Zdominowani przez techników dentystycznych

Przed II wojną światową w Polsce praktykowało 3722 lekarzy dentystów*. Jej koszmar przeżyło 1928 stomatologów, ale w 1946 r. odnalazło się na terenie kraju zaledwie 1581 wykonujących ten zawód – pisze Lucyna Krysiak.

Mimo przeszkód samorząd lekarsko-dentystyczny dążył do powołania własnego kodeksu deontologicznego. Foto: ze zbiorów lek. stom. Piotra Kuźnika (www.muzeumstomatologii.pl)

To była liczebnie krucha podstawa, aby móc zaistnieć w komunistycznych realiach budowania służby zdrowia i mieć na tyle dużą siłę przebicia, by podźwignąć własny samorząd zawodowy.

Starano się jednak przestrzegać wypracowanych przed wojną wartości, co w sytuacji chaosu zmian, który był rajem dla wszelkiego rodzaju cwaniaków uprawiających zawód lekarza dentysty bez akademickiego wykształcenia, miało kluczowe znaczenie. A było o co walczyć, bo w pustkę kadrową szybko wstrzelili się technicy dentystyczni, samozwańczy protetycy i inni różnego rodzaju partacze, jak ich nazywano w środowisku.

Od zera

Izby lekarsko-dentystyczne powstały jako niezależny samorząd w 1938 r., a więc na rok przed wybuchem II wojny światowej. Ledwie co zdążyły się ukonstytuować, a już krajem zawładnął okupant. Przed wojną, oprócz Naczelnej Izby Lekarsko-Dentystycznej, funkcjonowały też izby okręgowe (Warszawa, Poznań, Wilno, Kraków).

NIL-D pełniła w stosunku do nich funkcję koordynacyjną, a jej prezesem został lekarz dentysta Julian Łączyński. Po wojnie ówczesny Minister Zdrowia od nowa powołał okręgowe izby lekarsko-dentystyczne, uwzględniając nowy podział administracyjny kraju i odgórnie ustanowił ich zarządy.

Powstały wówczas: OIL-D w Warszawie (obejmująca zasięgiem miasto Warszawę oraz województwa: warszawskie, białostockie, olsztyńskie, gdańskie i zachodnio-pomorskie; prezesem został Wiktor Perliński), OIL-D w Poznaniu dla województw: poznańskiego, łódzkiego, dolnośląskiego i zielonogórskiego (prezesurę objął Władysław Piątkowski) i OIL-D w Krakowie, obejmującą województwa: krakowskie, kieleckie, górnośląskie i rzeszowskie (prezesem został Kazimierz Dominik).

To był rok 1947, więc decyzje personalne dotyczące obsady zarządów izb podejmowały komunistyczne władze. Naczelną Izbą Lekarsko-Dentystyczną kierowali w tym czasie przez krótkie okresy lekarze dentyści: Leon Walicki, Wiktor Perliński, Janusz Szajewski. Skala braków, zarówno jeśli chodzi o liczbę stomatologów, sprzęt, miejsca pacy, a także kadrę naukowo-dydaktyczną, była ogromna.

Samorządowi przyszło więc dźwigać się po wojnie w warunkach ekstremalnych. Wprawdzie dekretem Krajowej Rady Narodowej z 8 października 1945 r. powołano w Gdańsku Akademię Lekarską kształcącą lekarzy, lekarzy dentystów i farmaceutów, ale na wydziale stomatologicznym nie miał kto wykładać i inicjatywa w części dotyczącej stomatologii upadła.

Decyzje władz nie były podyktowane dobrem tej grupy zawodowej, planowano wobec nich stosować analogiczną do lekarzy politykę sankcji (podatki, przesiedlenia do pracy z miast na wieś), zmierzającą do likwidacji samorządu lekarsko-dentystycznego, jednak sytuacja kadrowa przerosła ówczesnych decydentów. Przyzwalały więc na to, by rynek usług dentystycznych zalała fala pseudodentystów.

Izby lekarsko-dentystyczne powstały jako niezależny samorząd w 1938 r., a więc na rok przed wybuchem II wojny światowej. Foto: ze zbiorów lek. stom. Piotra Kuźnika (www.muzeumstomatologii.pl)

Straty wojenne

Przed wojną odpowiednią kadrą naukowo-dydaktyczną dysponowały Warszawa i Lwów. Po wojnie znaczna część wykładowców zginęła, również tych związanych z samorządem lekarsko-dentystycznym, a wśród nich Konrad Szepelski, związany z Państwowym Instytutem Dentystycznym w Warszawie, a później z Kliniką Dentystyki Zachowawczej, którą kierował.

W 1938 r., kiedy powołano samorząd lekarsko-dentystyczny, został wytypowany na funkcję wiceprezesa NIL-D. Wraz z innymi polskimi oficerami zginął w 1940 r. w Katyniu. Jego los podzielił Antoni Cieszyński, postać wybitna, profesor UJK we Lwowie, kierownik kliniki stomatologicznej tego uniwersytetu, autorytet w dziedzinie nowatorskich metod kształcenia lekarzy dentystów, nauczyciel i wychowawca wielu pokoleń adeptów tego zawodu.

Swoją pozycję, również na arenie międzynarodowej, ugruntował wydawaniem prestiżowego pisma „Polska stomatologia”, które stało się forum dyskusyjnym na temat problemów polskiej stomatologii. W 1941 r. został aresztowany i rozstrzelany przez gestapo wraz z grupą 42 lwowskich naukowców.

Równie wielką stratą dla środowiska była śmierć Maurycego Krakowskiego, warszawskiego lekarza dentysty, który skupiał zaangażowanych w sprawy tego zawodu wokół pisma „Kronika dentystyczna”, w którym propagowano nowatorskie metody leczenia. Pismo to piętnowało partactwo i podszywających się pod zawód dentysty.

Był aktywny społecznie, założył Towarzystwo Odontologiczne, zainicjował powołanie Towarzystwa Naukowego Dentystycznego im. Bolesława Dzierżawskiego. Zginął w warszawskim getcie w nieznanych okolicznościach. Niewątpliwą stratą dla środowiska była śmierć Juliana Łączyńskiego, lekarza dentysty z Pabianic, którego zgłoszono w 1938 r. na prezesa nowo utworzonej Naczelnej Izby Lekarsko-Dentystycznej. Także jego okoliczności śmierci są nieznane.

Postaciami w środowisku lekarzy dentystów zaangażowanymi w działalność samorządową byli również zamordowany w Katyniu Wacław Barwiński, praktykujący w Sosnowcu członek NIL-D, oraz Bernard Filarski, doktor nauk stomatologicznych z Gdańska, zabity w obozie w Stutthofie. Prawie 2 tys. lekarzy dentystów podzieliło ich los, bilans strat był więc ogromny.

Kodeks deontologii

Wprawdzie tak okrojony liczebnie lekarsko-dentystyczny stan nie mógł stanowić zagrożenia dla komunistycznych władz w takim stopniu jak samorząd lekarski, to jednak obawiano się, że kiedy urośnie w siłę, zacznie się umacniać i chcieć decydować o sprawach związanych z kształceniem i wykonywaniem zawodu.

Mimo więc prowadzonej przez władze gry pozorów od początku zakładano jego likwidację. Do zarządów izb okręgowych i naczelnej wprowadzano ludzi związanych z aparatem władzy, a tym prezesom i członkom zarządów, którzy wywodzili się z przedwojennego grona działaczy, utrącano inicjatywy i ograniczano możliwość swobodnego wypowiadania się.

Przed wojną odpowiednią kadrą naukowo-dydaktyczną w kształceniu stomatologów dysponowały Warszawa i Lwów. Foto: ze zbiorów lek. stom. Piotra Kuźnika (www.muzeumstomatologii.pl)

Mimo tych przeszkód samorząd lekarsko-dentystyczny dążył do powołania własnego kodeksu deontologicznego. Samorząd lekarski taki kodeks uchwalił na własny użytek w 1935 r., samorząd lekarsko-dentystyczny powstał jednak dopiero w 1938 r. i mimo że miał opracowane założenia własnego kodeksu, wybuch wojny przeszkodził w realizacji tego przedsięwzięcia. Po wielu bojach 9 maja 1948 r. stomatolodzy zalegalizowali swój kodeks deontologii lekarsko-dentystycznej.

Wprawdzie nawiązywał on do kodeksu deontologii lekarskiej z 1935 r., ale w szczegółowych zapisach określał ideę zawodu lekarza dentysty, zawierał odniesienia do pacjenta i do drugiego lekarza (konsyliarza i konkurenta) wykonującego ten zawód, do izby lekarsko-dentystycznej oraz do społeczeństwa i państwa oraz jego instytucji.

Jeden z zapisów kodeksu formułuje to tak: „Lekarz dentysta obowiązany jest przestrzegać, aby działalność jego nie tylko w życiu zawodowym, a także jego postępowanie w życiu prywatnym i publicznym oraz stosunki wzajemne koleżeńskie były zgodne z zasadami etyki i godności stanu lekarsko-dentystycznego”.

Kodeksy lekarski z 1935 r. i dentystyczny z 1948 r. łączy eksponowanie więzi lekarza z pacjentem i posłannictwo społeczne tych dwóch zawodów. Zapisy w kodeksach noszą znamiona czasów, w których powstały. Były skierowane do lekarzy i lekarzy dentystów praktykujących prywatnie. Powojenne uspołecznienie opieki medycznej zminimalizowało problemy związane z działaniem konkurencyjnym prywatnych gabinetów. Znakami czasów były też zapisy w kodeksie ustalające obowiązujące normy podejmowania pracy na tzw. posadach.

Zgodnie z zapisami zawartymi w kodeksie nie wolno było „starać się o posadę zajmowaną przez innego lekarza, chyba że za jego zgodą lub po jej formalnym wypowiedzeniu dotychczasowemu lekarzowi. Przy przyjmowaniu posady lekarz powinien zastosować się do norm płacy i pracy ustalonych przez izby lekarskie”. Przed wojną lekarze i lekarze dentyści zabiegali o posady, np. w ubezpieczalni społecznej, na kolei, w więziennictwie, a praktyką prywatną dorabiali do pensji.

W walce o posadę często dochodziło do nieetycznych zachowań i sprawy rozpatrywał sąd lekarski. Po wojnie kodeks bardziej służył konsolidacji społeczności lekarzy dentystów, którzy mieli już własną izbę lekarską i poczucie solidarności zawodowej. Podnosił ich status społeczny.

Równia pochyła

Wobec braku lekarzy dentystów, na rynku usług stomatologicznych powstała pustka, którą wypełnili technicy dentystyczni oraz osoby bez uprawnień mające niewiele wspólnego z zawodem. Technicy byli niejednolitą grupą zawodową. Część z nich to absolwenci szkół średnich o tym profilu, którzy uprawnienia zawodowe otrzymywali jako rzemieślnicy. Inną grupą byli laboranci techniczno-dentystyczni, którzy mieli przygotowanie techniczno-zawodowe.

Skala braków, zarówno jeśli chodzi o liczbę stomatologów, sprzęt, miejsca pacy, a także kadrę naukowo-dydaktyczną, była ogromna. Foto: ze zbiorów lek. stom. Piotra Kuźnika (www.muzeumstomatologii.pl)

Wiele osób nie miało żadnego wykształcenia w tym kierunku, a dyplom technika dentystycznego kupowali na czarnym rynku. Władza, chcąc rozwiązać ten problem, wydała w 1946 r. przez Krajową Radę Narodową dekret dotyczący czynności techniczno-dentystycznych, w którym znalazł się podział na techników dentystycznych i na uprawnionych techników dentystycznych.

Zgodnie z zapisami w dekrecie ci pierwsi nie mieli prawa stykać się z pacjentami, a swoje prace zlecone przez lekarzy dentystów wykonywać we własnych warsztatach. Ci drudzy, oprócz czynności techniczno-dentystycznych wykonywanych w swoich pracowniach, mogli przeprowadzać zabiegi na poszczególnych zębach i uzębieniu wchodzące w zakres czynności niezbędnych do sporządzenia zębów sztucznych i koron, a także mostków i plomb z wyjątkiem leczenia chorób jamy ustnej.

Dekret, zamiast umocnić pozycję lekarzy dentystów na rynku usług stomatologicznych, dał prawne przyzwolenie technikom dentystycznym na leczenie zębów. W tamtych czasach nikt nie pytał, czy ktoś jest technikiem dentystycznym zwykłym, czy uprawnionym, wszyscy korzystali z tego przywileju, przejmując rynek. Również osoby, które nie mając żadnych uprawnień, podszywali się pod techników.

Wkroczył samorząd

Dostrzegając zagrożenia wynikające z wprowadzenia dekretu umacniającego pozycję techników na rynku usług stomatologicznych, ostro zareagował samorząd lekarsko-dentystyczny. Ich inwazję najpierw próbowała powstrzymać izba warszawska, ponieważ to właśnie w Warszawie działo się najgorzej. Duże miasto sprzyjało nadużyciom i braku kontroli uprawnień wynikających z dekretu.

W sprawozdaniu z lat 1945-1947 r. OIL-D w Warszawie znajduje się zapis dokumentujący protest przeciwko organizowaniu specjalnych kursów dla techników dentystycznych mających na celu wprowadzanie do systemu nowych kadr techników z uprawnieniami. Narzędziem dyskredytującym tego rodzaju praktyki stał się także wydawany od 1948 r. przez środowisko lekarzy dentystów miesięcznik „Czasopismo stomatologiczne”.

Już w pierwszym numerze pisma ukazał się artykuł piętnujący działania kolegów, którzy w swoich gabinetach zatrudniają techników, dopuszczając ich do zabiegów i firmując ich niedozwolone praktyki własnym nazwiskiem. Opornym izba groziła sądem dyscyplinarnym, ale te groźby były fikcją. Rozporządzenie ministra zdrowia z 1946 r. o powołaniu w izbach lekarsko-dentystycznych sądów ukazało się dopiero w 1948 r. i nabrało mocy prawnej. Żadnych czynności wobec panoszącego się „partactwa” izba nie mogła więc podjąć.

W tym samym czasie na łamach „Czasopisma stomatologicznego” ukazał się bulwersujący środowisko artykuł o naborze w Krakowie do trzyletniego liceum zawodowego chętnych kształcić się w zawodach uprawnionych techników dentystycznych, techników dentystycznych i laborantów techniczno-dentystycznych. To był kolejny cios zadany przez władzę stomatologom.

Aby załagodzić nastroje panujące w środowisku, Ministerstwo Zdrowia wprowadziło obowiązkowe egzaminy dla techników dentystycznych, odbywające się przy liceach zawodowych. Izby lekarskie nie miały jednak nic do powiedzenia w tej sprawie. To był rok 1949 i już było wiadomo, że samorząd lekarski, podobne jak lekarsko-dentystyczny, który z takim trudem wywalczył sobie przed wojną niezależność, będzie zlikwidowany.

Lucyna Krysiak

* „Słownik biograficzny lekarzy i farmaceutów ofiar II wojny światowej” autorstwa Jana B. Glińskiego, lekarza powstańca warszawskiego i kapitana Armii Krajowej.

Materiały źródłowe: Zygmunt Wiśniewski, „Lekarskie drogi 1944-1956. Czasy reżimu Bieruta”.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.