Brzezin: wobec agresji konieczne jest wsparcie

Każda sprawa musi być rozpatrzona indywidualnie, by móc doradzić lekarzowi, jakie ma podjąć działania i nadać im odpowiedni bieg. Ze Zbigniewem Brzezinem, Rzecznikiem Praw Lekarza w Naczelnej Izbie Lekarskiej, rozmawia Lucyna Krysiak.

Foto: Marta Jakubiak

Kiedy decyzją Naczelnej Rady Lekarskiej powołano w NIL Rzecznika Praw Lekarza, środowisko wierzyło, że znajdzie wsparcie w wielu trudnych sprawach. Czy oczekiwania te zostały spełnione?

Instytucja Rzecznika Praw Lekarza istnieje dopiero 5 lat, a więc drugą kadencję. To nowa rola zarówno dla mojego poprzednika, jak i dla mnie. Wcześniej nie było w samorządzie wzorców, z których moglibyśmy czerpać. Nowej roli musieliśmy się więc uczyć. Na początku polegała ona na reagowaniu na zdarzenia, które spotykają lekarzy, na pokierowaniu do odpowiednich organów prawnych, które profesjonalnie zajmą się ich sprawami.

Chodziło o to, aby w potrzebie lekarz znalazł w rzeczniku oparcie w postaci pośrednika, który będzie wiedział, jak mu pomóc w zależności o tego, czy jego sprawa kwalifikuje się do odpowiedzialności karnej, zawodowej czy cywilnej. Z czasem stało się jasne, że pomoc prawna to jedno, a druga to uświadamianie lekarzom, że wykonując zawód zaufania publicznego, mają nie tylko określone obowiązki, ale i prawa.

I tak doszliśmy do stworzenia Karty Praw Lekarza, która – jeśli lekarze będą sobie tego życzyć – tak jak Karta Praw Pacjenta, może zawisnąć na ścianie w każdej przychodni, szpitalu, w zakładzie diagnostyki. Jesteśmy na etapie końcowym tworzenia tego dokumentu, który jest zbiorem praw przysługujących lekarzowi, ale rozproszonych w różnych ustawach.

Mówiąc więc o oczekiwaniach i ich spełnianiu, myślę, że na początku działania instytucji Rzecznika Praw Lekarza NIL bardziej były nastawione na indywidualną pomoc prawną, a obecnie taką pomoc lekarze mogą już uzyskać w swoich izbach, zadania RPL rozszerzyły się więc o edukację o prawach, jakie mają lekarze i jak mogą je egzekwować.

Wydawało się, że wzorem NIL, Rzecznicy Praw Lekarza zostaną powołani w każdej izbie okręgowej, jednak tak się nie stało. Czym to należy tłumaczyć?

Tak naprawdę działają w każdej izbie, różnica polega na tym, że w jednych izbach rada wyznaczyła do pełnienia tej funkcji kogoś z lekarzy, w innych sama wzięła na siebie obowiązek kierowania sprawami lekarzy, podpierając się prawnikami i powierzając im pełnienie funkcji rzeczników. W prowadzeniu takich spraw trzeba mieć zarówno wiedzę medyczną, jak i prawną, więc niezależnie od tego, jakie rozwiązanie przyjęto, lekarz który potrzebuje pomocy, zawsze powinien ją otrzymać w swojej izbie.

Jeśli sprawa wykracza poza lokalny charakter, pozostaje Biuro Rzecznika Praw Lekarza w NIL, do którego może się zwrócić. Funkcja Rzecznika Praw Lekarza nie jest zapisana w ustawie o izbach lekarskich, powoływanie tego rodzaju organów leży więc w gestii rad okręgowych i rady naczelnej. Ponieważ nie ma ograniczeń ustawowych, działalność rzeczników praw lekarza może być regulowana w zależności od potrzeb danej izby.

W obecnej kadencji w zakres działania Rzecznika Praw Lekarza NIL włączono koordynowanie prac rzeczników praw lekarza czy też prawników pełniących taką rolę w poszczególnych izbach. Będziemy się regularnie spotykać, wymieniać doświadczenia, dzielić się spostrzeżeniami, pomysłami. To daje możliwość skonfrontowania problemów i spojrzenia na nie bardziej kompleksowo, ale i z dystansem.

Pierwsze spotkania mamy za sobą, pierwsze wnioski także. Wyzwaniem jest problem agresji. Najwięcej spraw, które trafiają do okręgowych rzeczników dotyczy agresywnych zachowań pacjentów wobec lekarzy. Wielu lekarzy nie wie, jak dochodzić sprawiedliwości, często nie wierzą, że to jest możliwe. Będziemy do nich docierać z informacją, że jesteśmy, działamy, wystarczy się do nas zwrócić.

Skąd tyle agresji?

Pacjenci odreagowują na lekarzach swoje frustracje związane z długim oczekiwaniem w kolejkach na badania i przyjęcie do szpitala. Coraz częściej dochodzi do dantejskich scen, ponieważ pacjent nie wie, jak działa system i kto ponosi odpowiedzialność za jego niedogodności. Wini więc lekarza, czasem dyrektora placówki, czasem NFZ, nigdy polityków, którzy przecież decydują zarówno o kształcie opieki zdrowotnej, jak i jej finansowaniu.

Z jakim rodzajem agresji lekarz spotyka się najczęściej?

Są to obelgi słowne, pisanie bezpodstawnych skarg do Rzecznika Praw Pacjenta i różnych innych instytucji, ale są też rękoczyny. Bywa, że dochodzi do obrażeń – złamania ręki, nosa, wybicia zęba – których skutki leczy się miesiącami. Liczba takich zachowań wzrasta. Do tego dochodzą obelżywe wpisy na stronach internetowych. Ponieważ są anonimowe, trudno z nimi walczyć.

Każda sprawa musi być rozpatrzona indywidualnie, by móc doradzić lekarzowi, jakie ma podjąć działania i nadać im odpowiedni bieg. Od ubiegłej kadencji przy NIL działa internetowy system monitorowania agresji w ochronie zdrowia MAWOZ, który pozwala nam ocenić skalę zjawiska, wyciągnąć wnioski, a lekarzom ułatwia za pośrednictwem zamieszczonej tam ankiety zgłoszenie swojej sprawy, jeśli chce – również anonimowo.

Taka forma oszczędza czas i nie wymaga bezpośredniego kontaktu z rzecznikiem. Wielu lekarzy nie chce zgłosić się do rzecznika, bo to dla nich krępujące, wiąże się z upokorzeniem, pozostawia osad. Proszę mi wierzyć, wobec agresji lekarz nie przechodzi obojętnie. Rolą Rzecznika Praw Lekarza NIL jest stworzenie poczucia, że lekarz nie jest pozostawiony sam sobie.

Lekarze są także narażeni na ataki mediów, które w pogoni za sensacją często posuwają się za daleko…

Media potrafią lekarzy wychwalać pod niebiosa, np. przy okazji jakiejś spektakularnej operacji czy uratowania życia choremu w beznadziejnej sytuacji. Wystarczy jednak jakieś potknięcie, by nie zostawiły na nim suchej nitki. Nikt wtedy nie pyta, czy przypadkiem nie zawinił system, szpital, kontrakt z NFZ, tylko feruje się wyroki, dokonuje słownego linczu.

Trudno temu przeciwdziałać, bo media mają sprzymierzeńca w pacjentach niezadowolonych z funkcjonowania opieki zdrowotnej, a lekarz zawsze jest na pierwszej linii. Na dodatek obowiązuje go tajemnica lekarska i broniąc się w mediach, nie może ujawnić dokumentacji medycznej, gdyż złamałby prawo.

Wydawałoby się, że nauczką może być wygrany przez lekarza proces, ale to bardziej satysfakcja niż kara, nawet jeśli sąd zasądzi przeprosiny, napisanie sprostowania lub wypłacenie odszkodowania. Wydawca ma to wliczone w koszty. Istnieje przeświadczenie, że z mediami jeszcze nikt nie wygrał, ale nie składamy broni.

Uważamy, że wzorem niektórych państw europejskich można w Polsce stworzyć prawo pozwalające zasądzać takie kary, które rzeczywiście wydawca odczuje. W Wielkiej Brytanii były sprawy, w których odszkodowania były na tyle wysokie, że wydawcy groziła plajta. Lepsze prawo pozwoli chronić interesy ludzi niesłusznie pomówionych, oczernionych.

Jednym z przykładów bezkarności była sprawa, która rozegrała się na jednej z izb przyjęć. Ojciec pacjenta, zresztą prawnik, zwymyślał lekarza od doktora Mengele, ale sprawę umorzono ze względu na małą szkodliwość społeczną czynu. Być może, gdyby pan mecenas musiał zapłacić karę za obrazę, byłby bardziej powściągliwy w słowach.

Słyszymy jednak o pijanych lekarzach, zachowujących się niezgodnie z normami etycznymi, którzy stanowią zagrożenie dla chorych, godzą też w wizerunek całego środowiska. Jak reagować?

W obecnej kadencji jednym z nowych zadań Rzecznika Praw Lekarza NIL jest koordynowanie prac pełnomocników ds. zdrowia lekarzy powołanych przy okręgowych izbach lekarskich. Lekarz, jak każdy człowiek, może mieć problemy zdrowotne – popaść w uzależnienia, depresję, których następstwem mogą być zachowania odbiegające od norm przyjętych dla wykonywania zawodu lekarza.

Weszliśmy w kontakt ze specjalistami w tej dziedzinie i przygotowujemy algorytmy postępowania w tego rodzaju sytuacjach. Prawda jest jednak taka, że w Polsce jest za mało lekarzy, szczególnie specjalistów, są więc oni przeciążeni pracą, a system jest niedofinansowany. Sondaże pokazują, że w porównaniu z latami 90. ubiegłego wieku, zadowolenie z wykonywania zawodu lekarza spadło o połowę.

Mimo że od tego czasu ich uposażenia znacznie wzrosły, nie przekłada się to na satysfakcję. Lekarze pracują pod presją, coraz bardziej są obarczani pracą administracyjną, czego skutkiem może być wypalenie zawodowe i sięganie po różnego rodzaju używki. Próba przerzucania na ich barki odpowiedzialności za funkcjonowanie systemu jest ogromnym obciążeniem i rzutuje na spadek zaufania pacjentów do lekarzy.

Badania wskazują, że im sprawniej funkcjonuje system, im większe są nakłady na opiekę zdrowotną, tym większe jest zaufanie do kadr medycznych. Jednak w kraju, gdzie lekarz POZ ma pod opieką dwukrotnie więcej chorych niż np. w Niemczech, nie może być zadowolenia z jego usług.

Chcemy, aby społeczeństwo było tego świadome i zamierzamy dotrzeć do pacjentów z tego rodzaju informacjami. Może w formie gazetek, jak to robi izba niemiecka? Edukowanie pacjentów, uświadamianie im prawdy o systemie, to droga do łagodzenia napięć na linii lekarz pacjent. To także sposób, by odbudować zaufanie pacjenta do lekarza.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.