Armia znów stawia na własnych lekarzy

Reaktywacja Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi staje się faktem – uczelnia zacznie funkcjonować już od 1 lipca, a pierwsi studenci rozpoczną naukę najpóźniej w roku akademickim 2027/2028.

Fot. st. kpr. Wojciech Król/CO MON

Takie terminy przewiduje ustawa o utworzeniu Wojskowej Akademii Medycznej, którą Sejm uchwalił 15 maja. Za jej przyjęciem było 275 posłów, 163 wstrzymało się od głosu, jedna osoba była przeciw. Tydzień później Senat wprowadził do ustawy 16 poprawek. Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę 19 czerwca.

WAM będzie uczelnią publiczną, kształcącą studentów-żołnierzy pod nadzorem ministra obrony narodowej. Jak informuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ustawa „odpowiada na rosnące potrzeby Sił Zbrojnych RP i wojskowej służby zdrowia, które wymagają wykwalifikowanych kadr medycznych. Ponadto dzięki utworzeniu WAM Polska chce wzmocnić zdolności obronne kraju i wesprzeć NATO, jeśli chodzi o medyczne zabezpieczenie misji wojskowych”.

– Medycyna pola walki i doświadczenia z Ukrainy sprawiają, że musimy zainwestować w budowę wojsk medycznych i wojskową służbę zdrowia oraz przeszkolić jak najwięcej lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, żeby byli gotowi do wsparcia systemu wojskowego w czasie bezpośredniego zagrożenia, a w czasie pokoju żeby dobrze służyli wszystkim pacjentom – mówi Władysław Kosiniak-Kamysz, wicepremier, minister obrony narodowej.

Dlaczego w Łodzi?

Prace nad reaktywacją Akademii trwają już od dłuższego czasu. Na początku maja podpisano listy intencyjne w sprawie przejęcia przez resort obrony Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. M. Pirogowa w Łodzi na potrzeby nowej-starej uczelni. Będzie ona mogła korzystać też z klinik Szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Łodzi.

Jak mówi płk Robert Gregulski, wiceszef Dowództwa Wojsk Medycznych, a jednocześnie pełnomocnik ministra obrony do spraw utworzenia WAM, w tym mieście są optymalne warunki do kształcenia medycznego przyszłych wojskowych, co wynika zarówno z dotychczasowych doświadczeń, jak i wieloletniej tradycji.

– Nie ma takiego szpitala, który zabezpieczyłby wszystkie oddziały dla ponad trzydziestu specjalizacji. Dla WAM szpital MSWiA będzie główną placówką, w której zaangażowana będzie większość klinik. Potrzeby uzupełnimy szpitalem im. Pirogowa, który jednocześnie stanie się szpitalem wojskowym w województwie łódzkim – mówi płk Robert Gregulski w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

– Lokalizacja przemawia za istnieniem w Łodzi dużego szpitala o profilu zabiegowym, dla którego organem tworzącym jest minister obrony narodowej. To istotne zaplecze medyczne dla sił zbrojnych w centralnej Polsce i ważny element systemu obronnego państwa – dodaje płk rez. dr n. med. Stefan Antosiewicz, który od marca stoi na czele Okręgowej Rady Lekarskiej Wojskowej Izby Lekarskiej.

Samorząd jest za

Projekt ustawy o utworzeniu WAM został przygotowany przez MON we współpracy z resortami zdrowia oraz nauki. Poparła go m.in. Wojskowa Izba Lekarska, dając temu wyraz kilkoma uchwałami rady okręgowej i w jednej z uchwał podjętych w marcu przez Okręgowy Zjazd Lekarzy.

Projekt został też pozytywnie zaopiniowany przez Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej. W stanowisku podjętym pod koniec kwietnia podkreślono, że WAM będzie źródłem wykwalifikowanych kadr medycznych przygotowanych do służby w jednostkach wojskowych, a także kadry naukowo-dydaktycznej. W ocenie Prezydium NRL zapewni to ciągłość kształcenia i w obszarze medycyny wojskowej.

– Oczywiście można spierać się na temat pewnych szczegółów zawartych w ustawie, ale co do głównej idei nie mam żadnych wątpliwości. Likwidacja WAM była krótkowzroczna i niezwykle szkodliwa dla obronności państwa. Pod względem kadrowym bardzo szybko okazało się, że pewien nadmiar lekarzy wojskowych pozostających w rezerwie przemienił się w gigantyczny deficyt – mówi płk rez. dr Stefan Antosiewicz.

– Jak wiadomo, samorząd lekarski nie jest szczególnym entuzjastą tworzenia nowych uczelni. W przypadku reaktywacji WAM jednak można powiedzieć, że nie do końca powstaje kolejna placówka, a chodzi raczej o uproszczenie istniejącego modelu kształcenia lekarzy wojskowych. Ten, z którym mamy do czynienia od ponad dwudziestu lat, to prowizorka. Studia odbywają się na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi, a podchorążowie podlegają rektorowi Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu – dodaje prezes WIL.

Kilka tysięcy oficerów

WAM powstała w początkowym okresie rządów Władysława Gomułki na podstawie uchwały Rady Ministrów z 7 listopada 1957 r. Było to urzeczywistnienie idei powstałej już w II Rzeczypospolitej. Uczelnia rozpoczęła działalność 1 lipca 1958 r., a formalnie do jej zakończenia doszło 30 września 2002 r.

W ciągu prawie 45 lat swojej działalności wykształciła prawie 6 tys. oficerów medycyny wojskowej, w tym lekarzy, lekarzy dentystów, farmaceutów, psychologów klinicznych i analityków medycznych. Poza tym mury uczelni opuściło ok. 2 tys. doktorów, 340 doktorów habilitowanych i 220 profesorów. Liczby te pokazują, jak znacząco przysłużyła się rozwojowi medycyny w Polsce.

Likwidacja WAM miała miejsce za rządów Leszka Millera. Był to okres, gdy wielu polityków – zresztą nie tylko w naszym kraju – uwierzyło w „koniec historii” przepowiadany przez Francisa Fukuyamę w jego bardzo głośnej książce. Fukuyama twierdził, że zachodnie wartości wygrały, a z upływem czasu kolejne kraje będą przyjmować model demokratyczny. W efekcie świat stanie się bezpieczniejszy, a rywalizacja przeniesie się z pól bitewnych do sfery gospodarczej.

Na gruzach dwóch akademii

W 2002 r. w wyniku połączenia WAM z cywilną Akademią Medyczną w Łodzi powstał tamtejszy Uniwersytet Medyczny. Od dwóch dekad jest to jedyna wyższa uczelnia medyczna w Polsce, w której kształcą się kandydaci na żołnierzy zawodowych w ramach limitu MON. Odbywa się to we współpracy z Akademią Wojsk Lądowych we Wrocławiu i Wojskowym Centrum Kształcenia Medycznego w Łodzi.

W uzasadnieniu do projektu ustawy czytamy, że taka struktura jest „skomplikowana”, a rezygnacja z zaangażowania wielu podmiotów w proces kształcenia kadr na potrzeby wojskowej służby zdrowia przyczyni się do bardziej efektywnego kształtowania postaw żołnierskich i budowania już od początku silniejszych relacji w środowisku wojskowym. Kandydaci do zawodowej służby nie będą studentami kolegium wojskowo-lekarskiego na uczelni cywilnej, ale staną się – jak podkreślono – „studentami-żołnierzami odrębnej uczelni wojskowej”.

Si vis pacem, para bellum

W myśl sentencji „chcesz pokoju, szykuj się do wojny” zawsze trzeba być przygotowanym na potencjalny konflikt. Dobrze przygotowana armia jest najlepszym sposobem na odstraszenie agresora i pielęgnowanie pokoju. Za utrzymanie zdolności bojowej sił zbrojnych oraz zapewnienie specjalistycznej opieki żołnierzom w warunkach, których medycyna cywilna często nie obejmuje, w dużym stopniu odpowiadają lekarze wojskowi.

Jak wskazano w ocenie skutków regulacji (OSR), towarzyszącej projektowi ustawy, braki kadrowe w wojskowej służbie zdrowia są szacowane – w zależności od specjalizacji – na 40–60 proc. Największe deficyty dotyczą obszarów kluczowych dla zabezpieczenia działań bojowych i misji zagranicznych. Chodzi o takie specjalności, jak: chirurgia urazowa, anestezjologia, intensywna terapia i medycyna ratunkowa.

„Na 1506 etatów obsadzonych jest jedynie 888 (59 proc.), co oznacza deficyt 618 lekarzy. Największe braki dotyczą psychiatrii, anestezjologii, chirurgii i interny. Obsada ratowników medycznych to 57 proc. Główne przyczyny to nadmierna biurokracja, brak ścieżki kariery, niewydolny system szkolenia po likwidacji WAM, ograniczona liczba miejsc specjalizacyjnych MON” – napisano w OSR.

Nie tylko lekarze

– W Sojuszu Północnoatlantyckim nie ma sił zbrojnych funkcjonujących bez lekarzy wojskowych, a ich obecność w armii to obowiązek wynikający z członkostwa w NATO. Ale lekarze nie są jedyną grupą w medycznym korpusie osobowym w wojsku. To grupa wiodąca, tak jak piloci w lotnictwie, ale bardzo ważni są też m.in. ratownicy medyczni, pielęgniarki czy farmaceuci oraz lekarze dentyści, choć obecnie w Wojsku Polskim jest ich niewielu. Oni również będą kształcić się w WAM – tłumaczy płk rez. dr Stefan Antosiewicz.

Pod koniec kwietnia, podczas wspólnego posiedzenia sejmowych komisji Obrony Narodowej i Zdrowia, wiceszef MON Cezary Tomczyk mówił, że reaktywację uczelni należy postrzegać jako jeden z elementów długofalowej polityki naszego państwa w zakresie wzmacniania obronności i odporności na potencjalne kryzysy.

– Z analiz NATO wynika, że systemy medyczne państw członkowskich muszą przygotować się na scenariusze długotrwałych operacji o dużej intensywności, charakteryzujące się znaczną liczbą rannych, którzy będą wymagać natychmiastowej pomocy medycznej – podkreślił wiceminister.

Mariusz Tomczak