Sądny dzień Sylwester, czyli spory z lekarzami

Tu i ówdzie słyszę, że takiego bałaganu w ochronie zdrowia jeszcze nie było. Rzecz względna i praktycznie niemierzalna. Jedno jest pewne: bałagan to jedna z najtrwalszych cech systemu, który od zarania jest jedną wielką prowizorką. Do jego eskalacji dochodzi zazwyczaj w Sylwestra. Nieprzypadkowo.

Foto: Marta Jakubiak

Z początkiem nowego roku władza podpiera chwiejącą się opiekę zdrowotną jakąś kolejną, naprędce skleconą protezą albo zaczynają obowiązywać ważne i dawno zapowiadane przepisy, o których urzędnicy beztrosko zapomnieli.

Pamiętacie Państwo ostatni dzień 1998 r.? Nazajutrz wchodziła w życie jedna ze sztandarowych reform Buzka. Z kasami chorych i pieniądzem, który miał iść za pacjentem. Szykowały się ogromne zmiany, a nikt do końca nie wiedział, jak to wszystko ma wyglądać. Mimo że Nowy Rok szczęśliwie przypadł w piątek, w poniedziałek 4 stycznia w poradniach i szpitalach zastanawiano się, czy bezpłatnie mogą być przyjmowani wszyscy pacjenci, czy też wyłącznie posiadający książeczki RUM.

A koniec 2005 r. i słynne kamasze wicepremiera Dorna pamiętacie? To wtedy po raz pierwszy głośno odezwało się Porozumienie Zielonogórskie. To wtedy Ewa Kopacz zapowiadała przed kamerami: „My jako przedstawiciele Platformy Obywatelskiej będziemy ten rząd, tego premiera rozliczać za każdego pacjenta, do którego nie dojechało pogotowie, za każdego pacjenta, któremu stała się krzywda tylko dlatego, że przedstawicielom tego rządu zabrakło wyobraźni”.

A Sylwester 2007 i gorączkowe negocjacje z lekarzami szpitalnymi, którzy – wtedy jeszcze solidarni, wołający jednym głosem – gotowi byli odejść z pracy, gdyby nie wprowadzono znaczących podwyżek? W tej mocno wybiórczej wyliczance nie może zabraknąć końcówki roku 2011, czyli protestu pieczątkowego i nieudolnie przepychanej przez wówczas świeżo mianowanego ministra Arłukowicza nowej ustawy refundacyjnej.

Chaos w aptekach i gabinetach, okłamywanie pacjentów i straszenie lekarzy karami. Tak to zapamiętałem. Ostatni Sylwester to kolejna odsłona z długich dziejów bałaganu w ochronie zdrowia. I znów – przynajmniej w mediach – gorąco, nerwowo i groźnie. I jak zwykle dzielny w oczach mainstreamu minister zdrowia, który ani myślał ugiąć się przed szantażystami w białych fartuchach, gotowych – dla kasy – zamknąć drzwi gabinetów przed pacjentami.

Szantażystów w mediach głównego nurtu nie dostrzegłem (czy prezentowanie zdania jednej strony to jeszcze dziennikarstwo?). Były za to kamasze. Inne niż za Dorna. Droższe i mniej wygodne. Jednym wymachiwał minister Arłukowicz, grożąc koniecznością zakładania praktyki od nowa w przypadku nieprzedłużenia umowy. Drugim kolejny urzędnik rządzącej koalicji – zakamuflowana pod postacią rzecznika praw pacjenta, Krystyna Kozłowska, strasząc półmilionowymi karami za nieudostępnienie dokumentacji medycznej.

Sylwestrowe napięcie przeniosło się na początek roku, bo część szantażystów zaraziła się od bohaterskiego ministra nieugiętością. W TVP Info siwiuteńki pan doktor z południa Polski opowiadał, jak w jego szpitalu realizowany jest plan B, czyli przekształcanie SOR-ów i izb przyjęć w poradnie rejonowe. Mogliśmy dowiedzieć się, że kiedy dwóch kolegów na dole załatwia katary, wypisuje leki i zwolnienia, pozostała na górze dwójka zajmuje się chorymi z oddziału internistycznego. I tak na zmianę.

Ileż ciężkiego strachu musiało wypełnić dolne części garderoby pana ministra, skoro sięgnął po iście frontowy sposób zapewnienia podstawowej opieki lekarskiej? O ile w całej Polsce zwiększy się liczba zgłaszających się do szpitala zamiast do poradni rejonowej? Ile i kogo to będzie kosztowało?

Pytam, bo na Miodowej nie lubią pytać. Wolą oznajmiać. Od początku ubiegłego roku trąbi się o szybkiej ścieżce diagnostyki i leczenia nowotworów, bo to dobrze brzmi propagandowo, ale nie pyta się, czyim kosztem? Bo bez istotnej poprawy finansowania i przemyślanych zmian organizacyjnych, a tak właśnie pakiet onkologiczny jest wprowadzany, wielu ciężko chorych zostanie wypchniętych na koniec kolejki.

W czym gorszy jest pacjent z niewydolnością krążenia od tego z rakiem prostaty? Co na to konstytucjonaliści? Te i inne pytania będą powracać i choć pierwszy pożar udało się ugasić, a kamasze wróciły do szafy, kolejny Sylwester, przypadający niedługo po wyborach parlamentarnych, może w ochronie zdrowia być jeszcze bardziej gorący niż miniony.

Sławomir Badurek
Diabetolog, publicysta medyczny

Felieton ukazał się w „Gazecie Lekarskiej” nr 2/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.