Audiometr peronowy

Spotkanie autorskie w bibliotece. Opowiadam o swojej działalności w sferze tłumaczeń piosenek. Cytuję fragment przełożonego przeze mnie chorwackiego przeboju „Diridonda”: „Wszystkie koszule z rozcięciem, bo zarost miał na klatce/ Mówił, że dziadek był księciem, a zęby ma po matce”. Głos z końca sali: – Pasowały?

Foto: imageworld.pl

Powinienem się już przyzwyczaić do niepoważnego traktowania każdego słowa, które wypowiem czy napiszę. A jednak boli. Gdyby chociaż co drugi z racjonalizatorskich pomysłów zgłaszanych przeze mnie w różnych tekstach wprowadzić w życie, Polska byłaby dziś innym krajem.

Nie wiem, czy lepszym. Ale innym. A tu nic, żadnej reakcji. Nie szkodzi. Będę podsuwał nowe pomysły, będę niezłomny w poszukiwaniu dróg ku lepszej przyszłości dla nas wszystkich. Może docenią to potomni, może historyk wertujący za sto lat egzemplarze „Gazety Lekarskiej” z początku XXI w., krzyknie: „Wizjoner!”. I to mi wystarczy. Najwięksi nigdy nie byli docenieni za życia.

Cierpliwie czekam na uruchomienie systemu okresowych badań laboratoryjnych przeprowadzanych na podstawie zdjęć wykonanych smartfonem i przesłanych mailem lub ememesem do odpowiedniej placówki służby zdrowia. Na ten pomysł wpadłem, kiedy przeczytałem informację, że Vito Franco – profesor anatomii patologicznej z uniwersytetu w Palermo, na podstawie portretu wykonanego pięćset lat temu przez Leonarda da Vinci stwierdził podwyższony poziom cholesterolu u Mony Lisy.

Można tylko określić pewne zasady – że aparat powinien mieć co najmniej 8 megapikseli, a zdjęcie musi być wykonane w naturalnym świetle na czczo. Kolejny przyszedł mi do głowy wczoraj, na dworcu w Kutnie. Otóż na miejscu Ministerstwa Zdrowia zawarłbym umowę z PKP na kompleksowe badania słuchu podróżujących koleją. Z każdą kolejną zapowiedzią coraz bardziej zbliżałem się do głośnika, żeby usłyszeć, jaki pociąg i na który peron wjedzie.

Wpadłem w panikę, bo w pierwszej chwili pomyślałem, że to jakaś moja nagła dysfunkcja, ale uspokoiłem się, kiedy zobaczyłem grupkę pasażerów, tak samo jak ja spoglądających w megafon i zbierających się pod słupem, na którym wisi. Scena do złudzenia przypominająca obrazek z filmu „Zakazane piosenki”, kiedy to ludzie na ulicy zbierali się pod „szczekaczkami”, żeby usłyszeć wreszcie prawdziwe wiadomości. I dialogi jak ze starych dowcipów:

– Chrrrchy grrrdyyy sity z brrrrkkkkyyy do chrrryyychy grrrrgg na prrree ggyydyyy frraff fyytyy trzeci.

– Panie? Na który peron wjedzie ten pociąg ze Szczecina?

A gdyby tak na każdym dworcu uruchomić Stację Kontroli Zdrowia Pasażera? Łączyć różne sposoby badań – stawiać pacjenta w różnej odległości od megafonów, przepytywać, co usłyszał i czy jest na czczo (na czas badań zamykać dworcowe bary), fotografować smartfonem i wystawiać zaświadczenia o treści: „Słyszy w Kutnie, cholesterol w normie, zdolny do pracy w służbie cywilnej”.

Ze względu na głośność, czytelność zapowiedzi i dykcję kolejowych lektorów, można ustalić różne kategorie dworców. Te niedawno wyremontowane wykorzystywać do badania sprawności innych ludzkich organów. Na przykład: „Nie słyszy w Kutnie, ale słyszy w Koninie, chociaż nic nie rozumie. Cholesterol w normie, z odległości 10 m widzi zapowiedzi na tablicy świetlnej, ale twierdzi, że lepiej przyjazdy niż odjazdy”.

Rzetelne podejście do okresowych badań peronowych pozwoliłoby wcześniej diagnozować niektóre przypadki i ustrzegłoby przed wieloma komplikacjami. Na przykład: „Na stacji w Koninie słyszy komunikaty z dworca Poznań Główny. Zalecana konsultacja psychiatryczna”.

Artur Andrus
Dziennikarz radiowej „Trójki”, konferansjer i satyryk

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2016

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.