediatrów oraz lekarzy rodzinnych. Mamy świetnie wyszkoloną kadrę medyczną, która nie ustępuje poziomem wykształcenia i umiejętnościami lekarzom z innych krajów europejskich. Nie powinniśmy więc mieć kompleksów.

Na mocy ostatnich regulacji, pediatrzy mogą pracować w POZ. Czy są tam mile widziani przez lekarzy rodzinnych?

Nie potwierdziły się obawy, że wejście pediatry do POZ-u obniży rangę lekarzy medycyny rodzinnej. Widać, że te trzy podmioty: lekarz medycyny rodzinnej, pediatra i internista, współdziałając dla dobra pacjenta i konkurując o niego, wpływają na podniesienie poziomu świadczonych usług medycznych, na czym szczególnie nam zależało. Ich rola jest równoprawna, żaden z nich nie będzie przejmował roli drugiego, bo tylko współdziałając można sprostać rosnącym wymaganiom i zapotrzebowaniu na usługi medyczne w podstawowej opiece zdrowotnej.

Czy lekarze rodzinni są wystarczająco przygotowani do sprawowania opieki nad niemowlętami i małymi dziećmi?

Na pewno nie są do tej opieki przygotowani tak, jak pediatrzy. Nikt nie wymaga też od lekarza medycyny rodzinnej, by takie wymogi spełniał. To pytanie potwierdza słuszność podjętych przez Ministerstwo Zdrowia decyzji o powrocie pediatry do POZ. Polskie Towarzystwo Pediatryczne i Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej organizują cykliczne szkolenia w formie warsztatów, konferencji, kongresów czy zjazdów dla lekarzy medycyny rodzinnej. Jestem przekonany, że dzięki temu ich wiedza z zakresu medycyny wieku rozwojowego jest dużo większa niż przed laty.

Pediatria jest niedofinansowana, o czym coraz głośniej się mówi. Co PTP próbuje zrobić, by tę sytuację zmienić?

Postulowaliśmy od dawna, że wycena procedur pediatrycznych stanowi problem numer jeden i od tego należy zacząć zmiany. Pomimo naszych starań i mojego osobistego zaangażowania nie udało się, niestety, przekonać NFZ do opracowanych przez nas wyliczeń w oparciu o uśrednione koszty hospitalizacji. Według nich poziom niedofinansowania, przykładowo oddziałów onkologii dziecięcej, wynosił około 10 proc., oddziałów hematologii dziecięcej – około 25 proc., a ciężkich grzybic układowych u pacjentów po chemioterapii aż 48 proc.

Wystarczyłoby podnieść finansowanie tych oddziałów o 15 proc., by nie generowały zadłużenia. Niestety, nie skorzystano z naszych propozycji. Dla 9 procedur NFZ zmienił wycenę, ale były to procedury niszowe, np. laryngologiczne, i nie miały one wpływu na kosztochłonność wysokospecjalistycznych oddziałów klinicznych i wojewódzkich. Fundusz tendencyjnie wybierał pacjentów – głównie z hospitalizacji jednodniowych, czyli tych opłacalnych. Tylko 3-4 proc. chorych było z hospitalizacjami (długimi) kosztochłonnymi.

Zaproponowana przez NFZ metodologia przeczyła rzetelnemu doborowi pacjentów kwalifikowanych do przeprowadzenia wyliczeń. Właśnie o to mieliśmy żal do ówczesnej Prezes NFZ, która zupełnie nie rozumiała potrzeb dzieci i młodzieży w zakresie opieki medycznej. Przykładowo, zużycie 10 par rękawic jednorazowego użytku i jednej do dwóch par rękawic sterylnych na jednego pacjenta na oddziale onkologii dziecięcej było traktowane jako zbyt wygórowane i nieakceptowane.

Wyceny procedur pediatrycznych nadal nie ma. Obecnie zajmuje się nimi AOTMiT. Na pierwszy ogień weryfikacji kosztów leczenia poszła psychiatria. Obecny minister zapewnił, że następna będzie pediatria, ale zanim to nastąpi, minie trochę czasu. Realny jest przyszły rok, czyli jeżeli wszystko dobrze pójdzie, to najwcześniej za dwa lata możemy spodziewać się zmian.

Pierwsze kontakty z AOTMiT odbieram pozytywnie. Mam nadzieję, że sporządzone wcześniej przez nas wyliczenia zostaną wykorzystane. Trzeba pamiętać, że pediatria jest zawsze droższa od innych dyscyplin, co wykazały badania farmakoekonomiki w krajach Europy Zachodniej. Koszty leczenia małego pacjenta i koszty diagnostyki są wyższe o 30 proc. w porównaniu z dorosłymi.

Rzecznik Praw Dziecka także uważa, że trzeba realnie oszacować koszty opieki pediatrycznej i postuluje, by badać dzieci przynajmniej raz w roku, ale pediatrów jest za mało.

Ideałem byłoby, gdyby te postulaty udało się wprowadzić jak najszybciej w życie. Bądźmy jednak realistami, obecnie jest to niemożliwe. Dlatego należy zadbać o podnoszenie kwalifikacji lekarzy medycyny rodzinnej w dziedzinie pediatrii. Ministerstwo Zdrowia już kilka lat temu uznało pediatrię za specjalność deficytową. Od przynajmniej trzech lat liczba miejsc rezydenckich dla lekarzy chcących szkolić się w tej dziedzinie rośnie w postępie geometrycznym – czyli bardzo szybko. Tendencje te utrzymał również obecny minister zdrowia. W ostatnim rozdaniu otrzymaliśmy ponad 500 miejsc rezydenckich.

Bolączką wielu specjalności jest wysoka średnia wieku, a wśród pediatrów?

Jest bardzo podobnie. Mamy jednak nadzieję, że rosnące zainteresowanie tą dziedziną medycyny spowoduje, że średnia wieku pediatrów się obniży. Muszą być jednak spełnione pewne warunki. Po pierwsze, pediatrzy muszą godnie zarabiać, co między innymi może umożliwić zmiana wyceny procedur pediatrycznych. Po drugie, nie należy wprowadzać zbyt częstych zmian w zakresie opieki nad dzieckiem i młodzieżą, ponieważ to tylko destabilizuje ten system.

Ostatnio zaktywizowały się ruchy „antyszczepionkowe”.

Jest to zjawisko bardzo niebezpieczne. Prezentowane przez oponentów szczepień opinie nie mogą być akceptowane, ponieważ wcielenie ich w życie zagrażałoby bezpieczeństwu zdrowotnemu społeczeństwa. Moim zdaniem, musimy się nim stanowczo przeciwstawiać.

Jakie są największe problemy pediatrii – szczepienia, przewlekłe choroby czy może zamykanie oddziałów pediatrycznych?

Wszystkie są bardzo istotne. Mam nadzieję, że Polskie Towarzystwo Pediatryczne wspólnie z Ministerstwem Zdrowia, Rzecznikiem Praw Dziecka i Konsultantem Krajowym w Dziedzinie Pediatrii będą mieć tyle determinacji, by je sukcesywnie rozwiązywać. Dotąd udawało nam się nawiązać dialog, być może dlatego, że minister i wiceminister zdrowia byli pediatrami. Uważam, że pediatria powinna być priorytetem tym bardziej, że młode pokolenie jest schorowane.

Notujemy wysoki odsetek młodzieży i młodych dorosłych z chorobami przewlekłymi i co najgorsze, nie ma profilaktyki. Cieszę się więc, że niebawem obecny Minister Zdrowia podpisze rozporządzenie w sprawie standardów udzielania świadczeń zdrowotnych z zakresu profilaktyki dzieci i młodzieży. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego pozytywnie opiniuje to rozporządzenie, wierząc, że zapewni dobrze zaprogramowaną profilaktykę. A to, jak wcielimy zapisy rozporządzenia w życie, będzie zależało tylko od nas samych.

Sprawą o znaczeniu fundamentalnym jest uznanie książeczki zdrowia dziecka za dokument prawny obowiązujący w naszym kraju. Szczególnie ważny będzie rok 2017, kiedy szczepienia przeciw pneumokokom i meningokokom wejdą na listę szczepień obowiązkowych. To będzie największy przełom ostatniego 50-lecia, jaki dokona się w profilaktyce w Polsce.

Jako prezes PTP apeluję do wszystkich, by problemy dotyczące opieki nad dzieckiem i młodzieżą były rozwiązywane ponad podziałami partyjnymi. Przecież wszyscy jesteśmy rodzicami i dobro dzieci powinno być dla nas najważniejsze. Jeżeli tego nie zrozumiemy, nigdy nie poprawimy opieki medycznej nad dzieckiem w takim zakresie, w jakim byśmy chcieli. Uznajmy w końcu ten problem priorytetem narodowym.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 11/2015