Raport NIK o mapach potrzeb zdrowotnych mówi więcej niż się wydaje

Kilka dni temu Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli w zakresie map potrzeb zdrowotnych. Wnioski są absolutnie druzgocące. Niska jakość danych, brak zaplecza eksperckiego, całkowite pomijanie liczb jako narzędzia w podejmowaniu strukturalnych decyzji dla systemu ochrony zdrowia.

Pomimo wad, wszystkie środowiska, w szczególności pacjenci i obywatele, powinni walczyć o kontynuację tego projektu.

Przesłanki realizacji projektu map potrzeb zdrowotnych były słuszne. Niedostosowanie podaży usług zdrowotnych do potrzeb obywateli jest nieprzezwyciężonym problemem systemu ochrony zdrowia, w onkologii dostrzegamy go wyjątkowo jaskrawo.

Chęć skwantyfikowania zjawisk w dziedzinie ochrony zdrowia, policzenia zasobów i podejmowania decyzji w oparciu o dane zasobowe było szansą na przełamanie paradygmatu działania polegającego na ambicjach właścicieli i menedżerów ochrony zdrowia oraz obiegowych opiniach, które skutkują decyzjami nijak odpowiadającymi potrzebom obywateli.

Dziesiątki niewykorzystanych aparatów do diagnostyki obrazowej; traumatyczne nie tylko dla chorych perturbacje z rozbudową Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej oraz setki mniejszych i większych nadużyć w całym kraju – to wynik polityki przed mapami. Okazuje się jednak, że przyzwyczajenie faktycznie jest drugą naturą człowieka.

Nie należy bronić jakości map potrzeb zdrowotnych – NIK wystarczająco precyzyjnie przedstawił ich wady. Prawdziwym problemem jest jednak podejście decydentów na poziomie krajowym i regionalnym, którzy podejmowali decyzje nie uwzględniając wyników badania. Byli przekonani, że wiedzą lepiej, chociaż brakuje informacji skąd to przeświadczenie brali.

Podejmując decyzję o wprowadzeniu sieci szpitali najpierw zajęto się kryteriami formalnymi, dopiero później, o ile w ogóle, merytorycznymi. To świadczy o poważnym kryzysie, którego efektem może być w przyszłości brak możliwości realizowania polityki publicznej w dziedzinie ochrony zdrowia. Mapy potrzeb zdrowotnych to projekt, który musi być rozwijany. Nikt nie powiedział, że ich pierwsza wersja będzie pretendować do ostateczności.

Potrzebujemy jednak pewnych modyfikacji, przede wszystkim wzmocnienia instytucji przygotowujących projekt. Ministerstwo Zdrowia, podobnie jak instytucje mu podległe, pozostaje w gigantycznym kryzysie kadrowym i potrzebuje szybkiego wzmocnienia kompetencyjnego oraz zasilenia wiedza ekspercką. Kolejne tysiące nadgodzin pracowników resortu zdrowia nie przełoży się na wybitną jakość kolejnych wersji map.

Po drugie, jeżeli mamy oczekiwania wobec Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, nadajmy tej instytucji status oraz przekażmy środki, aby mogła w pełni wykorzystać swój potencjał. Sposobem może być powierzenie większego budżetu stałego, niezależnego od grantów i projektów, nie pozwalających na racjonalne budowanie przyszłości Instytutu.

Mapy potrzeb zdrowotnych to przyszłość systemu ochrony zdrowia oraz ważny test kultury kreowania polityki w oparciu o twarde dane. Musimy je zbierać i sprawić, aby ich analiza była obowiązkiem decydentów. Być może wtedy po raz pierwszy zaspokoimy nasz największy deficyt – braku odpowiedzialności.

Wojciech Wiśniewski
Fundacja Onkologiczna Alivia

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.