Specjalizacje na nowych zasadach

Od tegorocznego, jesiennego postępowania kwalifikacyjnego, dotyczącego rekrutacji na odbycie specjalizacji, lekarze i lekarze dentyści będą się kształcić w nowym, modułowym systemie. Wprowadzono inny podział specjalizacji, a także ułatwiono dostęp i skrócono ścieżkę szkoleń z węższych dziedzin medycyny. Czy zmiany pozytywnie wpłyną na przygotowanie zawodowe przyszłych kadr lekarskich?

Foto: Marta Jakubiak

O potrzebie wdrożenia nowych zasad w kształceniu specjalizacyjnym lekarzy mówiło się od dawna. Odpowiednie regulacje prawne zawarto w 2011 r. w nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, ale ich dopełnienie w postaci szczegółowego rozporządzenia Ministerstwo Zdrowia wydało dopiero w styczniu 2013 r.

Nowy system nie mógł jednak wejść w życie, dopóki nie zostały opracowane programy specjalizacji, a te MZ zatwierdziło w czerwcu br. Dlatego dopiero od tegorocznej, jesiennej sesji rekrutacyjnej na miejsca specjalizacyjne, obowiązują nowe reguły.

Krótsza ścieżka, ułatwienia dla młodych

Nie ma już podziału na dziedziny podstawowe i szczegółowe, a do zdecydowanej większości specjalizacji można przystąpić zaraz po ukończeniu stażu podyplomowego, a po jego likwidacji – już po uzyskaniu dyplomu (wyjątek stanowią: perinatologia, endokrynologia ginekologiczna i rozrodczość, ginekologia onkologiczna, hipertensjologia, intensywna terapia, seksuologia, transplantologia kliniczna, urologia dziecięca). Szkolenie będzie się odbywać w trybie modułowym.

Dla części specjalizacji wiąże się to z zaliczeniem odpowiedniego modułu podstawowego (jest ich pięć: chirurgia ogólna, choroby wewnętrzne, otorynolaryngologia, patomorfologia, pediatria) i następnie – specjalistycznego, a dla pozostałych specjalizacji przewidziano moduł jednolity. Dzięki tej zmianie, szczególnie w przypadku wąskich dziedzin medycyny, zdecydowanie skróci się czas odbywania specjalizacji. Krótszy czas szkoleń przewidziano też w przypadku wielu dziedzin podstawowych. Opinie, czy to dobrze, czy źle, są podzielone.

Obawa o jakość

– Pomysł wprowadzenia modułowego systemu kształcenia jest korzystny dla pewnej grupy lekarzy. Dotychczas, zwłaszcza niektóre specjalizacje trwały zbyt długo i o tym mówiło się od dawna. Zdecydowano się jednak na daleko idące zmiany i drastyczne skrócenie czasu trwania poszczególnych specjalizacji. Aby zostać alergologiem, trzeba było specjalizować się przez osiem lat, teraz ma wystarczyć pięć! Skrócenie szkolenia o rok, dwa, jest może do zaakceptowania, ale o trzy lata to już poważny problem. Będzie on jeszcze większy, gdy o specjalizacje zaczną ubiegać się lekarze z roczników, które obejmie już likwidacja stażu podyplomowego, czyli mniej doświadczonych – obawia się prof. Jerzy Kruszewski, przewodniczący Komisji Kształcenia Medycznego Naczelnej Rady Lekarskiej.

– Resort zdrowia chce zwiększyć liczbę specjalistów, ale jakim kosztem? Obawiam się, że skrócenie czasu specjalizowania się może pogorszyć jakość kształcenia, zwłaszcza w kontekście nabywania doświadczenia i umiejętności. Chyba nie chodzi nam o takiego specjalistę, który umie realizować procedury, i nic ponad to. Tego można się nauczyć i w krótszym czasie. Ale przychodnia i szpital to nie fabryki, gdzie robotnik powtarza te same czynności – dodaje nasz rozmówca.

Słychać jednak też pozytywne głosy, choć nie bez cienia obawy. – Dobrze się stało, że wprowadzono szkolenia w trybie modułowym, bo lekarz, który chce się kształcić i pracować w dziedzinie szczegółowej, nie będzie musiał wcześniej spędzić długich lat na zdobyciu specjalizacji podstawowej. Dotychczas patologicznie trudno było zrobić specjalizację z wąskiej dziedziny, nawet pracując w oddziale referencyjnym. Czy to nie za krótko? Myślę, że wszystko tak naprawdę zależeć będzie od sposobu realizowania szkolenia. Jeśli będzie ono przeprowadzone rzetelnie, to tyle czasu wystarczy. Problem może jednak zaistnieć, ponieważ specjalizujący się często nie są dopuszczani do wykonywania procedur, gdyż NFZ nie płaci za procedurę zrealizowaną przez nie-specjalistę – ocenia dr Filip Dąbrowski, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy NRL.

Wracamy do starych problemów

Skrócenie ścieżki kształcenia podyplomowego ma spowodować szybszy i zwiększony dopływ wysoko wykwalifikowanej kadry medycznej do systemu opieki zdrowotnej, ale czy takie działania rzeczywiście wystarczą? Podczas tegorocznej sesji rekrutacyjnej Ministerstwo Zdrowia przyznało 2500 miejsc rezydenckich, czyli niemal tyle samo, co rok temu, a przecież trzeba też było w ich podziale uwzględnić miejsce dla nowych specjalizacji. Środowiska lekarskie od lat alarmują, że to za mało, a wielu młodych lekarzy po ukończeniu studiów nie ma szans na dalszy rozwój.

Miejmy nadzieję, że coś się w tej sprawie zmieni, tym bardziej że nowa premier rządu zapowiedziała podczas swojego expose, że dla absolwentów uczelni medycznych z lat 2012-2015 zostanie uruchomionych 3,5 tys. rezydentur (zobacz więcej). Resort zdrowia zapewnia, że na ten cel zaplanowane zostały w projekcie ustawy budżetowej na 2015 r. środki w wysokości ok. 60,7 mln zł. Może jednak będzie lepiej?

Więcej, więcej, więcej…

Krótsza ścieżka to nie jedyna zmiana w systemie kształcenia specjalizacyjnego. W wykazie znalazło się 77 specjalizacji lekarskich (było 68) oraz 9 lekarsko-dentystycznych (tak jak dotychczas). W jakich obszarach zwiększono wybór w specjalizowaniu się? Zamiast medycyny transportu utworzono dwie: medycynę lotniczą, a także medycynę morską i tropikalną. Na wniosek konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii utworzono też specjalizacje z perinatologii, jak również z endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości.

Powstała też – niezależnie od specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii – sama intensywna terapia, przeznaczona dla lekarzy, którzy szkolili się w innych dziedzinach medycyny, a którzy mają na swoich oddziałach ciężko chorych pacjentów. Przybyło też, na wniosek konsultanta krajowego w dziedzinie pediatrii i Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, kilka specjalizacji pediatrycznych (choroby płuc dzieci, endokrynologia i diabetologia dziecięca, gastroenterologia dziecięca, nefrologia dziecięca, pediatria metaboliczna). Zdaniem MZ ma to poprawić skuteczność leczenia dzieci w naszym kraju.

Pomysły dotyczące tworzenia nowych specjalizacji do tej pory wzbudzają kontrowersje, tym bardziej, że Polska na tle innych krajów i tak wyróżniała się dużą ich liczbą. – Uważam, że powołanie co najmniej kilku nowych specjalności nie było potrzebne, zwłaszcza w momencie wprowadzania nowego systemu. Poza tym, kilku nowych specjalizacji nie ma w wykazie specjalizacji objętych automatycznym uznawaniem pomiędzy poszczególnymi państwami Unii Europejskiej, więc lekarza, który poświęci czas, aby je zrobić, w UE nikt poza Polską za specjalistę nie uzna – ocenia prof. Jerzy Kruszewski.

Są i inne wątpliwości. W przypadku nowych specjalizacji pediatrycznych, jako że lekarze będą mogli je uzyskiwać po zrealizowaniu modułu podstawowego z pediatrii i odpowiednich specjalistycznych modułów pediatrycznych, pojawił się problem równoważności tak uzyskiwanego tytułu specjalisty z tytułem uzyskiwanym wg zasad dotychczasowych.

Prezes NRL Maciej Hamankiewicz napisał w tej sprawie list do Ministra Zdrowia, pytając między innymi, „czy kompetencje i uprawnienia lekarzy, którzy obecnie są specjalistami w dziedzinie pediatrii i gastroenterologii (nefrologii, chorób płuc itp.) będą uznawane za identyczne jak lekarzy, którzy w nowym systemie zrealizują moduł podstawowy z pediatrii i moduł specjalistyczny, np. z gastroenterologii dziecięcej (nefrologii dziecięcej, chorób płuc dzieci itp.)”.

Lidia Sulikowska

Artykuł ukazał się w „Gazecie Lekarskiej” nr 11/2014

Powiązane aktualności

Jeden komentarz

Skomentuj
  1. Bydgoszczanka
    Lis 27, 2014 - 02:33 PM

    Im więcej zbędnych specjalizacji, tym trudniej będzie nam o prace!

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *