Ekozysk czy ekościema? Jak szpitale dbają o środowisko naturalne?

Coraz mniej opłaca się odwracać plecami od ekologii. To nie jest szaleństwo czy moda. Placówki medyczne widzą korzyści, także finansowe.

Foto: pixabay.com

Szpitalne toalety spłukiwane deszczówką – takie rozwiązanie zastosowano w trakcie rozbudowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu.

Po wstępnym oczyszczeniu woda będzie gromadzona w zbiornikach umieszczonych pod ziemią i wykorzystywana we wszystkich budynkach. Być może dla kogoś brzmi to jak dziwactwo, ale jeśli uświadomimy sobie, że statystycznie nasze zasoby wodne są trzykrotnie mniejsze niż średnia unijna i są porównywalne z Egiptem, to nie ma się z czego śmiać.

W inny sposób deszczówkę wykorzystuje szpital Boston Medical Center w stanie Massachusetts w USA. To dzięki niej nawadnia ogródek na dachu, z którego rocznie zbiera ponad 3 tys. kg warzyw. Rosnące na glebie umieszczonej w drewnianych skrzynkach po mleku warzywa pomogły rozwiązać problem braku zdrowej żywności w szpitalnym menu, na czym zyskali pacjenci.

Ogród zmniejsza koszt chłodzenia i ogrzewania budynku, a kwiaty zapylają pszczoły zamieszkujące dwa ule znajdujące się nieopodal. Pszczoły bardzo często giną m.in. z powodu stosowania pestycydów, ale nie w przyszpitalnym ekoogródku, bo tutaj nikt szkodliwej chemii nie stosuje.

Nowoczesne rozwiązania proekologiczne mają znaleźć w nowej placówce, która za około pięć lat połączy Dolnośląskie Centrum Onkologii, Dolnośląskie Centrum Chorób Płuc oraz Dolnośląskie Centrum Transplantacji Komórkowych. Przygotowując się do budowy, już na wstępnym etapie projektowym zażądano od wykonawcy, by instalacje wentylacji i klimatyzacji oraz zasilania energetycznego opracowano na podstawie analiz energetycznych. – Oczekujemy obowiązkowego wykorzystania odnawialnych źródeł energii – mówi Agnieszka Czajkowska z DCO.

Czy medycyna szkodzi?

Pomoc pacjentom to główny powód istnienia zarówno dużych szpitali, jak i indywidualnych praktyk lekarskich. Ubocznym efektem tej szlachetnej działalności jest mniej lub bardziej negatywne oddziaływanie na otoczenie, choćby pośrednio związane z diagnozowaniem czy leczeniem. Nie brakuje opinii, że współczesna medycyna kłóci się z ekologią, ale przecież dla lekarzy najważniejsze jest ratowanie życia i przywracanie zdrowia oraz bezpieczeństwo, a nie roztrząsanie, czy coś jest „zielone”, czy nie.

– Przyjmujemy, że każdy człowiek może być zakaźny i należy chronić nie tylko pacjentów, ale również tego, kto ich leczy czy bada. Chcąc ograniczyć liczbę zakażeń, w wielu przypadkach zrezygnowano ze sprzętu wielorazowego, co może nie jest eko, ale na pewno podnosi znacznie bezpieczeństwo – mówi dr Michał Bulsa z Prezydium NRL. Oczywiście nie każda placówka medyczna „truje” na potęgę, ale część z nich, ze względu na specyfikę działalności, liczbę personelu i rzesze pacjentów, z pewnością nie przynosi ulgi środowisku naturalnemu.

Skutki odczuwają wszyscy – bez względu na to, czy korzystają z opieki zdrowotnej, czy nie, czego przykładem mogą być odpady medyczne. Mimo że w Polsce wytwarza się ich kilkadziesiąt ton rocznie, a lwią część stanowią te niebezpieczne, głównie zakaźne, system ich utylizacji jest nieszczelny. Zwracała na to uwagę m.in. Najwyższa Izba Kontroli.

Kontrolerzy ujawnili, że pracownicy jednej z lecznic w Łódzkiem zmienili kody na inne kilku tonom odpadów mogących zawierać żywe drobnoustroje chorobotwórcze lub ich toksyny, a jeden z warszawskich szpitali przekazywał jako odpady komunalne to, co nigdy nie powinno trafić na wysypisko. W innej kontroli NIK wytknął szpitalom z Wielkopolski, że postępują z odpadami medycznymi w sposób zagrażający zdrowiu ludzi i środowisku, po czym skierował do inspekcji ochrony środowiska zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia wykroczeń.

Zgodnie z przepisami odpady medyczne należy unieszkodliwiać w najbliżej położonych spalarniach odpadów niebezpiecznych, ale mimo to wiele szpitali transportuje je nieraz setki kilometrów. W 2011 r. na terenie kraju działały 54 spalarnie odpadów medycznych, a dwa lata później – już tylko 42. Obecnie funkcjonuje zaledwie 29 spalarni odpadów medycznych i weterynaryjnych.

Mniejsza konkurencja sprawia, że to one dyktują cenę, za jaką odbierają odpady, a dyrektorzy szpitali płaczą i… płacą. – W porównaniu do ubiegłego roku ok. 2,5-krotnie wzrosła cena wywozu odpadów medycznych. Rok temu płaciliśmy poniżej 2 zł/kg, obecnie stawka przekracza 4 zł/kg. To ogromny wydatek, który w skali roku sięga kilku milionów złotych – mówi Arkadiusz Lendzion, zastępca dyrektora naczelnego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Skąd dofinansowanie?

W ciągu ostatnich dwóch dekad zlikwidowano wiele przyszpitalnych kotłowni węglowych, co w skali lokalnej znacznie zmniejszyło emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Obecnie nie ma jej żaden z 29 samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej MSWiA. Na odejście od spalania węgla zdecydował się też Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w Gdańsku, gdzie zastosowano nowoczesny system grzewczy składający się z 8 pomp ciepła i 73 kolektorów słonecznych.

W Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim, w miejsce czterech starych kotłów węglowych i dwóch kotłowni lokalnych, zainstalowano energooszczędny kocioł parowy na paliwo stałe. Samo odejście od spalania węgla nie zawsze przynosi efekty w postaci oszczędności finansowych z uwagi na cenę alternatywnych nośników ciepła.

– Dlatego obecnie realizowany jest w tym szpitalu kolejny projekt termomodernizacyjny, który przyniesie znaczne oszczędności finansowe – mówi Michał Piotrowski z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. To właśnie termomodernizacja jest efektywnym sposobem na zmniejszenie zapotrzebowania i zużycia energii cieplnej. Nie jest to tanie przedsięwzięcie, ale wiele placówek uzyskuje wsparcie w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych czy dzięki Narodowemu oraz Wojewódzkim Funduszom Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Pieniądze płyną szerokim strumieniem, bo dzięki właściwie zrealizowanej inwestycji, korzyści są niezaprzeczalne. Dzięki dofinansowaniu ze Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy w 12 podmiotach leczniczych na Mazowszu zamontowano ponad 2,3 tys. paneli słonecznych o łącznej powierzchni przekraczającej 5 tys. mkw., co ma zmniejszyć koszty podgrzewania ciepłej wody nawet o jedną czwartą.

Zwrot w kilka lat

Co do tego, że odejście od gospodarki opartej  na spalaniu paliw kopalnych w kierunku niskoemisyjnym nie może i nie powinno ominąć placówek ochrony zdrowia, nie ma wątpliwości były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Tadeusz Jędrzejczyk. – Wbrew stereotypom, w dłuższej perspektywie takie inwestycje są także opłacalne ekonomicznie dla samych podmiotów, dzięki czemu więcej wciąż brakujących środków pozostaje na leczenie pacjentów i lepszy komfort pracy dla medyków – dodaje.

Przykładem może być instalacja elektrowni fotowoltaicznej w Centrum Zdrowia Psychicznego w Słupsku. Efektem ma być uzyskanie z mocy 1 kW rocznej oszczędności na poziomie 670 zł brutto. To pozwoli zaoszczędzić ok. 22 tys. zł rocznie, co stanowi ok. 18 proc. rocznego kosztu zużycia energii elektrycznej. Nakłady na inwestycję mają zwrócić się już po 5 latach. Placówki nie zawsze muszą finansować działań proekologicznych tylko z własnych środków.

WFOŚiGW w Katowicach dofinansował m.in. zakup urządzenia do katalitycznego spalania tlenku etylenu i modernizacji spalarni odpadów szpitalnych. Innym razem pomógł w wymianie przestarzałych urządzeń rentgenowskich i likwidacji szkodliwych odczynników niezbędnych do ich funkcjonowania, na rzecz cyfrowych aparatów rtg. Dzięki wsparciu WFOŚiGW we Wrocławiu w Ośrodku Zdrowia w Paszowicach zainstalowano pompę, która czerpie energię cieplną wprost z ziemi z 8 odwiertów (po 100 m każdy).

WFOŚiGW w Olsztynie udzielił pożyczki na rzecz kotłowni opalanej biomasą w Szpitalu Powiatowym w Nowym Mieście Lubawskim, a w Warszawie partycypował w modernizacji centralnej sterylizatorni w SP ZOZ w Siedlcach. Wśród podstawowych warunków uzyskania pomocy są korzyści dla środowiska oraz spełnienie wymagań formalnych, które są dostępne w internecie.

Nie tylko termomodernizacja

Na wsparcie można liczyć także ze strony samorządów, które – co warte p odkreślenia – biorą p od uwagę spodziewane korzyści finansowe przy przyznawaniu na ten cel dotacji lub zabezpieczaniu wkładu własnego do ekoinwestycji realizowanych ze środków unijnych. – Są to najczęściej projekty dotyczące termomodernizacji, poprawy efektywności energetycznej, montażu solarów – wylicza rzecznik zarządu Województwa Lubuskiego Michał Iwanowski.

Oszczędności związane z takimi przedsięwzięciami mają szczególne znaczenie w szpitalach zlokalizowanych w starych obiektach, w których są horrendalne straty ciepła, nic więc dziwnego, że decyduje się na nie wiele placówek. W wyniku przeprowadzonej termomodernizacji budynków szpitala Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach w lokalizacji przy ul. Medyków 14 uzyskano oszczędności finansowe związane z zakupem energii cieplnej wynoszące ok. 240 tys. zł brutto w skali roku.

W przypadku lecznic z Gdańska i Gdyni już kilka lat temu roczne korzyści szły w kilkaset tysięcy złotych, a dla Szpitala Specjalistycznego w Wejherowie przekroczyły 1,1 mln zł, także w skali roku. Obok takich kwot nawet duże placówki nie mogą przechodzić obojętnie. Już w poprzednich latach Szpital Wojewódzki w Opolu zamontował instalacje solarne oraz pompy ciepła. Pozyskiwanie „zielonej energii” do ogrzewania ciepłej wody pozwoliło uzyskać oszczędności związane z zakupem energii cieplnej, podobnie jak montaż latarni solarnych w miejsce starych, energochłonnych lamp.

Placówka poszła za ciosem i niedawno zwiększyła efektywność energetyczną poprzez m.in. montaż dwóch minielektrowni po 156 paneli fotowoltaicznych, wykonanie w pomieszczeniach kuchni centrali z odzyskiem ciepła, wymianę dotychczasowych źródeł światła na energooszczędne i wykonanie ciepłego, zielonego dachu.

Małe czyni cuda

Ponadto w Opolu zastosowano system zarządzania energią, pozwalający kontrolować pracę wszystkich podłączonych do niego urządzeń. – Inwestycje oraz działania proekologiczne prowadzone przez szpital przynoszą rzeczywiste oszczędności finansowe – zapewnia rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Opolskiego Violetta Ruszczewska.

Tylko w latach 2018-2019 oszacowano je na 0,5 mln zł. – Gdyby przyjąć, że szpital nie wykonałby tych przedsięwzięć i zużywał taką ilość GJ jak w roku 2000, to przy aktualnie obowiązujących cenach energii musiałby wydawać ok. 1,5 mln zł więcej w skali roku – dodaje. Kiedy pytałem pracowników wielu szpitali o to, jak ograniczają niepotrzebne zużycie sprzętu jednorazowego użytku lub leków, zapewniano mnie, że realizowane jest ono tak, by ograniczyć zapasy zarówno w aptece szpitalnej, jak i w oddziałach, co minimalizuje ryzyko ich przeterminowania i konieczność późniejszej utylizacji.

Często ekologicznie znaczy po prostu oszczędniej, a robienie czegoś rzadziej czy na mniejszą skalę nie musi odbywać się ze szkodą dla pacjentów czy personelu. – Sporządzając preparaty cytostatyczne, kumulujemy produkcję z danym cytostatykiem, aby korzystać z większych fiolek oraz użyć mniej sprzętu do transferu leków z fiolki do worka, co jest korzystne z punktu farmakoekonomicznego oraz zmniejsza ilość odpadów cytostatycznych – wyjaśnia Natalia Stefańczyk z UCK w Katowicach.

Czasami małe zmiany przynoszą wymierne korzyści. W Szpitalu Powiatowym w Pszczynie tam, gdzie jest to możliwe, zamontowane są czujniki ruchu. – Szpital wymienił także papier do rąk, obecnie używany jest lepszej jakości. Papier jest droższy niż ten stosowany wcześniej, ale zużywa się go o połowę mniej – mówi Marcela Grzywacz ze Starostwa Powiatowego w Pszczynie. Być może to niewiele, ale jeśli takie działania podejmowane są na szeroką skalę, efekty przechodzą najśmielsze oczekiwania.

Ekopresja

Na podmioty lecznicze, w tym również na lekarzy, nasila się ekopresja. Ma ona m.in. wymiar ekonomiczny, bo w jej tle jest bardziej racjonalne gospodarowanie zasobami, czyli potencjalne korzyści. Choć nie każdy jeszcze wierzy, że bycie eko może przynosić oszczędności finansowe, coraz więcej osób na własnej skórze przekonuje się, że nieliczenie się z oddziaływaniem na otoczenie słono kosztuje.

Nie tylko dlatego, że ilość i wysokość kar z roku na rok rośnie. Za przykład ekopresji w obszarze regulacji prawnych może posłużyć Rejestr BDO, czyli Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami, od niedawna obowiązkowy dla wielu lekarzy, czy unijne przepisy wprowadzające obowiązek wyposażenia gabinetów stomatologicznych w separatory amalgamatu, co od kilku lat wzbudza kontrowersje wśród lekarzy dentystów.

Presji społecznej i medialnej szerzej komentować nie trzeba, skoro bycie trucicielem po prostu źle się kojarzy. Niejedna głowa spadła po anonimowym donosie albo po tym, gdy jakaś gazeta poinformowała o niedopilnowaniu wymogów dotyczących ochrony środowiska, nie wspominając o stratach wizerunkowych. Wydaje się, że w przyszłości ekopresja ekonomiczna, regulacyjna, społeczna i medialna będzie się nasilać.

Ochrona środowiska przestaje być powodem do drwin, bo we współczesnym świecie nie da się ignorować negatywnego wpływu człowieka na otoczenie. Już wkrótce w debacie publicznej i w dyskusjach najważniejszych decydentów kwestie ekologiczne mogą stać się tak samo ważne, jak sprawy związane z ochroną zdrowia.

Co na to KEL?

Jest faktem, że część osób uważających się za obrońców przyrody wypowiada się kontrowersyjnie i prowadzi działania na pograniczu dobrego smaku i zdrowego rozsądku. Prawdą jest i to, że mamy do czynienia ze zjawiskiem określonym kilkadziesiąt lat temu przez Jay’a Westervelda mianem greenwashingu (po polsku można to określić jako „zielone kłamstwo” lub jeszcze dosadniej „ekościema”), kiedy spece od marketingu usiłują zbić majątek, prezentując produkty i usługi jako ekologiczne, choć nie mają one z tym nic wspólnego.

Placówki medyczne też mogą padać ofiarą „ekościemy”, podobnie jak personel medyczny. Nie należy zapominać, że zgodnie z Kodeksem Etyki Lekarskiej „lekarz ma obowiązek zwracania uwagi społeczeństwa, władz i każdego pacjenta na znaczenie ochrony zdrowia, a także na zagrożenie ekologiczne”.

Mariusz Tomczak

* * *

Niczego nie nadużywać

Jedni straszą końcem świata, drudzy negują sens podejmowania jakichkolwiek działań z zakresu ochrony środowiska. Na ten temat, zwłaszcza w odniesieniu do pracy lekarzy i funkcjonowania placówek medycznych, warto rozmawiać bez emocji.

  • Arkadiusz Lendzion, zastępca dyrektora naczelnego UCK w Gdańsku: – Przy szpitalach w Holandii funkcjonują małe biooczyszczalnie ścieków, które chemicznie neutralizują odpady medyczne (więcej TUTAJ)
  • Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce: – Radykalne ograniczenie biurokracji i e-biurokracji byłoby jednym z najlepszych sposobów na zmniejszenie negatywnego oddziaływania lekarzy na środowisko (więcej TUTAJ)
  • Dawid Ciemięga, lekarz z Tychów: – Jakość powietrza, którym oddychamy, jest fatalna, co bezpośrednio wpływa na zdrowie. Kiedy pojawia się smog, moi mali pacjenci czują się gorzej (więcej TUTAJ)
  • Weronika Michalak, dyrektor HEAL Polska: – Personel medyczny coraz bardziej zdaje sobie sprawę z rosnącego zanieczyszczenia środowiska i jego wpływu na zdrowie, a także katastrofalnych skutków zmiany klimatu (więcej TUTAJ)
  • Aleksandra Jagłowska-Pietraszek, admin grupy Eko Matka Lekarka na Facebooku: – Medycyna produkuje ogromne ilości śmieci. Możemy wybierać rozwiązania mniej szkodliwe dla środowiska, np. w jak największym stopniu segregując odpady (więcej TUTAJ)

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.