Pięć lekcji z afery Zondacrypto

Upadki giełd kryptowalutowych to brutalne lekcje dla posiadaczy aktywów cyfrowych. Pokazują, że można stracić wszystko, jeśli z powodu braku wiedzy roztargnienia lub lenistwa nie dba się o bezpieczeństwo.

Fot. magnific.com

Z badania Ipsos przeprowadzonego na zlecenie Narodowego Banku Polskiego w IV kwartale 2025 r. wynika, że w naszym kraju kryptowaluty posiada 6,4 proc. dorosłych osób. Są to głównie ludzie młodzi.

Mimo że kryptoaktywów można używać legalnie w bardzo wielu krajach, a bitcoin – po zatwierdzeniu funduszy ETF typu spot przez amerykańską Komisję Papierów Wartościowych i Giełd na początku 2024 r. – wszedł do finansowego mainstreamu, nie są one takimi samymi walutami jak np. dolar amerykański czy złoty polski.

W rozumieniu naszego prawa to nie jest „pieniądz elektroniczny”. „Zgodnie z definicją zaproponowaną przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego »waluty« wirtualne są cyfrową reprezentacją wartości, nieemitowaną przez bank centralny ani organ publiczny, niekoniecznie powiązaną z walutą określonego kraju, lecz uznawaną przez osoby fizyczne i prawne za środek płatniczy” – podaje NBP na stronie internetowej.

Anatomia upadku

Kryptowaluty można kupować i sprzedawać za pośrednictwem wyspecjalizowanych platform internetowych, działających trochę jak kantory online. Jednym z takich miejsc była do niedawna Zondacrypto – giełda kryptowalut zarejestrowana w Estonii, ale wywodząca się z naszego kraju. Wspierała ona finansowo znane kluby piłkarskie i ważne wydarzenia, reklamowali ją sportowcy i aktorzy, a jej logo zawisło m.in. na siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Warszawie. Ale to już historia.

Kilka miesięcy temu zaczęły pojawiać się problemy z wypłatą środków przez klientów Zondacrypto. Wiosną 2026 r., gdy o braku płynności zaczęły informować najważniejsze polskie media, wybuchł skandal. W kwietniu Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo. Do połowy maja przesłuchano kilkuset pokrzywdzonych i przyjęto prawie 2 tys. zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Straty klientów są szacowane na setki milionów złotych.

O czym warto pamiętać?

Zostawmy na boku dywagacje, na ile zakup kryptowalut to inwestowanie, a na ile spekulacja. Zastanówmy się raczej, jakie lekcje z omawianej afery mogą – a wręcz powinny – wyciągnąć osoby, które mają kryptoaktywa lub planują je nabyć.

Po pierwsze, posiadanie kryptowalut wiąże się z podwyższonym ryzykiem. Wynika ono m.in. z cyberataków i rozmaitych oszustw, ograniczonego nadzoru, braku gwarancji na wzór Bankowego Funduszu Gwarancyjnego czy dużej zmienności notowań, która część osób popycha do sprzedaży ze stratą.

Po drugie, żadna giełda nie powinna być traktowana jako miejsce do przechowywania aktywów, ale jedynie do dokonywania transakcji. Ten, kto trzyma niezainwestowane środki na platformie, naraża się na ryzyko ich utraty, np. w razie upadłości lub wystąpienia problemów z płynnością. Żelazna zasada brzmi: zakupione kryptowaluty należy przechowywać na prywatnym portfelu sprzętowym, do którego klucze prywatne zna tylko jego posiadacz.

Po trzecie, warto dywersyfikować miejsca przechowywania aktywów. Wraz ze wzrostem ich wartości lepiej rozpraszać ryzyko i korzystać z różnych platform. Tutaj musi działać zasada ograniczonego zaufania, ponieważ nawet w podmiotach dużych, znanych, działających od dawna i o nieskazitelnej reputacji może kiedyś dojść do poważnych problemów.

Po czwarte, opóźnienia w wypłatach środków to czerwona flaga. Jeśli pojawiają się doniesienia o „przejściowych problemach technicznych” czy „tymczasowej blokadzie środków” na rachunkach niektórych klientów, to warto zwiększyć czujność. W wielu sytuacjach trzeba jednak działać natychmiast. Upadki platform pokazują, że im dłużej zwleka się z podjęciem decyzji, tym trudniej odzyskać aktywa cyfrowe.

Po piąte, obecność znanych twarzy w materiałach reklamowych nie oznacza, że mamy do czynienia z podmiotem godnym zaufania. Agresywny marketing, zwłaszcza w obszarze finansów, nie powinien zwalniać z myślenia. Choć zasada ta wydaje się oczywista, wiele osób wciąż nabiera się na sztuczki speców od promocji.

Mariusz Tomczak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026