I Krajowy Zjazd Lekarzy otworzył przed naszym środowiskiem nowe perspektywy

By świętować jubileusz 30-lecia odrodzenia samorządu lekarskiego, spotkaliśmy się w miejscu, w którym trzydzieści lat temu odradzała się nasza samorządność. To tutaj toczyła się robocza część I Krajowego Zjazdu Lekarzy.

Prezes NRL prof. Andrzej Matyja. Foto: Katarzyna Rainka

Wtedy, po 39 latach niebytu, nasza korporacja zawodowa na nowo nabierała kształtu organizacyjnego. Odzyskiwaliśmy podmiotowość, wyrywaliśmy się spod nadzoru nomenklatury, mogliśmy na nowo integrować środowisko.

Poczuliśmy smak wolności. Pamiętny 1989 r. był pełen entuzjazmu, radości i nadziei. Dwa tygodnie przed częściowo wolnymi wyborami czerwcowymi, Sejm przyjął, jako ostatnią w mijającej kadencji, ustawę o izbach lekarskich. Stało się to 17 maja 1989 r.

To wydarzenie poprzedziły ostre spory, niekiedy dramatyczne zwroty akcji, gdy wielka historia krzyżowała plany.

Ale kropla drążyła skałę. Rozbudzone w sierpniu 1980 r. ambicje przywrócenia lekarzom ich samorządu były blokowane. Partyjna nomenklatura raz zdobytej władzy nie oddawała i nie chciała zrezygnować z wpływów w naszym środowisku. Narzucono je w 1950 r.

Wówczas zlikwidowano samorząd lekarski, który niepodległa II Rzeczypospolita ustanowiła w 1921 r. Idea samorządności zawodowej przetrwała, a na fali karnawału „Solidarności” wybrzmiała na nowo. Wtedy upomniano się o podmiotowość w różnych dziedzinach życia. Wraz z „Solidarnością” na nowo ożyły nadzieje na odzyskanie lekarskiej korporacji.

Wiele było dyskusji i kolejnych wersji projektów ustaw, a dobrym duchem tych starań okazało się Polskie Towarzystwo Lekarskie. Projekt opublikowany w lipcu 1981 r. miał stać się podstawą do dalszej debaty nad izbami lekarskimi również w Sejmie. Zajmował się nim II Zjazd Krajowej Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność” poświęcony odrodzeniu izb lekarskich. Historia pomieszała szyki! Obradowano 12 grudnia, dyskusję zakończono o godz. 21.00, a za trzy godziny wprowadzono stan wojenny…

Sejmowe prace nad projektem ustawy o izbach lekarskich wprawdzie toczyły się nadal, ale – co oczywiste – już bez „Solidarności”.

Sejm VIII kadencji ustawy nie przyjął, a projekt trafił do kosza. Nie był to koniec „ustawowej odysei”. Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Lekarskiego nie dał za wygraną i wiosną 1986 r. rozpoczął kolejną batalię o przywrócenie samorządu lekarskiego. Ostatecznie dzięki poselskiej inicjatywie ustawodawczej projekt ustawy o samorządzie lekarskim znów stał się faktem. Trafił pod obrady Sejmu we wrześniu 1988 r. Okrągły Stół przyspieszył polityczne zmiany, a reformą systemu opieki zdrowotnej zajął się jeden z podzespołów.

Prof. Edmund Wnuk-Lipiński w tamtym czasie mówił o potrzebie upodmiotowienia pracowników dzięki legalizacji „Solidarności”, o odpolitycznieniu służby zdrowia, usamodzielnieniu placówek służby zdrowia, wprowadzeniu samorządu pracowniczego, odrodzeniu samorządu lekarskiego, zniesieniu barier dla rozwoju różnorodnych form opieki zdrowotnej – publicznej, społecznej i prywatnej, wreszcie mówił o ekonomizacji służby zdrowia połączonej z radykalną reformą ubezpieczeń społecznych. Czyż nie brzmi to znajomo? I jakże aktualnie.

To nie koniec tej zawiłej, ale jakże pouczającej nas wszystkich historii. 5 kwietnia 1989 r. podpisano porozumienia Okrągłego Stołu. Niecałe dwa tygodnie później zaprezentowano efekt prac specjalnej podkomisji sejmowej, która zajmowała się projektem ustawy o samorządzie lekarskim. Jej przeciwnicy nie składali jednak broni – proponując szerokie konsultacje społeczne, próbowali opóźnić prace, a to oznaczałoby oczywiście, że wraz z zakończeniem IX kadencji Sejmu kolejny już projekt znów znajdzie się w koszu.

Udało się tego uniknąć i 17 maja 1989 r. ustawa – już nie jako ustawa o samorządzie lekarskim lecz o izbach lekarskich – została uchwalona jednogłośnie.

Przypominam te fakty nie dlatego, by Państwa nimi zanudzać, ale by jednym odświeżyć pamięć, a innym opowiedzieć o meandrach ustawy, która miała symboliczny wymiar – oznaczała bowiem kruszenie fundamentów mijającego porządku i odbudowywanie tradycji lekarskiej samorządności. Miała też wymiar czysto ludzki, codzienny i bardzo przyziemny – entuzjazmu, energii, determinacji, wiary, zaangażowania i optymizmu.

Był zapał i bezinteresowność naszych koleżanek i kolegów, którzy nie szczędząc czasu, swoimi – bywało – leciwymi samochodami, na resztkach limitowanego wówczas paliwa, wozili materiały, dokumenty, udostępniali swoje mieszkania, spontanicznie organizowali zbiórki pieniędzy. Była radość tworzenia i wiara w lepszą przyszłość. Przyjęcie ustawy to był pierwszy krok. Potem zaczęła się już mniej spektakularna praca organizacyjna.

I Krajowy Zjazd Lekarzy w grudniu 1989 r. otworzył przed naszym środowiskiem nowe perspektywy. Z jednej strony było to nawiązanie do tradycji, z drugiej śmiałe spojrzenie w przyszłość. To przełomowe wydarzenie uruchomiło ciąg kolejnych, znaczących zmian. Kształtowały się liczba i zakres terytorialny okręgowych izb lekarskich. Pracę rozpoczęli rzecznicy odpowiedzialności zawodowej i sądy lekarskie.

I Nadzwyczajny Krajowy Zjazd Lekarzy, obradujący w Bielsku Białej, dokładnie dwa lata po przyjęciu ustawy, uchwalił Kodeks Etyki Lekarskiej, obowiązujący do dziś.

Ustawa z 2 grudnia 2009 r. wprowadziła zmiany, które uczyniły nas już faktycznymi kontynuatorami samorządności przedwojennych izb lekarskich i – jeszcze – XIX-wiecznych tradycji naszych korporacji zawodowych. W 2021 r. z dumą będziemy świętować stulecie izb lekarskich w Polsce. A jak wygląda teraźniejszość? W Polsce jest prawie 195 tys. lekarzy i lekarzy dentystów, skupionych w 24 okręgowych izbach lekarskich.

Samorząd lekarski sprawuje pieczę nad należytym i sumiennym wykonywaniem zawodu lekarza, przyznaje prawo wykonywania zawodu, może je zawieszać lub jego pozbawiać, uznaje kwalifikacje lekarzy, wypełnia zadania związane z odpowiedzialnością zawodową, czuwa nad poziomem doskonalenia zawodowego lekarzy. Prowadzi rejestry lekarzy, rejestry praktyk i podmiotów kształcących. Integruje medyków – sportowców i medyków artystów: plastyków, pisarzy, poetów, fotografików, muzyków, bo wśród nas jest wielu prawdziwych ludzi renesansu. Fundacja Lekarze Lekarzom niesie pomoc Koleżankom i Kolegom oraz ich rodzinom, tym, którzy znaleźli się w trudnym położeniu.

Naszym zadaniem jest obrona i ochrona lekarzy, dbanie o prestiż zawodu i jego dobre imię, ale również wypowiadanie się w sprawach stanu zdrowotności społeczeństwa, polityki zdrowotnej państwa oraz organizacji ochrony zdrowia, także opiniowanie projektów aktów prawnych dotyczących ochrony zdrowia i wykonywania zawodu lekarza. Wiele lat temu, na III Krajowym Zjeździe Lekarzy, wśród uczestników przeprowadzono badanie opinii. Wynikało z niego, że wyżej oceniano działania samorządu skierowane do wewnątrz, a więc na przykład pracę rzeczników odpowiedzialności, sądów lekarskich, niżej natomiast te skierowane na zewnątrz. Krytykowano brak sukcesów w staraniach o większe środki na ochronę zdrowia czy mały wpływ na proces reform w systemie ochrony zdrowia.

No cóż… – chciałoby się powiedzieć – nic nowego, bo podobne głosy słyszymy również dziś. Trzeba być realistą.

Możliwości naszego działania są takie, na jakie pozwalają nam przepisy prawa. Ale wciąż musimy się uczyć egzekwowania naszych praw i robić to, co najważniejsze, konsekwentnie. Obszarów, które wymagają naszej reakcji, jest bardzo dużo. Podstawowy to kadry. Wśród nas dominuje generacja siwowłosych. Ok. 25 proc. naszych koleżanek i kolegów jest w wieku emerytalnym, odczuwamy lukę pokoleniową. W szpitalach brakuje personelu medycznego. Coraz częściej słyszymy o zamykaniu oddziałów czy całych placówek.

Zarówno rządzący i my, jako samorząd, stajemy przed dylematami, skąd i jak pozyskać kadry. Pomysłów jest wiele: otworzyć granice, zmienić programy studiów i szkoleń, zrestrukturyzować kompetencje personelu medycznego, zmniejszyć liczbę specjalizacji, dopuścić inne zawody medyczne do zadań dotychczas przypisanych tylko lekarzowi. W tych dyskusjach to na nas spoczywa obowiązek przypominania o bezpieczeństwie pacjenta, granicach odpowiedzialności zawodowej, o powinnościach lekarza i etyce zawodowej.

Podobnie zresztą jak upominanie się o finanse, sprawną organizację, dostęp do nowoczesnej diagnostyki i terapii, a w końcu – ulokowanie ochrony zdrowia na najwyższej pozycji listy priorytetów rządu. Chcemy, aby pacjenci byli leczeni w warunkach na miarę XXI w., a lekarze mogli im pomagać zgodnie ze swoją wiedzą i umiejętnościami. To tylko wycinek spraw, z którymi się mierzymy. Różny jest ich kaliber, ale zawsze staramy się łączyć dwie perspektywy: lekarza i pacjenta. Zobowiązuje nas do tego art. 17 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie zapisano, że samorząd zawodowy reprezentuje osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawuje pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.

Daje to nam podstawę i moralne prawo by mówić głośno o niedomaganiach systemu i zagrożeniach.

Przed nami jest cała lista wyzwań. Z jednej strony mamy obowiązki wobec własnych członków, z drugiej zaś wobec społeczeństwa, które przyznało nam szeroki zakres autonomii. Odpowiedzią na to jest kodeks etyki zawodowej, instytucje, które stoją na jego straży, a więc rzecznicy odpowiedzialności zawodowej i sąd zawodowy. Zawsze punktem odniesienia jest etyka lekarska, a nasze fundamentalne zasady to:

  • traktuj chorego jak kogoś bliskiego,
  • postępuj zgodnie ze swoim sumieniem i najlepszą wiedzą,
  • staraj się, aby ta wiedza była aktualna i szeroka,
  • szanuj każdego człowieka,
  • traktuj swoich kolegów lekarzy z należnym im szacunkiem i to zarówno najstarszych, jak i najmłodszych.

Nie tylko przy okazji jubileuszu towarzyszy nam pytanie, co zrobić, by lepiej wypełniać scedowane przez państwo zadania, realnie wpływać na kształt systemu ochrony zdrowia, nie tracąc z oczu pacjenta, który często zagubiony w systemie, zderza się z brakiem empatii, fałszywie rozumianą ekonomizacją, relatywizmem, zanikiem zwykłego ludzkiego zrozumienia i współczucia.

Przecież jesteśmy nie dla systemu, tylko dla pacjenta. System ma być dla człowieka. Chcielibyśmy, aby kreatorzy naszego systemu ochrony zdrowia również tak myśleli o lekarzu i mieli w pamięci mniej znany i rzadko cytowany fragment przysięgi Hipokratesa: „Jeżeli przysięgi tej dochowam i nigdy jej nie naruszę, niechaj mi wolno będzie żyć w szczęśliwości i poważaniu po wsze czasy i używać owoców sztuki mojej…”.

Kiedy myślą wrócimy do przeszłości i przypomnimy sobie determinację naszych Koleżanek i Kolegów, a także nas samych, by mimo przeciwności walczyć o przyszłość, to nie będzie dziwić zapał naszych młodszych kolegów protestujących przeciwko chronicznemu niedofinansowaniu ochrony zdrowia.

Oni – podobnie jak my przed laty – wierzą, że nie ma powodu, byśmy pozostawali w ogonie Europy. Nie są to tylko ich ambicje. To są ambicje całego środowiska lekarzy i lekarzy dentystów. Stać nas na więcej! Dlaczego z poprawy szeroko rozumianej kondycji zdrowotnej Polaków nie uczynić ponadpartyjnego i ponadpokoleniowego wyzwania cywilizacyjnego, społecznego, gospodarczego, technologicznego, organizacyjnego i kulturowego? Wszystko po to, by wreszcie w sposób nowoczesny zacząć traktować zdrowie jak opłacalną, długoterminową inwestycję, która – koniec końców – przekłada się przecież na wzrost gospodarczy.

Wszyscy, którzy takie wyzwanie podejmą, mogą liczyć na wsparcie samorządu lekarskiego. Nasza wielopokoleniowa, lekarska historia pokazuje, że warto mierzyć wysoko, być konsekwentnym, zjednywać sobie sojuszników, budować koalicje, umieć wykorzystać odpowiedni moment i iść za ciosem. Czasem dla dobra sprawy przełknąć porażkę i wykonać krok wstecz, by za jakiś czas znów ruszyć do przodu. Potrzeba dalekowzroczności stratega, wytrwałości wojownika, elastyczności taktyka, a przede wszystkim… szerokich horyzontów lekarza humanisty.

Historia wieloletnich starań o odrodzenie izb lekarskich i samorządności naszej profesji pokazuje, że nie można tracić ducha i nadziei. Dowodzi, jak potrzebna jest cierpliwość, konsekwencja, siła wspólnoty, integracja środowiska i duch pozytywistycznej pracy u podstaw. To one towarzyszyły pokoleniom polskich lekarzy, którzy mieli mocno zakodowane poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne. W dzisiejszych czasach takie stwierdzenia wydają się górnolotne, ale przy takich okazjach jak jubileusz 30-lecia można, warto, a nawet trzeba, by wybrzmiały.

To wyraz szacunku dla naszych poprzedników i naszych mistrzów. To dla współczesnych słowa otuchy, optymizmu i wiary, że warto działać razem.

Bo przecież każdego dnia dopisujemy ciąg dalszy naszej historii. Gdy będąc tu i teraz, oglądamy się wstecz, widzimy, że historia może się nie powtarza, ale rymuje z teraźniejszością. Trzeba ją znać i szanować, bo jak powiedział Józef Piłsudski: „Ten kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości ani prawa do przyszłości”.

Dlatego dziękuję wszystkim, którzy dzisiaj są z nami. Wspólnie oddajemy szacunek naszym poprzednikom, twórcom samorządu lekarskiego na ziemiach polskich i w Odrodzonej Ojczyźnie, tym wszystkim, którzy czterdzieści i trzydzieści lat temu wierzyli w siłę samorządności i doprowadzili do jej odnowy, i tym, którzy w ruchu samorządowym pokładają nadzieję, bo widzą w nim animatora i sprzymierzeńca w tworzeniu sprawnego, przyjaznego i nowoczesnego systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Systemu, który nikogo nie wypycha poza nawias, nie pozostawia bez pomocy, wsparcia, życzliwości i choćby iskierki Nadziei. Systemu, który szanuje i uwzględnia opinie lekarzy i lekarzy dentystów, docenia ich wiedzę, profesjonalizm i zaangażowanie. To jest przesłanie dla naszego samorządu na kolejne lata. To jest nasza misja dla dobra wspólnego. Dla nas wszystkich.

Prezes NRL Andrzej Matyja

(przemówienie podczas jubileuszowej gali 30-lecia odrodzonego samorządu lekarskiego, 7 grudnia 2019 r., Teatr Polski w Warszawie)

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.