Chirurgobusy. I co jeszcze? Medycyna przyszłości pół żartem, pół serio

Przewidywanie tego, co nastąpi w przyszłości, jest niczym wróżenie z fusów. Mimo to pokusiłem się, by wyobraźnią wybiec naprzód, kreując rzeczywistość generowaną przez współcześnie zachodzące zjawiska. Jest rok 2099 i…?

Foto: pixabay.com

Sprzed wszystkich przychodni zniknęli pacjenci i ich bliscy. Już nie ustawiają się w długim ogonku od świtu, by „załapać się” na numerek. Kolejki oczywiście całkowicie nie wyparują, ale rejestracja odbywać się będzie wyłącznie online.

Technokraci przymuszą do tego obywateli, argumentując, że tak jest taniej. W placówkach medycznych regułą będą ruchome chodniki i ruchome schody oraz dostępne zaraz przy wejściu elektryczne hulajnogi i elektryczne wózki.

Wypożyczymy je dzięki czytnikowi linii papilarnych. Hulajnoga dowiezie pod gabinet jak taksówka. Starzenie się społeczeństwa i niedobór pracowników ochrony zdrowia wymusi wprowadzenie takich rozwiązań.

Małe szpitale upadną

Konieczność oszczędności wymusi radykalną optymalizację liczby szpitali. Mówiąc wprost: te małe znikną albo staną się częścią większych podmiotów. Nie da się utrzymać takiej sieci jak obecnie, bo koszty funkcjonowania lecznictwa zamkniętego z dekady na dekadę będą galopowały jak szalone, odległość geograficzna zacznie odgrywać coraz mniejsze znaczenie, a rozbudzone oczekiwania pacjentów popchną decydentów do odważnych działań.

Pod koniec XXI w. z częścią przypadków obecnie uznawanych za ciężkie mobilne zespoły szpitalne poradzą sobie w domu pacjenta. Pojawią się także chirurgobusy. Pal licho z elektroniczną dokumentacją medyczną, to już od dawna będzie dobro powszechne, podobnie jak i to, że z gabinetów znikną długopisy i pieczątki. Po co takie zbędne gadżety, skoro pojawi się obowiązek wprowadzania danych do internetowych chmur? Nie wszystko zrobi lekarz: w placówkach będą superdoskonałe programy do transkrypcji mowy oraz asystenci bez duszy, ale z ogromną wiedzą.

Mechaniczny asystent

Diagnozowanie rozpocznie się już w chwili, gdy pacjent przekroczy drzwi danej placówki: czytniki tęczówki oka wykryją choroby, a znajdujące się przed gabinetem urządzenia zdiagnozują wybrane schorzenia dzięki aplikacjom dokonującym analizy głosu (być może Polacy będą dzierżyć palmę pierwszeństwa w stosowaniu takiej technologii, o czym szerzej piszemy tutaj) czy śliny.

Na wyniki zaczekamy minutę, nie parę godzin czy dni. W wielu miejscach pacjenta powita robot. Ten mechaniczny asystent medyczny zastąpi znaną dziś recepcjonistkę, a w wielu miejscach również asystenta medycznego i pielęgniarkę, bo swobodnie porozumie się z każdym pacjentem nie tylko rozmawiając o pogodzie, ale również udzieli informacji na tematy medyczne.

O tym, że nie jest to wizja szalonego futurysty niech świadczy fakt, że na świecie są hotele obsługiwane przez humanoidalne recepcjonistki, w których klienci nie dostają kluczy do pokoju, a chcąc wejść do środka, muszą skorzystać z systemu rozpoznawania twarzy. Prawdopodobnie pod koniec XXI w. podobnie będzie w placówkach medycznych, a o czymś takim jak dowód osobisty czy eWUŚ starsi panowie opowiedzą studentom na zajęciach z historii.

Elitarny zawód

System kształcenia zmieni się nie do poznania, bo personalizacja leczenia stanie się faktem. Część uczelni obecnie kształcąca przyszłych lekarzy zniknie, bo postęp technologiczny w medycynie wymusi wyposażanie placówek w tak horrendalnie drogie technologie, że studiowanie tego kierunku stanie się jeszcze bardziej elitarne niż dziś.

Elitarność pogłębi się ze względu na fakt, że lekarz przyszłości będzie nie tylko medykiem, ale i świetnie obeznanym fachowcem w zakresie nowoczesnych technologii. Zarobki lekarzy wzrosną, bo zdrowie stanie się największą wartością. Przed medycyną otworzą się nowe możliwości, bo skomplikowane algorytmy z jednej strony pomogą szybciej wykrywać choroby, a z drugiej – skuteczniej prowadzić spersonalizowane terapie.

Możliwości ludzkiego umysłu są niezwykle ograniczone, żaden lekarz nie przejrzy szybko i uważnie milionów zdjęć z prześwietleń, podczas gdy sztuczna inteligencja już teraz błyskawicznie przeczesuje terabajty danych. Dzięki temu zrewolucjonizuje się rozpoznawanie setek rzadko występujących chorób w oparciu np. o analizę proporcji twarzy na zdjęciach (nieśmiałe próby w tym zakresie trwają i to nawet z pewnymi sukcesami).

Stetoskop do lamusa

Dla wielu współczesnych lekarzy zabrzmi to obrazoburczo, ale stetoskop zastąpi coś innego, tak jak inżynierów nie spotyka się dziś z suwakiem logarytmicznym. Funkcje stetoskopu przejmą rozmaite urządzenia, może nawet jedno, za to niezwykle dokładne. Roboty chirurgiczne staną się powszechne, podobnie jak technologia 3D.

Skoro obecnie możliwe jest drukowanie protez, w przyszłości „tworzone” w ten sposób będą wszystkie tkanki i cały układ krwionośny. Hodowanie nowych organów stanie się dobrodziejstwem dla osób niemających obecnie nadziei na długie życie w zdrowiu. Ofiarom katastrof szybko przyszyje się w pełni sprawne kończyny wyhodowane w laboratoriach, pacjent nawet dobierze kształt paznokci, tak by jego „nowa” ręka czy noga nie różniła się niczym od „starej”.

Nowotwory przestaną zabijać, stając się chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Na razie nanotechnologia raczkuje, ale w przyszłości nanomaszyny wnikające do ludzkiego organizmu bez problemu rozpoznają i zniszczą dowolne komórki rakowe, zlikwidują choroby genetyczne, a nawet zdołają wydłużyć życie, skutecznie naprawiając DNA.

Drony dla lekarzy

Pod koniec XXI w. przed ludzkością pojawią się wielkie wyzwania. Światowi zagrozi globalna pandemia grypy i trudno powiedzieć, czy z uwagi na pojawienie się nowych patogenów, czy raczej z powodu bioterroryzmu. Naukowcy będą blisko stworzenia pierwszej skutecznej szczepionki skojarzonej przeciwko wszystkim znanym chorobom zakaźnym, ale nie powiedzie się to.

Na zakończenie mam dla naszych Czytelników dobrą nowinę: w 2099 r. „Gazeta Lekarska” nadal ukazywać się będzie nie tylko w wersji cyfrowej, ale i „tradycyjnej” – papierowej, mimo że technologia produkcji papieru zmieni się niesłychanie. W jaki sposób, nie wiem, skoro od pewnego czasu nawet w naszym kraju produkuje się papier czerpany z – uwaga, to bynajmniej nie żart! – odchodów słoni.

Za kilkadziesiąt lat ryza papieru przestanie mieć cokolwiek wspólnego ze ścinaniem drzew, a każdy lekarz i lekarz dentysta otrzyma „Gazetę Lekarską” dzięki dronom, zresztą w ten sam sposób leki trafią do wielu pacjentów. Dlaczego w to wątpić, skoro od kilku lat większość dużych, popularnych sieci handlowych ma w swojej ofercie takie urządzenia, a systemy dostarczania paczek przez bezzałogowe maszyny już istnieją?

Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.