Pacjentocentryzm: empatia czy zimne finanse

Jak prowadzić dialog w trudnych dla systemu ochrony zdrowia czasach – zastanawiali się uczestnicy debaty otwierającej Konferencję Pacjentocentryzm organizowaną przez Fundację My Pacjenci. W dyskusji wziął udział szef samorządu lekarskiego Łukasz Jankowski.

Fot. Fundacja My Pacjenci/YouTube

To już V edycja konferencji poświęconej miejscu pacjenta w systemie ochrony zdrowia. Odbywa się w dniach 9-10 czerwca w salach warszawskiego hotelu Novotel Airport. W pierwszej debacie, poświęconej wzmacnianiu pacjentocentryzmu przez dialog i współdecydowanie wzięli udział – obok dr Łukasza Jankowskiego, Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej – również senator dr Beata Małecka-Libera, Kamilla Gółcz z Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Anna Gołębicka, ekspertka Centrum Adama Smitha, Marzanna Bieńkowska z biura Rzecznika Praw Pacjenta, dr Jakub Gierczyński z Rady Ekspertów przy RPP i Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci.

Większa część dyskusji skupiła się wokół trudności we współpracy z Ministerstwem Zdrowia. Organizatorzy podkreślali, że mimo zaproszenia, nikt z resortu nie pojawił się na spotkaniu (wyjaśnieniem może być jednak to, że w tym samym czasie odbywały się również inne konferencje poświęcone zdrowiu, a także posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia, podczas której dyskutowano o „Lex szarlatan”).

Presja ma sens

– Organizacje pacjenckie wykonały ogromną pracę. Jest chęć współpracy, a dialog z politykami i ekspertami jest prowadzony na bardzo wysokim poziomie – mówiła moderująca debatę Ewelina Nazarko-Ludwiczak z Fundacji My Pacjenci. – Ale bardzo częste zmiany osób zajmujących się systemem ochrony zdrowia ten dialog utrudniają. Organizacje pacjenckie za każdym razem muszą te kontakty od nowa budować.

Do tych słów odniosła się senator Małecka-Libera, podkreślając, że nie występuje jako rzecznik rządzącej koalicji, lecz przedstawicielka parlamentu. – Dialog z organizacjami pacjenckimi jest prowadzony bardzo szeroko. Toczy się za pośrednictwem debat, warsztatów, konferencji. W parlamencie drzwi dla pacjentów są szeroko otwarte – mówiła. Starała się skierować dyskusję w stronę zaangażowania organizacji pacjenckich w działania edukacyjne.

– Zachęcam do spojrzenia na działania organizacji pacjenckich nie tylko z perspektywy samego chorego, ale szerzej. Chciałabym abyście zaczęli aktywniej działać w zakresie edukacji i profilaktyki. Doszliśmy do ściany, jeżeli chodzi o możliwości terapii i innowacyjnych leków, mamy fantastyczne wyniki leczenia. Ale nie poprawimy wskaźników bez zaangażowania społeczeństwa. Po wyjściu z gabinetu lekarskiego, to wy – pacjenci – decydujecie o tym, czy będzie wypełniać zalecenia lekarza w zakresie diety, czy ruchu – podkreślała przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Marzanna Bieńkowska z biura RPP podkreślała znaczenie współpracy z pacjentami. – Rzecznik Praw Pacjenta od początku wspiera organizacje pacjenckie. Czasem Ministerstwo Zdrowia zamyka przed nimi drzwi, ale Rzecznik zawsze jest gotowy do kontaktu. Słuchanie ich głosu jest niezmiernie ważne, bo pacjenci mają znajomość funkcjonowania systemu ochrony zdrowia i jego mankamentów od podstaw – mówiła Bieńkowska.

Dialog pozorowany

Prezes Łukasz Jankowski, zapytany o współpracę z Ministerstwem Zdrowia, także przypomniał o braku strategii i działaniach wyłącznie w odpowiedzi na kryzysy oraz niechęci do prowadzenia merytorycznego dialogu.

– Dialog to relacja w dobrej wierze, która ma doprowadzić do zrozumienia swoich racji. Trudno uznać, że dialog jest, skoro nie ma z nami nawet przedstawiciela ministerstwa. Dialog to nie jest robienie sobie zdjęć z lekarzami czy pacjentami. Niestety dialog jako pojęcie uległ dużej deprecjacji – mówił prezes NRL. – Dotyczy to również pacjentocentryzmu, które dziś znaczy coś innego niż pięć lat temu. Na pierwszej konferencji mówiliśmy o podejściu lekarza do pacjenta, o empatii, o edukacji. Mówiliśmy wręcz o tym, że lekarz powinien poprawić pacjentowi poduszkę pod głową. Dziś, po pięciu latach, nie ma złudzeń, że brutalizacja życia publicznego doprowadziła do tego, iż nie mówimy już o empatii, ale o rozwiązaniach finansowych – że pieniądze powinny iść za pacjentem. Aby system był pacjentocentryczny po pierwsze musi się opłacać leczyć pacjenta. Jeśli tak się nie stanie, to będziemy mieć system „urzędniczocentryczny”, „lekarzocentryczny” czy „szpitalocentryczny” – podkreślał Łukasz Jankowski.

Szef samorządu lekarskiego wspomniał, że bez dopływu środków finansowych budowa pacjentocetrycznego systemu się nie powiedzie. Podał przykład takiego działania skonstruowanego wokół samego pacjenta – podniesienia składki zdrowotnej, ale tylko tym, którzy nie robią badań profilaktycznych. Osoby dbające o zdrowie, badające się, prowadzące zdrowy tryb życia, miałyby płacić mniej.

Na aspekt finansowy rzutujący na efektywność opieki nad pacjentem zwróciła uwagę Kamilla Gółcz z Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych. Przypomniała, że tylko 15 proc. pielęgniarek wykonuje pracę w ramach jednej umowy etatowej. – W zderzeniu z rzeczywistością pacjentocentryzm schodzi na drugi plan. Pielęgniarki są przepracowane, nie są rozliczane z zajmowania się pacjentami, ale z wykonania procedur. Wciąż są łamane normy zatrudnienia, funkcjonują jednoosobowe dyżury pielęgniarskie, co jest skandalem – skarżyła się Kamilla Gółcz.  – W innych krajach Unii Europejskiej, np. w Hiszpanii, normy pielęgniarskie są prawami pacjenta – bo to pacjentowi należy się adekwatna opieka, na tym opiera się bezpieczeństwo pacjenta.

Bez strategii dla zdrowia

Porównywanie polskich rozwiązań systemowych oraz efektywności działań z rozwiązaniami europejskimi wypada dla naszych decydentów bardzo źle. – Po pierwsze nie mogę słuchać, że pacjent jest świadczeniobiorcą – irytował się dr Jakub Gierczyński z Rady Ekspertów przy RPP. – Na szczęście dzięki Unii Europejskiej nie musimy odkrywać koła na nowo. W Holandii jest 40 tys. koordynatorów na 17 mln pacjentów po to, aby pacjent miał komfort, umiał się poruszać w systemie i żeby móc raportować wyniki leczenia. Możemy się do nich porównywać, a nawet powinniśmy się porównywać – podkreślał ekspert.

Dyskusja, która początkowo miała dotyczyć promowania pacjentocentryzmu skierowała się w stronę braku strategii dla całego systemu. – Trudno mówić o empatii i poprawianiu pacjentowi poduszki, skoro MZ zaskakuje nas ograniczeniami w dostępie do badań – zauważyła prowadząca debatę Ewelina Nazarko-Ludwiczak.

– Ciągle liczymy nakłady na ochronę zdrowia w zależności od PKB. Patrząc na ochronę zdrowia nie można posługiwać się tylko jednym parametrem. Możemy mówić o wydawaniu pieniędzy, ale warto mówić również o technologii, rozwiązaniach prawnych i szeregu innych elementów kształtujących system. Musimy zdefiniować co jest celem naszej strategii: leczenie chorych czy zdrowie – przekonywała Anna Gołębicka z Centrum Adama Smitha. Mówiła również o potrzebie współpracy decydentów, lekarzy wszystkich specjalności, pielęgniarek i pacjentów. – Inaczej mamy do czynienia z wojną plemienną, w której każdy wyszarpuje jakąś część dla siebie.

– Strategie zdrowotne w krajach, które badaliśmy z NIL IN mają dwie strony – jedna opisuje problem medyczny, druga określa cel. Na przykład 70 proc. danej populacji ma przejść badania przesiewowe. Określa się czas i osobę odpowiedzialną – podkreślał Łukasz Jankowski. – U nas określa się cel, którym jest na przykład budowa ośrodków, centrów itp. Co z tego ma pacjent?