Spór wokół zlikwidowanych delegatur WIL daleki od rozwiązania
– Nie można wyłączać mikrofonu lekarzowi, nawet jeżeli się z nim nie zgadza. Takich rzeczy się nie robi w samorządzie – mówi Paweł Jarus, lekarz dentysta, w rozmowie z Piotrem Kościelniakiem.

ORL w Poznaniu przyjęła uchwałę ws. zmiany regionów delegatur. Zlikwidowana delegatura w Lesznie jest teraz przypisana do Kościana. A zlikwidowana delegatura w Kaliszu – do Ostrowa Wielkopolskiego. Satysfakcjonuje to Pana?
W żaden sposób. Tym bardziej, że pierwszy podział na delegatury na terenie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej przeprowadzono uwzględniając priorytetowe ośrodki w danym regionie. Na początku istniała delegatura kalisko-ostrowska, obejmująca cały obszar południowej Wielkopolski w tym Ostrów Wlkp. Później Ostrów Wlkp. postanowił oddzielić się od Kalisza i podjęto decyzję o utworzeniu delegatur kaliskiej i ostrowsko – krotoszyńskiej.
Obszar delegatury kaliskiej to około 1300 lekarzy i lekarzy dentystów pracujących na tym terenie. Dołączanie ich wszystkich do Ostrowa mija się z celem. Tym bardziej, że przecież Kalisz ma swoje bogate tradycje lekarskie. Kaliskie Towarzystwo Lekarskie zostało założone w 1877 roku. W mieście funkcjonuje Wojewódzki Szpital Zespolony. Kalisz jest miastem o bogatszej ofercie szkolnictwa wyższego, jak i edukacji medycznej np. powołano Wydział Lekarski który kształci lekarzy medycyny ogólnej. Przyłączanie nas do Ostrowa Wielkopolskiego nie przystaje do możliwości i ambicji Kalisza – delegatura kaliska była ich częściowym uhonorowaniem.
Z informacji, jakie do mnie docierają wynika, że wielu lekarzy i lekarzy dentystów z całego regionu Wielkopolskiej Izby Lekarskiej nie popiera decyzji o likwidacji delegatur w Kaliszu i Lesznie. Zastanawiają się, gdzie się chcą znaleźć i jaki efekt chciały osiągnąć nowe władze likwidując dwie kluczowe regionalne delegatury i czym naprawdę podyktowana była ta decyzja przeprowadzona bez żadnej wcześniejszej merytorycznej dyskusji z delegatami. Polemika na ten temat ciągle się toczy i bardzo jednoczy przeciwników takich metod działania.
Wiem, że skasowane delegatury starają się zmienić izbę, a później usamodzielnić. Co się dzieje w tej sprawie?
Mieliśmy nadzieję, że istnieje możliwość utworzenia własnej izby przez ruch oddolny. Okazało się to trudne. Ale jest inna droga do utworzenia własnej izby. Chcemy przenieść nasze delegatury do innej okręgowej izby lekarskiej, a następnie – po uzyskaniu zgody tej izby – wystąpić o utworzenie nowej, własnej. Wystąpiliśmy z wnioskiem o przyłączenie dotychczasowych terenów naszych delegatur – leszczyńskiej i kaliskiej – do obszaru Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Sprawa jest w toku.
Przypomnijmy jak i dlaczego doszło do likwidacji delegatury kaliskiej.
Z formalnego punktu widzenia uchwała Okręgowego Zjazdu Lekarzy WIL zniosła delegatury, w których liczba wybranych delegatów jest mniejsza niż połowa liczby przysługujących mandatów. Ale według mojej wiedzy cała akcja z delegaturami była przygotowywana od dłuższego czasu. Wskazuje na to po m.in. termin wyboru delegatów na Okręgowy Zjazd Lekarski. W Kaliszu został ustalony na najbardziej trudny, letni okres podczas weekendu sierpniowego, kiedy wiadomo, że frekwencja jest niższa. Mimo to udało się nam zebrać wymagane głosy, lecz niektóre zostały unieważnione. Dlaczego? Nie wiem. Może brakowało jakiegoś podpisu? Nie podano nam takiej informacji.
Następnym naszym krokiem była walka o wyznaczenie drugiego terminu. Mimo dwukrotnego wystąpienia do komisji wyborczej w Poznaniu z prośbą o ustalenie nowego terminu, ciągle odsyłano nam pisma, z których nie wynikało jakie błędy popełniliśmy przy składaniu tego wniosku i co powinniśmy zrobić, aby prawidłowo przeprowadzić drugą turę wyborów. Ewentualnie wskazywano błędy niezgodne z regulaminami i co ciekawe pomimo usunięcia wskazanych błędów w pierwszym wniosku, po złożeniu kolejnego, już bez zarzuconych nam błędów, pojawiły się nowe uwagi. Skończyło się na tym, że odmówiono nam drugiego terminu wyborów i w związku z tym delegaci lekarze dentyści z okręgu delegatury kaliskiej, nie zostali wybrani, co było argumentem dla likwidacji delegatury kaliskiej.
Zarzuca się wam brak aktywności w samorządzie…
To nieprawdziwy zarzut – koledzy lekarze dentyści z delegatury kaliskiej byli członkami sądów lekarskich, jeden był szefem komisji stomatologicznej, jeden lekarz Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, ja – zastępcą Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Szef Komisji Stomatologicznej starał się także integrować środowisko organizując w ciągu roku kilka szkoleń dla lekarzy dentystów. Na to przeznaczana była niewielka dotacja z izby oraz wpłaty z firm sponsorujących wydarzenie. W każdym takim szkoleniu uczestniczyło ok. 100-150 lekarzy.
… i niegospodarność
Z informacji, które uzyskaliśmy od szefa delegatury kaliskiej, budżet nigdy nie był realizowany w 100 procentach. Chyba w tym roku był w najwyższy, bo sięgnął 99 proc. Pozostałe środki, które zostawały, były oddawane do Poznania. Nie było żadnej kontroli, żadnych wątpliwości, żadnego audytu. Chcę to podkreślić: każdy wydatek z delegatury kaliskiej był kontrolowany przez Wielkopolską Izbę Lekarską i musiał być akceptowany przez skarbnika. Czyli nie było mowy o wydawaniu pieniędzy na rzeczy, które są niezwiązane z działalnością delegatury kaliskiej.
Czy kiedykolwiek wcześniej zdarzyło się likwidowanie delegatur z powodu wyniku wyborczego?
Nie słyszałem o takim przypadku. Muszę to powiedzieć: wszystkie te argumenty, które przekazuje pan prezes, są niezgodne z prawdą, ponieważ niegospodarności nie było, były szkolenia, była bardzo duża aktywność delegatów. Wszyscy uczestniczyliśmy w życiu izby lekarskiej z pełnym zaangażowaniem. Żeby było to jasne – nie pobieraliśmy za to jakichś niebotycznych sum: ja sam, jako zastępca rzecznika, dostawałem ok. 500 zł za zakończoną sprawę, która wiązała się z przesłuchiwaniem lekarza, świadków i ewentualnym udziałem w posiedzeniu sądu lekarskiego, gdy pacjent odwoływał się od decyzji Rzecznika. Część lekarzy nie pobierała żadnych wynagrodzeń.
Czy widzi Pan jakąś drogę do porozumienia?
Żal, który pozostał, jest bardzo głęboki. Zostaliśmy bez powodu obrzuceni błotem w piśmie pana prezesa i to się rozeszło po całej delegaturze. Teraz nasi koledzy mogą myśleć, że działaliśmy dla prywatnego interesu, że byliśmy niegospodarni i nieuczciwi, że działaliśmy niezgodnie z zasadami izby. Ja teraz nie jestem delegatem, byłem w poprzedniej kadencji, a właściwie od 1989 roku non stop na wszystkich zjazdach. Muszę powiedzieć, że nigdy nie spotkaliśmy się z takim traktowaniem. Uważam, że zachowanie niektórych kolegów na zjeździe uwłacza godności lekarza. Nie można lekarzowi, nawet jeżeli się z nim nie zgadza, wyłączyć mikrofonu czy odebrać bezpodstawnie głosu. Tak nie postępuje się w samorządzie. Samorząd jest po to, żebyśmy się wzajemnie wspierali, pomagali, a nie wytaczali przeciwko sobie dział mimo różnicy poglądów.
Chcielibyśmy, aby Pan Prezes przeprosił wszystkich delegatów za słowa których użył w piśmie skierowanym do lekarzy delegatur w Kaliszu i Lesznie, które przelały czarę goryczy i były – delikatnie mówiąc – nieprawdziwe. Ponadto chcielibyśmy móc sami decydować o sobie i tworzyć izbę, której głównym hasłem jest wzajemny szacunek, zrozumienie, współpraca i empatia. Utrata zaufania do nowych władz izby lekarskiej w Poznaniu zmusiła nas do działania, bo chcemy być w strukturach izby, która nas szanuje, rozmawia z nami i współpracuje, a nie deprecjonuje nasze działania.