Paweł Barucha: Ministerstwo z dykty
Okres wakacyjny zazwyczaj nie obfituje w znaczące wydarzenia, ale tym razem jest inaczej. Ministerstwo Zdrowia i NFZ dbają o to, żebyśmy się nie nudzili. A przy okazji w brutalny sposób obnażają braki w zarządzaniu zdrowiem w Polsce.

Wiele się teraz mówi o patologiach systemu. Niestety kolejny już raz rządzący demonstrują brak woli naprawy, a wyciągnięte wnioski sprowadzają się jedynie do stwierdzenia, że wszystkiemu są winni lekarze.
To prowadzi do kolejnych patologii, czyli nowej ustawy i licznych rozporządzeń, szumnie nazwanych reformą, a sprowadzających się jedynie do uprzykrzania nam życia. Pacjenci nie skorzystają na tym nic a nic. Pieniędzy w NFZ nie przybędzie, chyba że uwzględniono w przychodach przyszłe kary za nieprzestrzeganie nowych przepisów.
Wszystkie działania mają sprawić, że w społeczeństwie poprawi się nastój. A jak wszystko runie, to winni będą inni. Zresztą w ustawie zaznaczono, że skutki wprowadzenia przepisów… są nieznane. Widać, że długo nad tym myśleli. Smaczku dodaje zapis o groźbie ośmiu lat więzienia dla lekarza za niedopełnienie obowiązku informacyjnego. Mniej dostają przestępcy drogowi za wypadki ze skutkiem śmiertelnym.
Ale skutki „reformy” wcale nie są takie zupełnie nieznane. Umowy kontraktowe wygasną 31 grudnia. A co będzie, jeżeli duża część lekarzy nie zdąży podpisać nowych? Co się wtedy stanie z pacjentami? Pani minister Kęcka wpadła na genialny pomysł – to inny personel ma wykonywać pracę lekarza. Nawet żal to komentować. Jak sądzę, lekarze i tak przyjdą do pracy, bo przecież nie zostawią pacjentów samych.
Nie odchodzimy od łóżek – odchodzimy od NFZ. Zarówno Ministerstwo, jak i Fundusz bardzo się starają, żeby lekarze i lekarze dentyści nie pracowali w publicznym systemie opieki zdrowotnej. A jak lekarze zaczną rezygnować, to oczywiście winą za upadek systemu obciąży się właśnie ich. Resort zdrowia dużo mówi o dialogu, o potrzebie wsłuchiwania się w społeczeństwo. I nic z tego nie wynika. Widać, że z własnej inicjatywy nie ma nic sensownego do zaoferowania. To ministerstwo teoretyczne – szkoda, że znowu straciliśmy kilka lat.
Prezes NFZ opublikował zarządzenie dotyczące profilaktyki w stomatologii. Nie ma nawet co tłumaczyć celu, wystarczy wspomnieć o głównym problemie – koszty są za wysokie. Wspaniały przykład myślenia paraekonomicznego. Nawet dzieci wiedzą, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Koszty w przyszłości będą większe, ale to przecież będzie kiedyś…
Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2026