14 lipca 2024

Opieka nad pacjentami z COVID-19 okazuje się nieopłacalna

Czy ratując zdrowie i życie, także w dobie pandemii, powinno się patrzeć na pieniądze? Z Bogumiłem Kurowskim, dyrektorem Szpitala Powiatowego w Nowym Mieście Lubawskim sp. z o. o., rozmawia Mariusz Tomczak.

Foto: Mariusz Tomczak

Jakie są największe problemy szpitali powiatowych?

Bogumił Kurowski: Małe szpitale dotknięte są przede wszystkim przez dwa potężne problemy: niedobór kadr, zwłaszcza lekarzy specjalistów, i brak pieniędzy. Stawki za godzinę pracy w szpitalach powiatowych często są wyższe niż w placówkach znajdujących się w miastach wojewódzkich, a wyceny procedur nieadekwatne do ponoszonych wydatków.

W jaki sposób pandemia wypłynęła na pracę szpitala Nowym Mieście Lubawskim?

Od kilku miesięcy współpracujemy z NFZ i służbami wojewody, zabezpieczając bazę łóżkową i respiratorową dla mieszkańców naszego regionu. W listopadzie najpierw zostaliśmy zobowiązani przez wojewodę do przekształcenia 20 proc. ogólnej puli łóżek, jakimi dysponujemy, tylko dla pacjentów covidowych. W lutym nakazano nam je likwidować, po czym na początku marca ponownie trafiła do nas decyzja, że mamy hospitalizować pacjentów z COVID-19.

Nasz oddział covidowy cieszy się dobrą opinią, co nie znaczy, że wszystkim pacjentom udało się pomóc. Od połowy listopada do połowy lutego na oddziale było 89 pacjentów, w tym 14 osób zmarło, ale trzeba dodać, że część chorych trafiła z oddziałów paliatywnych i nie miała dobrych rokowań. Wojewoda przydzielał nam tylko sporadyczne wsparcie ze strony lekarzy i pielęgniarek.

W związku z tym, że nasza placówka należy do II poziomu zabezpieczenia covidowego, nie możemy leczyć pacjentów tak, jak robiliśmy to przed pandemią. Gdyby oddział covidowy był zamknięty, kadra mogłaby powrócić do na oddziały: wewnętrzny, ginekologiczno-położniczy, pediatryczny czy chirurgiczny, a poza tym znacznie łatwiej można by organizować pracę w całej placówce.

Czy funkcjonowanie oddziału covidowego pomaga placówce finansowo?

Coraz wyraźniej widać, że działalność z tytułu opieki nad pacjentami z COVID-19 okazała się dla nas nieopłacalna. Od połowy listopada do początku lutego zanotowaliśmy ponad 200 tys. zł straty. Ponadto w celu dostosowania obserwacyjnej izby przyjęć i oddziału dla potrzeb przyjmowania pacjentów podejrzanych i chorych na COVID-19 ponieśliśmy nakłady w wysokości ponad 160 tys. zł.

Ktoś może powiedzieć, że w dobie pandemii, ratując zdrowie i życie, nie powinno się w ogóle patrzeć na pieniądze, ale przecież ja jako dyrektor z tym problemem pozostanę, podobnie jak właściciel – powiat nowomiejski. Brak środków w szpitalu odbija się na całej jego działalności. Niestety w dalszym ciągu nad wszystkimi szpitalami wisi niepewność związana z koniecznością odrabiania świadczeń z ubiegłego roku, pozaryczałtowych i ryczałtowych. „Kością niezgody” są także dodatki covidowe dla personelu.

Ponadto NFZ pod pretekstem ustawy o Funduszu Medycznym zmienił zasady rozliczania hospitalizacji na oddziałach pediatrycznych. Na razie odbywa się to w wysokości 1/12 ryczałtu z 2020 r. miesięcznie, ale tylko do 30 czerwca. Od 1 lipca 2021 r. szpitale dziecięce i szpitale posiadające oddziały dziecięce mają być rozliczane za faktycznie zrealizowane świadczenia zdrowotne, a w czasie pandemii obłożenie tych oddziałów jest małe. W naszym przypadku to oznacza pomniejszenie w 2021 r. przychodów o ok. 1 mln złotych.  Walczymy z COVID-19, a tu „odcina się nam prąd”. Z tego też powodu istnieje realne zagrożenie niekontrolowanej likwidacji oddziałów dziecięcych, a także – ze względu na częste powiązanie organizacyjne – oddziałów ginekologiczno-położniczych. Co będzie po pandemii?