Jesteśmy optymistami. Protest głodowy podziałał jak zapalnik

Z Janem Czarneckim, lekarzem z Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, koordynatorem akcji redukcji czasu pracy poprzez wypowiadanie klauzuli opt-out, rozmawia Lucyna Krysiak.

Foto: archiwum prywatne

Dlaczego rezydenci protestują akurat poprzez wypowiadanie umów opt-out?

To nie jest protest, tak jak to było w przypadku marszy protestacyjnych czy głodówek rezydentów. Jest to redukcja czasu pracy do godzin, które zgodnie z kodeksem pracy lekarz powinien przepracować.

W ramach umowy o pracę pracuje od godz. 8.00 do 15.35, przypisane mu jest dodatkowo 25 minut dziennie na dokształcanie. Dotychczas te dodatkowe 25 minut przeznaczał na przemieszczanie się do drugiego i trzeciego miejsca pracy.

Praca w dotychczasowym systemie na kilku etatach wyniszcza, ogranicza rozwój zawodowy lekarza i to musi się zmienić. My tylko podnieśliśmy dywan i pokazaliśmy, co było pod niego zamiatane przez ostatnie 20 lat, a to, co się dzieje, jest tego skutkiem.

Ale lekarz to nie urzędnik, który pracuje odtąd dotąd, jego zawód to misja.

To prawda. Obecnie jednak medycyna jest na takim poziomie rozwoju technologicznego i podziału na wąskie specjalizacje, które wymagają od lekarza wiedzy, umiejętności i ustawicznego kształcenia. Tylko wtedy jest w stanie zapewnić pacjentowi leczenie zgodne z zasadami najnowszej sztuki lekarskiej i opiekę na odpowiednim poziomie, a sobie warunki, które pozwolą mu dobrze wykonywać te zadania.

Lekarz przemęczony i sfrustrowany pogonią za dodatkowym wynagrodzeniem nie będzie ani profesjonalistą, ani Judymem. Nie ma co ukrywać, że głównym celem naszych działań jest zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia, bo w tym zawiera się praktycznie wszystko – nowoczesny sprzęt, leczenie na odpowiednim poziomie, wynagrodzenia, ale równie istotny jest sposób podziału tych pieniędzy i dysponowania czasem lekarza.

Gdyby wzorem modelu niemieckiego wprowadzono do systemu sekretarki medyczne, lekarz byłby odciążony od tej całej papierologii, co skróciłoby kolejki i przyspieszyło okres oczekiwania na wyniki badań, które obecnie lekarz sam musi segregować.

Jakie są nastroje wśród lekarzy wypowiadających umowy w ramach klauzuli opt-out?

Mimo że nie doszło do porozumienia z władzami, jesteśmy optymistami i wierzymy, że ktoś wreszcie nas wysłucha, pochyli się nie tylko nad sytuacją, w jakiej znaleźli się lekarze, ale nad dramatyczną sytuacją całej ochrony zdrowia. Natomiast generalnie środowisko lekarskie jest sceptyczne, niełatwo je ruszyć.

To są zaszłości minionych 20 lat – ciągłych porażek, nietrafionych decyzji reformujących system, prowizorycznego łatania dziur w systemie, rozczarowań. Kiedy jednak zobaczą cel – nawet jeśli na razie jest on abstrakcyjny, ale za 10 lat będzie realny – dadzą się przekonać do naszych racji. To, co mamy, to skutek masowego wyjeżdżania lekarzy za granicę, braku rozwiązań, aby ich zatrzymać i wielu innych wcześniej popełnionych błędów.

Mamy nowego ministra zdrowia. Czy jest możliwy konsensus?

Nowy minister zdrowia przejmuje resort w określonym miejscu i czasie, na pewno ma doskonałe rozeznanie sytuacji. Liczymy na rozmowy, liczymy na zrozumienie i mam w sobie głębokie przekonanie, że coś dobrego z nich wyniknie.

Czy może być gorzej niż jest?

Myślę, że nie. Wypowiadanie klauzuli opt-out uświadomiło lekarzom, jak daleko sprawy zaszły. Protest głodowy podziałał jak zapalnik, wyzwolił temat i dodał wiary, że należy i można coś zmienić. W wielu placówkach w Polsce lekarze nie tylko wypowiadają klauzulę opt-out, ale zwalniają się z pracy, ponieważ coraz trudniej im pracować w takich warunkach, co prowadzi do konfliktów z dyrektorami.

Coś pękło, mówi się w środowisku, że dziś ochrona zdrowia dzieli się na tę przed głodówką i po głodówce, co w praktyce oznacza przebudzenie. Działalność związkowa polega m.in. na uświadamianiu, ale nie namawianiu do podejmowania decyzji, jednak jeżdżąc po szpitalach i wyjaśniając lekarzom znaczenie redukcji czasu pracy, zauważyłem, że z satysfakcją wypowiadają klauzulę opt-out. Dotąd nie mieli odwagi tego zrobić.

Jednak to oznacza utrudnienia dla pacjentów. Lekarze mają ich poparcie, ale zamyka się oddziały, odsyła chorych, co będzie, jeśli je stracą?

Stany zagrożenia życia będą zawsze przyjmowane, a to tylko potwierdzi, jak bardzo dramatyczna jest sytuacja i że należy ją jak najszybciej rozwiązać.


Więcej o proteście lekarzy prowadzonym pod hasłami „Stawiamy na jakość” i „1lekarz1etat” piszemy tutaj.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.