Dajmy szansę dietetykom

Zgodnie z zapowiedziami Ministra Zdrowia, w skład zespołu profesjonalistów podstawowej opieki zdrowotnej będzie mógł wejść dietetyk. Wprawdzie określenie „będzie mógł wejść” budzi niepokój, a do stycznia 2018 r., kiedy zmiany mają zostać wdrożone, jeszcze daleko, prawdopodobne pojawienie się specjalistów od żywienia w POZ bardzo mnie cieszy.

Foto: pixabay.com / CC0

Po pierwsze, gołym okiem widać, że grubiejemy. Nie pocieszajmy się, że Michelle Obama waży już 116 kilo i ciągle przybiera, bo u nas nadwaga i otyłość to obecnie problem co drugiego dorosłego i niemal co trzeciego nastolatka.

Zwraca uwagę ogromna dynamika zmian na gorsze, szczególnie wśród dzieci. Dzieci i młodzieży z nadwagą i otyłością mamy dziś ponad trzykrotnie więcej niż pokolenie wcześniej, a odsetek 11-latków z nadwagą jest w Polsce najwyższy na świecie! Łatwo przewidzieć, z wysypem których chorób będziemy mieli do czynienia w perspektywie najbliższych dziesięcioleci.

Warto coś z tym tłustym fantem zrobić, bo budżet ochrony zdrowia może pęknąć od rosnących kosztów leczenia chorób przewlekłych, będących skutkiem otyłości.

Drugi powód mojego zadowolenia ze współpracy dietetyków z lekarzami rodzinnymi wiąże się z jakością udzielanych porad żywieniowych w różnego rodzaju mediach. Z jednej strony ma się wrażenie nieustannie padającego deszczu wiedzy. Wielką popularnością cieszą się telewizyjne show, takie jak „Ugotowani”, „Kuchenne rewolucje”, „Piekielna kuchnia” czy „MasterChef”.

Księgarnie pełne są bestsellerów na temat tej jedynej, najlepszej i oczywiście najskuteczniejszej w odchudzaniu diety. Na stoisku prasowym w dowolnym supermarkecie można znaleźć przynajmniej kilka tytułów traktujących o odżywianiu i gotowaniu. W internecie roi się od witryn, blogów i wideoblogów na temat, co powinno się jeść i jak to przyrządzać. Niestety i w tym przypadku jakość nie idzie w parze z ilością.

Udawać specjalistę od dietetyki może zaś każdy, wszak dzielenie się refleksjami na temat dań, ich składników oraz wpływu tego, co jemy, na nasze zdrowie wydaje się niezwykle proste.

I jest proste, o ile tylko nie zawraca się sobie głowy specjalistycznymi studiami z solidną podbudową z zakresu biochemii, fizjologii człowieka i kliniki najważniejszych chorób. Nic dziwnego, że nie trzeba długo szukać w sieci, by natknąć się na współczesne szeptuchy, które zamiast czarów i ziół używają bitów i bajtów. I niech nikogo nie zwiedzie aparycja udzielających rad tudzież atrakcyjność witryn.

Liczy się stężenie zabobonu w przekazie. Na przykład żona naszego sławnego piłkarza i celebrytka wzięła się za instruowanie matek karmiących, czego nie powinny jeść. „Warzywa krzyżowe: kalafior, brokuły, brukselka oraz cebula, czosnek, kapusta, fasola, groch – są to produkty powodujące wzdęcia i kolki” – przekonywała. Tymczasem ani one wszystkie krzyżowe, ani szkodliwe dla dziecka, bo dieta matki ma bardzo ograniczony wpływ na skład jej pokarmu. Tego typu zakazów sformułowała zresztą pani piłkarzowa całe mnóstwo.

Mamy, które posłuchały, nie jedzą teraz m.in. „truskawek, cytrusów i owoców egzotycznych”, suszonych owoców, orzechów, owoców morza, kilku popularnych gatunków ryb, nabiału, mleka od krowy, sushi, grzybów, pomidorów, selerów…

A jeśli akurat nie karmią piersią, niewykluczone, że natknęły się na przepis innej autorki na „mieszankę dla noworodków zastępującą mleko”. Jest przecież taka prosta do przygotowania! Wystarczy pokroić wątróbkę i ugotować, po przestudzeniu zmiksować, dodać pozostałe składniki, takie jak oliwa z oliwek, olej kokosowy i krokoszowy, tran, dekstroza oraz proszek z aceroli. Tylko uwaga! Nie wolno podgrzewać w kuchence mikrofalowej! I jak tu, proszę państwa, nie zgłupieć?

Last but not least, ucieszę z obecności dietetyków w POZ z uwagi na nikłą, najdelikatniej mówiąc (!), wiedzę lekarzy na temat żywienia. A jak nie ma wiedzy, to i nie ma fachowych porad dla pacjentów. Są za to problemy z własnym BMI i szukanie odpowiedzi u internetowych wróżek i wróżów, serwujących kolejne diety cud, czyli będzie cud, jak ktoś schudnie i nie odchoruje.

Jak jednak ma być inaczej, jeśli na temat żywienia człowieka bardzo mało wspomina się na studiach, w czasie stażu i specjalizacji.

Interniści, lekarze rodzinni, pediatrzy, kardiolodzy i diabetolodzy, że wymienię tylko ich, niech odpowiedzą sobie na jedno proste pytanie: kiedy ostatnio uczestniczyli w sesji wykładowej na temat diety podczas zjazdu naukowego ze swojej dziedziny? Dawno? Nigdy? Był jakiś pojedynczy wykład? W mojej ocenie jest szansa, że pojawienie się dietetyków w POZ rozszerzy spektrum odpowiedzi.

Jest jeden wstępny warunek – trzeba postawić na magistrów dietetyki, a nie samozwańczych specjalistów.

Sławomir Badurek
Diabetolog, publicysta medyczny

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2016


Przypominamy: od 1 września recepty na bezpłatne leki dla pacjentów 75+ wystawiają lekarze podstawowej opieki zdrowotnej udzielający świadczeń POZ u danego świadczeniodawcy, pielęgniarki POZ oraz lekarze wypisujący recepty pro auctore i pro familiae. Kliknij tutaj, żeby przeczytać komentarze ekspertów i pobrać pełną listę bezpłatnych leków dla seniorów.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.