Tam, gdzie natura wciąż rządzi światem
Na wyspach Galapagos człowiek jest tylko gościem. Uchatki śpią na parkowych ławkach, legwany wygrzewają się przy lotnisku, a żółwie olbrzymie spokojnie przemierzają zielone wzgórza.



Lotnisko na wyspach Galapagos, na niewielkiej wyspie Santa Cruz, szczyci się opinią najbardziej ekologicznego portu lotniczego na świecie, o czym informują napisy. Po wyjściu z małego samolotu ekwadorskich linii lotniczych od razu uderza nas fala gorąca. Termometr pokazuje 38 stopni Celsjusza. Uf, jak gorąco! W oddali widać niski budynek lotniska z panelami fotowoltaicznymi na dachach i na pobliskim skwerze.
Ale pierwsze zaskoczenie przychodzi jeszcze szybciej. Na niskim krzewie siedzi legwan. Inny wygrzewa się w słońcu. Jeszcze kolejny zastygł w bezruchu i z uwagą obserwuje podróżnych. Czekając na odprawę pod cicho szumiącymi wentylatorami, skupiam wzrok na tablicach świetlnych pokazujących, jakie cuda przyrody można tu spotkać.
Najmniejsze pingwiny świata, mierzące zaledwie 20–30 centymetrów wysokości – jedyne występujące na półkuli północnej – a także uchatki, legwany, rekiny, żółwie morskie i żółwie słoniowe. Mnóstwo ptaków, z których najbardziej fascynujące są fregaty z czerwonym, nabrzmiewającym podgardlem oraz słynne głuptaki o niebieskich łapach.
Archipelag życia
Wysp w grupie Galapagos jest 19 (większe, często nazwane imionami żeńskimi, to Genovesa, Floreana, Isabela, Fernandina, dalej Española, Pinzon, Santa Fe, Santiago, San Cristobal, Santa Cruz). Tylko cztery z nich są zamieszkałe, a na kolejne cztery trzeba dostarczać słodką wodę.
Stolica i jedyny uniwersytet znajdują się na San Cristobal. Największa wyspa – Isla Isabela – ma kształt konika morskiego. Znajduje się na niej sześć wulkanów objętych ścisłą ochroną, niektóre z nich nadal są aktywne. Na Isabeli znajduje się także miasteczko Puerto Villamil, jedyna farma w drodze na wulkan Sierra Negra, ale brakuje tu wody do picia.
Wszystkie samoloty rejsowe lądują na przyczółku, na maleńkiej wysepce Baltra, przylegającej do wyspy Santa Cruz. Jest ona najbardziej turystyczna, pełno tam hoteli, sklepów, restauracji. Port od świtu do późnej nocy tętni życiem. Wodne taksówki za dolara dowożą turystów do większych jednostek wypływających ku dalszym wyspom.
Pod powierzchnią oceanu
Można wybrać wycieczki z asystentem z biura oferującego zwiedzanie wraz ze snorkelingiem w uroczych zatoczkach. Nie ma tu przybrzeżnych raf koralowych, które spotykamy w Egipcie czy Australii, ponieważ teren jest powulkaniczny. Nie oznacza to jednak ubogiej fauny. Jest kolorowo i aż roi się od uchatek, płaszczek, kolorowych ryb, żółwi morskich i rekinów (te mniejsze, żyjące w wodach przybrzeżnych, są długości do 1 metra). Wygrywa ten, kto zabrał ze sobą aparat do zdjęć podwodnych.
Agencje turystyczne oferują sprzęt do pływania i nurkowania, wyprawy na wulkany, wizytę w Parku Darwina, gdzie prowadzony jest państwowy program ochrony żółwi. Byliśmy w tym wyjątkowym miejscu i mogliśmy obserwować cały proces: od zabezpieczenia jaj zbieranych na różnych wyspach, przez inkubację, aż po hodowlę malutkich żółwi.
Każde jajo jest podpisywane – wiadomo, z której wyspy i z jakiego miejsca pochodzi. Po wykluciu żółwie również są znakowane. Gdy mają od dwóch do pięciu lat, są już na tyle dorosłe, że bezpiecznie mogą wrócić do środowiska, z którego pochodzą. Są transportowane na wyspę, skąd zabrano i zabezpieczono ich jaja. Program ochrony żółwi przynosi efekty, a inicjatywa jest doceniana przez wszystkich, dla których ważna jest ekologia.
Śladami Darwina
W muzeum Darwina jest oczywiście wzmianka i opis prac, które prowadził Karol Darwin. Przewodnik opowiada historię młodego Darwina, który w wieku zaledwie 22 lat został wysłany na wyprawę przyrodniczo-badawczą (bo ojciec nie mógł dojść z nim do ładu, gdyż nie umiał prowadzić interesów). Niewiele brakowało, by zakończył ją bardzo szybko – cierpiał na chorobę morską i ciągłe torsje uniemożliwiały mu spokojną egzystencję.
Kapitan żaglowca „Beagle” zdecydował, że Karol zostanie wysadzony na najbliższej wyspie, czyli w porcie na Wyspach Kanaryjskich. Jednak panowała tam epidemia i statki nie mogły zawijać. Darwin musiał więc płynąć dalej (podróż rozpoczęła się w 1831 r. i trwała do 1836 r.). Ta przypadkowa decyzja zmieniła historię nauki. Po wielu miesiącach podróży trafił na wyspę Santiago, gdzie rozpoczął swoje prace badawcze. Na Galapagos pozostał cztery lata, które wypełnił pracą i wysunął nową teorię o powstaniu gatunków – teorię ewolucji.
Po powrocie do Anglii brał udział w licznych odczytach, prezentował swój dorobek, wdawał się w dysputy z innymi naukowcami, przyrodnikami, aż w końcu w 1859 r. uznano jego dorobek i wkład w dziedzinę nauk przyrodniczych. Stacja Badawcza i muzeum Darwina znajdują się w Puerto Ayora na wyspie Santa Cruz. Będąc tam, trzeba koniecznie odwiedzić muzeum.
W sercu wulkanu
Największe wrażenie podczas wyprawy zrobił na mnie łatwy trekking na zbocza wulkanu Sierra Negra (wysokość 1120 m n.p.m.) na wyspie Isabela, miejsce dawnej kopalni siarki. Zejście z obrzeża wulkanu, którego średnica wynosi 10 km, jest nie lada przeżyciem ze względu na widoki. Surowy krajobraz otaczający krater, intensywnie zielona trawa i nieliczne krzewy, wewnątrz morze zastygłej, czarnej, chropowatej lawy.
W dali, w odległości kilku kilometrów, widać buchającą parę z żółto zabarwionych miejsc, w których nie tak dawno jeszcze wydobywano siarkę. Stąpając po zastygłej lawie, słuchaliśmy, jak nasze kroki dudnią pod stopami. Przewodnik wyjaśnił, że pod nami znajduje się system pustych korytarzy, tzw. tuneli lawowych. Wierzchnia warstwa lawy zastygła, wewnątrz pozostał pusty korytarz.
Byle tylko warstwa była na tyle gruba, by wytrzymała i nie załamała się pod nami – miałam nadzieję i odpędzałam natrętne myśli. Początkowo świeciło słońce, później niebo zasnuły burzowe chmury. Krajobraz stawał się coraz bardziej księżycowy, surowy i tajemniczy. Pięknie tam było, a dzień trekkingu do serca Sierra Negra na zawsze pozostanie w mojej pamięci.
To one są gospodarzami
Na Galapagos zwierzęta mają się doskonale. Nikt im nie przeszkadza, nie płoszy, nikt ich nie nachodzi, wszyscy są życzliwie nastawieni. Uchatki leżą na ławkach w parkach miejskich, przechodzą powoli przez ulicę, kołysząc się na boki. Samochody zatrzymują się i cierpliwie czekają na przejście nietypowych przechodniów.
Między uchatkami wypoczywającymi na piaskach nadbrzeżnych plaż przewijają się legwany. Mają wygląd przedpotopowych, małych smoków. Gdy zastygną w bezruchu, można im spojrzeć głęboko w oczy. Nie boją się ludzi. Są świetnymi pływakami, żywią się planktonem, jaja składają na plaży w wykopanych głębokich dołkach.
Ludzie im nie przeszkadzają, tereny lęgowe odgrodzone są taśmą, sznurem, drewnianym płotkiem, by przypadkiem nie niepokoić samic. A wieczorami można je spotkać, gdy wylegują się na murkach i schodach, ogrzewając swoje cielska w ostatnich promieniach zachodzącego słońca. Nietypowy i niespotykany nigdzie indziej na świecie widok.
Lekcja pokory
Wyspa Santa Cruz obfituje w zielone tereny. Wysoka trawa jest świetnym miejscem, gdzie pożywiają się żółwie słoniowe. Mają wielką skorupę długości nawet półtora metra, są wysokie i sięgają do wysokości uda. W ciągu dnia zjadają ok. 6 kg trawy. Kopulują przez godzinę. Nie mają naturalnych wrogów, jedynie w przeszłości marynarze, głównie piraci, byli ich łowcami. Zabierali kilka osobników na swoje pirackie statki.
Żółwie mogą przez wiele miesięcy nie jeść trawy ani nie pić słodkiej wody, więc były doskonałym magazynem pożywienia, czyli mięsa dla załóg statków. W ten sposób między XVI a XIX wiekiem marynarze, głównie piraci, wytrzebili dużą populację żółwi z wysp Galapagos. Niepowetowana strata. Dlatego teraz rząd Ekwadoru dba o wzrost populacji żółwi, hodując je w centrum Darwina.
Urszula Wilczek
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 6/2026