Refundacja in vitro: sukces kliniczny, chaos finansowy
Program in vitro realnie zwiększył dostęp do leczenia niepłodności, ale wokół jego finansowania narastają poważne wątpliwości. Ośrodki wskazują na błędy w algorytmie podziału środków, niejasne zasady rozliczeń i limity, które mogą zatrzymać leczenie kolejnych par.

Według raportu stowarzyszeń „Nasz Bocian” i CEESTAHC, dzięki refundacji in vitro w Polsce urodziło się już ok. 15 tys. dzieci – ok. 30 dziennie. Ponad 90 proc. pacjentów pozytywnie ocenia program, a 60 proc. to osoby, które wcześniej nie miały ani jednej próby in vitro, co potwierdza, że refundacja dotarła do nowych grup.
Program działa. Nie nadążają pieniądze
Problem zaczyna się przy finansowaniu. 73 proc. ośrodków wskazało limit środków jako główną barierę. Zdarzały się sytuacje, w których leczenie przerywano z powodu braku pieniędzy, nawet po rozpoczęciu stymulacji.
Placówki realizujące program alarmują, że obecny sposób podziału pieniędzy odwrócił pierwotne założenie: zamiast pieniędzy idących za pacjentem, pacjent ma iść za pieniędzmi.
Kliniki Gyncentrum i FertiMedica: po analizie dokumentów uzyskanych w trybie dostępu do informacji publicznej — wskazują na:
- niejasny mechanizm podziału środków,
- dane, które nie mogły być rzetelną podstawą do rozdysponowania setek milionów złotych,
- algorytm „skuteczności”, który — jak twierdzą — nie odzwierciedla skuteczności procedur in vitro.
Prof. Anna Bednarska‑Czerwińska podkreśla, że w wielu ośrodkach środki na 2026 r. „za chwilę się skończą”, a błędny algorytm tworzy jedynie pozory transparentności. Problem dotyczy także publicznych szpitali, co szczególnie uderza w pacjentki wymagające leczenia w placówkach z zapleczem szpitalnym.
Nierozliczone 10 mln zł
Na program w 2025 r. przeznaczono 600 mln zł. Według danych przywoływanych przez ośrodki: realnie wydano ok. 594 mln zł, po uwzględnieniu zwrotów za niezrealizowane świadczenia pozostało ok. 10 mln zł.
Placówki pytają, dlaczego tej kwoty nie przeznaczono na nadwykonania, w tym procedury pilne: na przykład zabezpieczenie płodności u pacjentek onkologicznych. Według relacji ośrodków, po 28 sierpnia 2025 r. ministerstwo miało odrzucać wnioski o dodatkowe środki, także te oznaczone jako pilne.
Resort odpowiada, że w umowach nie wyodrębniono osobnej puli na zabezpieczenie płodności, a realizator ma tak zarządzać środkami, by wykonać procedurę „poza kolejką”.
Niespójne interpretacje i dodatkowe koszty
Choć program miał być bezpłatny, raport pokazuje, że: prawie połowa pacjentów zapłaciła za badania kwalifikacyjne, u 16 proc. dodatkowe koszty (poza lekami i PGT) przekroczyły 5 tys. zł, podobny odsetek wydał ponad 5 tys. zł na leki do stymulacji.
Niemal połowa ośrodków zgłosiła także zmianę interpretacji tych samych przepisów przez Ministerstwo Zdrowia. W efekcie jedne placówki pobierają opłaty za świadczenia objęte refundacją, inne wykonują je bezpłatnie.
Placówki apelują o zmiany
Ośrodki domagają się:
- podziału środków według realnego zapotrzebowania i liczby pacjentów,
- ujawnienia zasad działania algorytmu,
- stworzenia centralnego rejestru pacjentów i świadczeń, który pokazywałby kolejki i potrzeby finansowe,
- mechanizmu, w którym pieniądze faktycznie podążają za pacjentem.
Jak podkreśla Małgorzata Federowska z FertiMedica, problemem nie jest sama ocena jakości leczenia, lecz sposób, w jaki wykorzystano ją do podziału pieniędzy: „To nie pula środków jest problemem, tylko nietransparentność i nieprzewidywalność finansowania”.