13 czerwca 2024

Siła regionów. 100 lat samorządności lekarskiej w Polsce

Po zakończeniu II wojny światowej okręgowe izby lekarskie liczyły na wsparcie ze strony państwa. Niestety, dla władz powojennej Polski były jeszcze większym zagrożeniem niż NIL, ponieważ ze względu na liczebność szybko rosły w siłę i obawiano się, że radykalnie przeciwstawią się sankcjom stosowanym wobec środowiska lekarskiego.

Dr Witold Klepacki. Foto: z archiwum Lubelskiej Izby Lekarskiej

Starano się więc przeniknąć do terenowych struktur samorządowych, co w sytuacji powojennego chaosu nie było takie trudne.

Nieprzychylność wobec samorządu lekarskiego, objawiająca się blokowaniem inicjatyw dotyczących jego odbudowy w nowej rzeczywistości, odczuła więc nie tylko Naczelna Izba Lekarska, ale też izby okręgowe, które szybko dostrzegły, że decyzje dotyczące ich działalności są podejmowane odgórnie, nikt ich z nimi nie konsultuje, co ogranicza autonomię całego samorządu lekarskiego.

W nowych granicach

Po wojnie granice Polski przesunęły się ze Wschodu na Zachód. Okręgowe Izby: Lwowska oraz Wileńsko-Nowogrodzka przestały istnieć, ponieważ ziemie, na których się znajdowały, zajęli sowieci. Powstały za to nowe izby okręgowe, także na tzw. Ziemiach Odzyskanych, których granice pokrywały się z granicami nowo wytyczonych województw.

W sumie na terenie Polski po II wojnie światowej działało osiem okręgowych izb lekarskich. Wszystkie chciały jak najszybciej zacząć normalnie funkcjonować, co umożliwiała im przedwojenna ustawa z 1921 r., ale ówczesne władze Ministerstwa Zdrowia robiły wszystko, aby ostudzić ten zapał i opóźnić ukonstytuowanie się zarządów.

Długo czekano na dekret o organizacji władz samorządu lekarskiego, który dawałby uprawnienia do weryfikacji lekarzy i przeprowadzenia wyborów do izb lekarskich – bez tego dokumentu działalność izb miała charakter tymczasowy, ale władza nie spieszyła z jego wydaniem, zachowując przy tym pozory, że sprzyja reaktywacji izb po wojnie. Takie działanie było jej na rękę, bo zrujnowany kraj potrzebował lekarzy, a izby stały się narzędziem formowania nowych struktur opieki zdrowotnej.

Ministerstwo Zdrowia zainicjowało nawet utworzenie izb zgodnie z nowym podziałem administracyjnym kraju. Opierając się na doświadczeniach przedwojennych, gdzie samorząd lekarski był traktowany przez rządzących po partnersku, liczono na przychylność komunistycznych władz w tym zakresie. Jednak coraz bardziej stawało się jasne, że partnerstwa nie będzie, że każde działanie podjęte przez resort zdrowia jest podejmowane odgórnie, ogranicza ich niezależność i niszczy ekonomicznie.

Osiem izb

Przed wojną, na podstawie ustawy z 1921 r. powołano Izby Lekarskie: Warszawsko-Białostocką, Lwowską, Lubelską, Krakowską, Łódzką, Poznańsko-Pomorską. Rozporządzenie tworzące izby lekarskie nie obejmowało woj. nowogródzkiego, Wileńszczyzny i Śląska. Izba Lekarska Wileńsko-Nowogrodzka powstała dopiero w 1925 r., zaś Śląska Okręgowa Izba Lekarska – w 1934 r.

Po II wojnie światowej, w związku z nowym podziałem administracyjnym kraju, w 1945 r. było osiem izb okręgowych. Izby – Lwowska oraz Wileńsko-Nowogrodzka – przestały istnieć. Obok tych, które pozostały z czasów przedwojennych, pojawiły się izby na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Granice izb po wojnie pokrywały się z granicami województw. I tak, Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie objęła obszar woj. kieleckiego, krakowskiego i rzeszowskiego, a OIL w Lublinie – woj. lubelskiego.

OIL w Warszawie, oprócz miasta stołecznego i woj. warszawskiego, obejmowała swym zasięgiem także woj. białostockie i olsztyńskie. OIL w Katowicach zajęła obszar woj. śląskiego, OIL w Łodzi – woj. łódzkiego, OIL w Poznaniu – woj. poznańskiego, OIL we Wrocławiu – woj. wrocławskiego, a OIL w Sopocie objęła woj. gdańskie, szczecińskie i pomorskie. Zmiany te przypieczętowała uchwała Naczelnej Izby Lekarskiej z 12 maja 1946 r. Dotyczyły one nie tylko zasięgu terytorialnego działania izb, ale też nazewnictwa. Zmieniały się również ich siedziby.

Kazimierz Golonka, lekarz neurolog i psychiatra z Katowic, pierwszy i ostatni po wojnie prezes Śląsko-Zagłębiowskiej Izby Lekarskiej (1945-50). Foto: zbiory Ośrodka Dokumentacji Historycznej ŚIL

Prezesi z mianowania

Okręgowa Izba Lekarska w Sopocie (inaczej: OIL Gdańsko-Pomorska) z tymczasową siedzibą w Bydgoszczy, przeniesioną później do Sopotu, zawiązała się 3 kwietnia 1945 r., realizując tym samym przedwojenne marzenia do oddzielenia się od ówczesnej Izby Poznańsko-Pomorskiej. Pełniącym obowiązki prezesa tej izby został dr Wacław Chrzanowski, którego mianował na to stanowisko dr Teisseyre na polecenie dra Franciszka Litwina, późniejszego ministra zdrowia, którego był pełnomocnikiem.

To pokazuje, jak wyglądało reaktywowanie izb po wojnie. Zamiast demokratycznych wyborów – mianowanie. O izbach nie decydowali więc działacze samorządu, ale lekarze z nadania ówczesnej władzy. Dr Chrzanowski w zachowanym z tych czasów sprawozdaniu pisze tak: „Swoją działalność izby uzgodniły całkowicie z przedstawicielami czynników administracji państwowej w osobach lekarzy powiatowych. Celem uproszczenia czynności w obecnej fazie organizowania sanitariatu na tutejszym terenie staram się delegatami izb mianować lekarzy powiatowych”.

W post scriptum prezes napisał, że w związku z tym, że zamówiona urzędowa pieczęć izby lekarskiej, zaakceptowana przez służby bezpieczeństwa, będzie gotowa za siedem dni, sprawozdanie wychodzi bez pieczęci. Izba na polecenie pełnomocnika, tego samego, który mianował prezesa izby, zajęła się lekarzami repatriantami zza Buga, których rozmieszczała w powiatowych placówkach służby zdrowia.

Do „zagospodarowania” miała też lekarzy niemieckich, którzy mieli pełnić swoje funkcje do czasu sprowadzenia na te tereny polskich medyków. W swoich sprawozdaniach kierowanych do władz doktor Chrzanowski cały czas zaznaczał ofiarność lekarzy, którzy leczyli w bardzo trudnych warunkach i często bez wynagrodzenia. Dzięki zachowanym sprawozdaniom można dowiedzieć się, jak wyglądało tworzenie się tej izby po wojnie.

Okręgowa Izba Lekarska we Wrocławiu nie miała tyle szczęścia. Z lat 1945-46 nie zachowały się sprawozdania ani inne dokumenty archiwalne. Wiadomo jednak, że powstała 23 października 1945 r, a jej pierwszym prezesem mianowano Wilhelma Knappe.

Powołując się na opracowanie historyczne J. B. Kosa, można dostrzec specyfikę osiedleńczą Dolnego Śląska i tamtejszej izby: „Na terenie tutejszej izby osiedlili się repatrianci i reemigranci, którzy często wskutek wypadków wojennych nie posiadali potrzebnych dokumentów do rejestracji oraz lekarze, którzy nie mieli nostryfikacji dyplomów. Z uwagi na katastrofalny brak lekarzy na tym terenie izba traktowała rejestracje liberalnie. Wykorzystując to, wiele osób chciało przeniknąć do środowiska i zajmować się leczeniem, nie będąc lekarzami. Izba jednak wykazała w tym względzie wielką czujność i udało się jej demaskować tego rodzaju oszustów”.

Będzie demokratycznie

Z praktyką rządzących dotyczącą odgórnego obsadzania stanowisk we władzach samorządowych w sprytny sposób poradziła sobie Okręgowa Izba Lekarska w Lublinie, która została reaktywowana 27 lipca 1945 r. i od początku wykazywała się prężną działalnością. Jej przewodniczącym komisarycznym, mianowanym z ramienia rządu, został dr Witold Klepacki.

Przedwojenny prezes tej izby, dr Wacław Dróżdż, zginął w Auschwitz. Jak pisał w swoim sprawozdaniu Witold Klepacki, OIL w Lublinie przez cały okres okupacji była stacją informacyjną i finansową dla lekarzy spoza woj. lubelskiego, w tym dla Żydów, uciekinierów ze zniszczonej po powstaniu warszawskim Warszawy oraz lekarzy z Wołynia i Małopolski.

Izba, uzyskując szybko niezależność finansową, skupiła się w tym czasie na szeroko rozumianej pomocy lekarzom, także tym w podeszłym wieku, i rodzinom tych, którzy wojny nie przeżyli. Wyposażała przychodnie i szpitale w sprzęt i materiały opatrunkowe. Chciała zerwać z zasadą mianowania i przywrócić demokratyczne zasady wyboru władz w izbie.

Dlatego Witold Klepacki zrzekł się funkcji kierownika komisarycznego izby, proponując na prezesa swojego zastępcę dra Jana Modrzewskiego, przedwojennego działacza tej izby. Uważał, że prawnie jest to uzasadnione, gdyż Rada Izby, która powoływała Zarząd w 1939 r., nie straciła uprawnień. Dzięki temu można było przeprowadzić demokratyczne wybory, w których jednomyślnie na prezesa wybrano Witolda Klepackiego, jednak nie był już komisarzem vel prezesem nominowanym, ale demokratycznie wybranym przez samorząd lekarski.

Dziennik Urzędowy Izb Lekarskich, wydawany przez NIL (Warszawa, 1 czerwca 1938 r., Nr 6). Na fotografii część sprawozdania Zarządu Śląskiej Okręgowej Izby Lekarskiej za rok 1937 – Preliminarz Budżetowy na rok 1938. Foto: zbiory Ośrodka Dokumentacji Historycznej Śląskiej Izby Lekarskiej

Sprawa volksdeutschów

Okręgowa Izba Lekarska w Katowicach w oficjalnych dokumentach występowała jako OIL Śląsko-Dąbrowska. Wznowiła działalność 2 lutego 1945 r. wraz z dniem nominacji Edwarda Hankego na komisarza izby. Po jego rezygnacji prezesem został Kornel Michejda, a po jego wyjeździe do Gdańska – dr Kazimierz Golonka.

Niedługo potem przeprowadzono rejestrację lekarzy, zabezpieczono sprzęt w gabinetach poniemieckich i utworzono ekspozyturę w Bytomiu, którą kierował dr Presser, nadzorujący planowe osiedlanie się lekarzy na terenach przyłączonych. Działania te były podejmowane pod auspicjami pełnomocnika rządu gen. Zawadzkiego, upoważniającego izbę do przesiedlania lekarzy i nakazującego zamknięcie Katowic przed ich dalszym napływem.

Utworzono Tymczasową Radę Izby i rozszerzono jej działalność na Zagłębie Dąbrowskie, które dotąd należało do Izby Krakowskiej. Na pierwszy plan wyłaniały się w tym czasie sprawy narodowościowe, szczególnie chodziło o lekarzy, którzy podpisali volkslistę. Uwarunkowania historyczne i specyfika Śląska sprawiły, że miały one szczególne znaczenie dla tego regionu. Przed wojną zamieszkiwało tu i praktykowało wielu lekarzy pochodzenia niemieckiego. Izba podjęła się ich rozliczenia z przeszłością okupacyjną.

Ze sprawozdań, które zachowały się z tego czasu, wynika, że lekarze niemieckiej narodowości, żyjący na Śląsku od pokoleń, zachowywali się w czasie wojny poprawnie, natomiast niemieccy lekarze sprowadzeni z Rzeszy okazali się fanatykami i reprezentowali bardzo niski poziom, jeśli chodzi o umiejętności zawodowe. Natomiast większość lekarzy volksdeutschów maskowała się i potajemnie trzymała z Polską. Izba potraktowała więc ich stosunkowo łagodnie, zapewniając w sprawozdaniach do pełnomocnika rządu, że bierze na siebie dzieło spolszczenia stanu lekarskiego.

Okręgowe izby lekarskie różnie rozwiązywały te problemy. Na Śląsku i Pomorzu łatwiej oni otrzymywali obywatelstwo polskie na podstawie decyzji rehabilitacyjnych. Na terenie byłej Generalnej Guberni, gdzie podpisanie volkslisty było traktowane jak zdrada, obowiązywało zalecenie Naczelnej Izby Lekarskiej, aby sprawę każdego lekarza rozpatrywać indywidualnie, nawet jeśli został oficjalnie zrehabilitowany. NIL zalecała także, aby w zależności od ciężkości występków obarczyć ich karami pieniężnymi, które miały otrzymać wdowy i sieroty po lekarzach, którzy zginęli z rąk okupanta.

Jan Modrzewski, chirurg, przedwojenny działacz Lubelskiej Izby Lekarskiej. Foto: www.audiovis.nac.gov.pl ze zbiorów NAC (Ludwik Hartwig/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny – archiwum ilustracji)

Bez przebaczenia

Problem lekarzy volksdeutschów pojawił się także w Wielkopolsce i w izbie łódzkiej, która potraktowała ich najsurowiej. Łódzka Izba Lekarska wznowiła działalność po wojnie 28 stycznia 1945 r., a Ministerstwo Zdrowia mianowało na jej prezesa dra Antoniego Tomaszewskiego, co wzbudziło niezadowolenie działaczy.

Aby wybrnąć z tej kłopotliwej sytuacji, przelał on swoje kompetencje Komisarza na Tymczasowy Zarząd Izby Lekarskiej, wybrany przez Walne Zgromadzenie. „Wobec powyższego uważam, że Sąd Dyscyplinarny pełniący swoje zadania przy Izbie Lekarskiej w Łodzi jest prawomocny i może dalej prowadzić swoje czynności” – tak napisał w sprawozdaniu dr Tomaszewski.

To było bardzo ważne posunięcie z jego strony, ponieważ przywracało reguły demokratyczne w łódzkiej izbie, umożliwiło także prawne obejście sytuacji po mianowaniu przez władze komisarzy vel prezesów, z którego mogły skorzystać także inne izby. Stan prawny po wojnie nie pozwalał na wznowienie pracy sądów lekarskich, a w Łodzi w ten właśnie sposób rozwiązano problem rozliczenia lekarzy volksdeutschów, podejmując w ich sprawie restrykcyjną uchwałę z dnia 25 kwietnia 1945 r.

Oto jej treść: „Bezwzględnie potępiamy tych wszystkich Polaków lekarzy, którzy w czasie okupacji przyjęli volkslistę lub zgłosili inną narodowość dla celów i zysków osobistych. Zgromadzenie potępiło ich jako zdrajców i skreśliło z listy członków izby. Wobec dokonanych przez okupanta okrucieństw uchwała ta zmusza lekarzy Polaków do oczyszczenia środowiska z volksdeutschów”.

Łódzka izba wykazała się także odwagą, aktywnością i samodzielnością w innych sprawach. W czasie organizowania w Łodzi Szkoły Młodszych Oficerów Służby Zdrowia ostro zaprotestowała przeciwko kształceniu w niej felczerów. Protest poparł Wydział Lekarski Uniwersytetu Łódzkiego i Naczelna Izba Lekarska. Mimo to szkołę uruchomiono i dobrze wyposażono.

Ta samodzielność inicjatyw i wszechstronność nie spodobała się władzy i stała się powodem niechęci wobec samorządu lekarskiego. To były kolejne sygnały, że komunistycznej władzy nie jest z samorządem lekarskim po drodze.

Lucyna Krysiak