Wiersze Joanny Matlachowskiej-Pali

Joanna Matlachowska-Pala jest laureatką XV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego dla Lekarzy im. Prof. Andrzeja Szczeklika „Przychodzi wena do lekarza” (I miejsce w kategorii Poezja).

Fot. magnific.com

Urodziła się w Warszawie, mieszka w Opolu. Poetka, z zawodu lekarka. Zamężna, mama trzech synów. Ukończyła studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Poznaniu. Specjalistka chorób wewnętrznych i medycyny paliatywnej, wieloletni pracownik oddziału chorób wewnętrznych szpitala w Opolu.

Założycielka pierwszego w Opolu Hospicjum Domowego, współtwórczyni i dyrektor ds. medycznych Oddziału Opieki Paliatywnej Centrum Opieki Paliatywnej „Betania”, pracownik dydaktyczny Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Opolskiego. Propagatorka idei hospicyjnych.

W czasie studiów podjęła pierwsze próby literackie. Jest laureatką wielu ogólnopolskich konkursów literackich, kilku Turniejów Jednego Wiersza. Drukowała swoje wiersze w wielu czasopismach, antologiach, almanachach, współautorka książki „Twarze Opola, twarze muzeum” (tom I).

Prezentowała wiersze na antenie radiowej Dwójki, Radia Opole i Radia Doxa, na Najeździe Poetów na Zamek Piastów Śląskich w Brzegu, podczas wieczorów autorskich, koncertów poetycko-muzycznych. Jest członkiem Unii Polskich Pisarzy Lekarzy.

 Autorka tomów poetyckich: „Most dla motyla” (1995), „Biało-błękitne” (2000), „Telegram Eklezjasty” (2011), „A wróble już to wiedzą” (2015), „Bezpowrotne” (2021), „W chmurach światła” (2024). Zdarza się jej pisać także prozę poetycką. Lubi turystykę, spacery, góry, wodę, rower, książki, ikony, muzykę klasyczną, od lat z przyjemnością śpiewa w scholi czterogłosowej.

Medytacja

tuż pod grzbietem pagórka

gdzieś między rdzawą sosną a dębem

monotonnie zawodził ptak

miarowo z regularnością wersetów

niemal jak mnisi

w niedalekim klasztorze

którego dach czerwienił się

pomiędzy garbami zielonych pól

przyszłam aż tutaj

uczyć się od niego

rytmu oddechu

lekkości piórka

pewności stąpania i równie ważnej

pewności znikania

wiedzy tajemnej o tym

jak szukać tego co w górze

ja – ślimak w skorupie

z ledwie jedną nogą

Wiosną

liście dębów przychodzą ostatnie

może dlatego że do późna grają w jesiennym teatrze

scenografia w brązach potem jasna zieleń

a przedstawienie trwa

scena z jaśminem i robinią dopiero przed nami

przestrzeń cała w obrotach znowu przemieniona

ruch tam niebywały chociaż niesłyszalny

krajobrazy tak zwykłe że mieszczą się w dłoni

jak żuk liść stokrotka

zaledwie przypisy do łąk niebieskich

i odsyłacze do światów wysokich

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2026