Testy wielogenowe zmieniają onkologię. „Czas odjąć, a nie dokładać terapii”
Nowoczesna diagnostyka jest kluczowa dla skuteczności terapii onkologicznych, ale jej wykorzystanie wymaga istotnych zmian organizacyjnych – mówiła Anna Kupiecka prezes Fundacji OnkoCafe i wiceprezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej podczas panelu „Polityka zdrowotna państwa: innowacje, priorytety, wyzwania i potrzeby” na Szczycie Zdrowie 2026.

Kupiecka przypomniała, że w wielu krajach testy wielogenowe są standardem leczenia raka piersi: refundowanym, powszechnie stosowanym i pozwalającym precyzyjnie określić, które pacjentki mogą bezpiecznie uniknąć chemioterapii. – Polskie pacjentki do tej pory nie wiedziały, że istnieje narzędzie, które może uchronić je przed chemioterapią. A przecież wszyscy wiemy, jak trudne jest to leczenie – mówiła.
Szansa na leczenie bez chemioterapii
Anna Kupiecka wskazała także, że rozwój diagnostyki molekularnej umożliwia bardziej świadome i racjonalne decyzje terapeutyczne. Testy wielogenowe uzupełniają standardową ocenę kliniczną i wspierają personalizację leczenia, odpowiadając zarówno na potrzeby pacjentek, jak i wyzwania systemowe. Kupiecka zwróciła uwagę, że w onkologii zwykle mówi się o dokładaniu kolejnych terapii. Tymczasem testy wielogenowe pozwalają na coś odwrotnego. – Pojawia się możliwość, by coś odjąć i to w sposób bezpieczny, oparty na faktach i wieloletnich badaniach. To nie tylko mniejsze obciążenie dla pacjentki, ale też realna oszczędność dla systemu – wyjaśniła.
Brak konieczności podania chemioterapii oznacza nie tylko uniknięcie działań niepożądanych, lecz także odciążenie placówek: mniej podań, mniej zajętych łóżek, mniejsze obciążenie personelu. W sytuacji, gdy onkologia mierzy się z kolejkami i niedoborami kadrowymi, ma to wymiar systemowy.
– Dla pacjentek najcenniejsze są korzyści zdrowotne, ale system również zyskuje. Mówimy o oszczędnościach policzalnych i tych trudniej mierzalnych: szybszym powrocie do pracy, braku zwolnień, braku rent, możliwości pełnienia ról społecznych – wyliczała.
Kupiecka przypomniała, że sama jest 15 lat po chemioterapii i nadal odczuwa jej skutki. Podobnie bohaterki kampanii „Jakie leczenie? Wynik ma znaczenie”, która zwraca uwagę na rolę diagnostyki jako fundamentu decyzji terapeutycznych.
Rekomendacja AOTMiT
W Polsce powstały już analizy kliniczne i finansowe dotyczące testów wielogenowych. AOTMiT w swojej opinii wskazał, że zasadny jest pilotaż.
– Jeśli nie ma gotowości do pełnej refundacji, zacznijmy od pilotażu. Choć prawdę mówiąc, pilotażem jest już doświadczenie innych krajów. Ale skoro chcemy mieć twarde dane z Polski, zróbmy to – mówiła Kupiecka. Organizacje pacjenckie skierowały do Ministerstwa Zdrowia pismo z prośbą o informację o stanie prac. Jak podkreśliła, temat jest pilny, ale system ochrony zdrowia działa dziś pod dużą presją finansową. – Pacjenci mają świadomość, że budżet nie jest z gumy. Ale jeśli pacjentka słyszy: możesz dostać chemioterapię, ale możesz jej nie dostać, a efekt leczenia będzie taki sam lub lepszy, to trudno się dziwić, że mówi jasno: chcę tego rozwiązania – podsumowała.
Ścieżka pacjenta wymaga uporządkowania
Kupiecka zwróciła również uwagę na konieczność zmian organizacyjnych w onkologii. – Patrząc szerzej, parasolowo, uważam, że kluczowe są dalsze zmiany w organizacji opieki onkologicznej. Chodzi o właściwe zaprojektowanie całej ścieżki pacjenta — od momentu podejrzenia nowotworu, przez diagnostykę wstępną i pogłębioną, aż po konsylium i rozpoczęcie leczenia – mówiła.
Podkreśliła, że wiele problemów i kosztów pojawiających się na etapie leczenia wynika z nieprawidłowości na wcześniejszych etapach diagnostycznych. – Diagnostyka bywa wykonywana nie w takim zakresie, w jakim powinna. Dotyczy to choćby patomorfologii czy immunohistochemii, które w przypadku nowotworów ginekologicznych powinny być wykonane bardzo wcześnie. Jeśli tak się nie dzieje, uruchamia to całą kaskadę konsekwencji klinicznych – wyjaśniała.
Podobnie jest w przypadku raka piersi. Opóźnienia diagnostyczne, błądzenie pacjentek między placówkami czy korzystanie z wizyt prywatnych opóźniają wejście do systemu i wystawienie karty DiLO.
– Karta powinna być wystawiona przez pierwszego lekarza, który widzi pacjenta z podejrzeniem nowotworu. Jeśli to nie nastąpi, konsekwencje mogą być naprawdę poważne – zaznaczyła.