18 lipca 2024

Klaudiusz Komor: mądry Polak po… pandemii?

16 czerwca w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie ministra zdrowia, zgodnie z którym od 1 lipca w naszym kraju zostaje zniesiony stan zagrożenia epidemicznego. Czyli mówiąc wprost, a właściwie nieco ironizując, w tym dniu zakończy się pandemia – pisze wiceprezes NRL Klaudiusz Komor w felietonie dla „Gazety Lekarskiej”.

Foto: arch. NIL

Oczywiście wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że COVID-19 zostanie z nami pewnie na zawsze i co roku będziemy mieli okresy zwiększonych zachorowań, i będziemy leczyć powikłania po tej chorobie, ale nie powinno już dojść do obserwowanych w czasie pandemii okresów niewydolności systemu ochrony zdrowia.

Zwykle kiedy coś się kończy, zaczyna się czas podsumowań i wyciągania wniosków. Spróbujmy się zatem zastanowić, co się sprawdziło, a co zawiodło w czasie pandemii. Niewątpliwie najgorzej wypadła organizacja systemu ochrony zdrowia i jego przygotowanie na takie sytuacje – a właściwie całkowity jego brak. Okazało się, że nie mamy praktycznie żadnych zapasów środków ochrony osobistej czy rezerwowych mocy produkcyjnych do szybkiego uzupełnienia ich zapasów ani też materiałów do ich produkcji.

Jeszcze większym problemem okazał się brak gotowych procedur postępowania – oddziały były przekształcane w covidowe bez żadnego logicznego systemu i uwzględnienia zabezpieczenia łóżek dla chorych na inne choroby. Każdy szpital działał na własną rękę, a tworzone szybko sztaby kryzysowe próbowały nad tym wszystkim bezskutecznie zapanować.

Zgoda, rządzących trochę usprawiedliwia to, że podobnie sytuacja wyglądała również w innych krajach, nawet tych znacznie od nas bogatszych. Okazało się, że właściwie nikt nie był przygotowany na takiego rozmiaru pandemię, chociaż od zawsze było wiadomo, że w końcu ona przyjdzie.

Jak zawsze całość systemu uratowali pracownicy – całe rzesze lekarzy, pielęgniarek, ratowników i pozostałych pracowników ochrony zdrowia, dzięki których poświęceniu, nieraz ponad własne możliwości, każdy chory mógł liczyć na pomoc i leczenie.

Niestety na początku nie było ani sprzętu, ani skutecznych leków. Brakowało szybkiej diagnostyki i standardów postępowania, a wyjątkowa zjadliwość wirusa powodowała ciężkie zachorowania wśród medyków. Na początku była za to wdzięczność społeczeństwa, która jednak szybko się skończyła…

Bez wątpienia sprawdzili się również naukowcy, którym udało się w krótkim czasie opracować wybitnie skuteczną szczepionkę. Zastanówmy się zatem, czy po pandemii zostanie nam coś pożytecznego? Z pewnością e-recepty i teleporady, pod warunkiem rozsądnego ich używania (niestety znaleźli się tacy, którzy próbują je wykorzystać w źle rozumianych celach biznesowych jako tzw. receptomaty), z pewnością szkolenia i zebrania on-line, które pozwalają zaoszczędzić czas i finanse.

Żeby jednak doświadczenia ostatnich lat nie poszły na marne, potrzebne jest wykorzystanie ich celem przygotowania się na podobne pandemie w przyszłości. Bo znowu pewne jest tylko to, że podobna lub jeszcze gorsza pandemia znowu nadejdzie, nie wiadomo tylko kiedy. Trzeba zatem opracować odpowiednie procedury na taką okoliczność zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym, w urzędach wojewódzkich, miejskich i pojedynczych szpitalach.

Tymczasem wydaje się, że w Polsce wszyscy o pandemii chcą tylko jak najszybciej zapomnieć, tak jakby nigdy się nie zdarzyła i nie pochłonęła tysięcy ofiar. Trudno się dziwić – prawie każdy z powodu pandemii w jakiś sposób ucierpiał. I tak 1 lipca zdejmiemy maseczki w ostatnich miejscach, gdzie jeszcze obowiązują, i wszystko będzie normalne.

Wydaje się, że rolą nas, środowisk medycznych, jest niedopuszczenie do tego, żeby tak właśnie było – powinniśmy wymóc na zarządzających systemem przygotowanie i opracowanie procedur, a także bardzo mocno zaangażować się w edukację społeczeństwa, zwłaszcza w zakresie szczepień ochronnych, do których brak przekonania, a nawet nieufność Polaków, pokazała pandemia.

Czyli pomimo odwołania pandemii jeszcze dużo pracy przed nami, żeby Polak był mądry po szkodzie, tak jak mówi staropolskie przysłowie.

Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej