Epidemia słabych kości

W Polsce osteoporoza nadal jest wykrywana zbyt późno, a często przebiega bezobjawowo, aż do momentu złamania kości. W efekcie miliardy złotych wydawane są na leczenie skutków choroby zamiast na jej wcześniejsze rozpoznawanie i terapię.

Fot. pixabay.com

Według szacunkowych danych Narodowego Funduszu Zdrowia opartych na wskaźnikach epidemiologicznych w Polsce na osteoporozę choruje około 2,3 mln ludzi, z czego ponad 1,8 mln to kobiety.

Jednocześnie chorobowość rejestrowana osteoporozy plasuje się na poziomie nieco ponad 600 tys. osób (najnowsze dostępne dane to te za 2024 r., zaktualizowane na portalu e‑Zdrowie). To wskazuje, że ogromna grupa chorych pozostaje niezdiagnozowana. Alarmujące jest to, sytuacja może być jeszcze gorsza, niż pokazują kalkulacje Funduszu.

To nie tylko problem osób starszych

– Szacunki NFZ pokazują, że 73 proc. chorych na osteoporozę jest niezdiagnozowanych, ale moim zdaniem to tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ te dane dotyczą jedynie osteoporozy pomenopauzalnej, czyli kobiet po 50. roku życia oraz mężczyzn po 70. roku życia – mówi prof. Brygida Kwiatkowska, specjalistka chorób wewnętrznych i reumatologii, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

Wyjaśnia, że jest jeszcze pokaźna grupa młodszych osób, którzy też chorują. – Około 30 proc. pacjentów z cukrzycą typu II może mieć osteoporozę. W tej grupie jest wiele młodych osób. Mamy też pacjentów z osteoporozą posteroidową – zaznacza Brygida Kwiatkowska.

Osteoporoza często współwystępuje z zapalnymi chorobami reumatycznymi lub jest powikłaniem ich leczenia w wyniku długotrwałego stosowania glikokortykosteroidów.

– Czasami mamy do cz ynienia z mężczyznami poniżej 50. roku życia lub kobietami przed menopauzą z bardzo zaawansowaną wtórną osteoporozą – tłumaczy prof. Piotr Leszczyński z Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, kierownik Oddziału Reumatologii, Układowych Chorób Tkanki Łącznej i Immunoterapii Chorób Reumatycznych Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia w Poznaniu. Dodaje, że to trochę komplikuje decyzyjność leczniczą w zapalnych chorobach reumatycznych.

– Nie ma tutaj jasnych rekomendacji i często bywa dyskusyjne szczególnie w aspekcie czasu trwania leczenia. Z drugiej strony mamy w reumatologii dostępne terapie innowacyjne i lepiej stosujemy też terapie standardowe, co powoduje skuteczne hamowanie procesu zapalnego i zmniejsza możliwość rozwoju osteoporozy wtórnej. Ograniczamy przez to szerokie i długotrwałe stosowanie GKS, a jak wiadomo nawet dawka 2,5 mg/dobę prednizonu jest uznana za szkodliwą przy terapii trwającej powyżej trzech miesięcy – wyjaśnia prof. Leszczyński.

Jak zlokalizować pacjentów

Z czego wynika słaba rozpoznawalność osteoporozy w naszym kraju? Powodów jest kilka. Zdaniem prof. Brygidy Kwiatkowskiej wykonujemy zbyt mało badań diagnostycznych, takich jak densytometria (DXA) i metoda ultradźwiękowa (ang. Radiofrequency Echographic Multi-Spectrometry, REMS).

– Densytometria jest refundowana, ale REMS już nie. Uważam, że wykrywalność mogłoby podnieść wprowadzenie jej do koszyka refundacyjnego. Ta metoda pozwala ocenić gęstość mineralną kości (BMD) bez użycia promieniowania rentgenowskiego, zatem nie wymaga ochrony radiologicznej, jest więc bezpieczna dla kobiet w ciąży, a do jej obsługi nie potrzeba przeszkolonego technika radiologii. Badanie tą techniką jest bardzo porównywalne do DXA, a dodatkowo daje dużo bardziej miarodajne wyniki diagnostyczne u pacjentów z cukrzycą, otyłością, przy dużych zmianach zwyrodnieniowych i różnego typu zespoleniach w kręgosłupie – mówi prof. Kwiatkowska.

– Kolejny powód to niewystarczająca aktywność wśród lekarzy rodzinnych w procesie wykrywania tej choroby – wymienia kierowniczka Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów NIGRiR w Warszawie. Tłumaczy, że istnieje prosty sposób, który daje wskazówkę, czy pacjent wymaga pogłębionej diagnostyki. Wystarczy zmierzyć jego wzrost i porównać do wzrostu w młodym wieku. Każde zmniejszenie się powyżej 2 cm w krótkim czasie albo ≥4 cm w porównaniu ze swoim wzrostem w młodości najprawdopodobniej świadczy o tym, że doszło do zgnieceń kompresyjnych kręgów z powodu osteoporozy.

Narzędziem pomocniczym do szacowania ryzyka złamań osteoporotycznych jest kalkulator FRAX (Fracture Risk Assessment Tool), który tworzy ocenę, biorąc pod uwagę m.in. wiek i płeć osoby badanej, masę ciała, wzrost, dotychczas przebyte złamania, złamanie biodra u rodzica, stosowanie glikokortykosteroidów, palenie tytoniu, spożycie alkoholu.

Innym problemem wpływającym na rozpoznawalność jest liczba poradni osteoporozy. – Niestety jest ich zbyt mało. Dlatego warto skierować pacjenta do poradni reumatologicznych, których jest znacznie więcej. Reumatolodzy są doświadczeni w diagnozowaniu i leczeniu tej choroby – stwierdza prof. Brygida Kwiatkowska. A osteoporoza wymaga, jak podkreśla ekspertka, stałego leczenia farmakologicznego.

Co ciekawe, z danych NFZ wynika, że w 2024 r. tylko 197,4 tys. pacjentów zrealizowało recepty na refundowane leki stosowane w leczeniu tej choroby. Całkowita wartość refundacji wyniosła wówczas 108 mln zł.

– Niestety, wielu pacjentów nie przestrzega zaleceń lekarskich. Brakuje świadomości, jak niebezpieczna jest ta choroba, a przecież śmiertelność w pierwszym roku po złamaniu bliższej kości udowej w przebiegu osteoporozy oscyluje w granicach 30 proc. – podkreśla Brygida Kwiatkowska. Dodaje, że wielu pacjentów ma problem z przyjmowaniem bisfosfonianów, leków pierwszego rzutu podawanych doustnie.

– Myślę, że compliance poprawi włączenie do refundacji zoledronianu, który jest bisfosfonianem podawanym dożylnie raz w roku. Według mojej wiedzy trwają prace nad włączeniem go na listę refundacyjną – mówi kierowniczka Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów NIGRiR.

Połamane skutki kulejącej profilaktyki

Eksperci zajmujący się osteoporozą zwracają uwagę, że niska rozpoznawalność wynika również z braku świadomości w społeczeństwie, czym jest ta choroba. – Większość chorych myśli, że to bóle kostne – zwraca uwagę prof. Piotr Leszczyński. Tymczasem osteoporoza przez długi czas może rozwijać się w ukryciu, nie dając objawów. Niestety bez leczenia prowadzi do złamań niskoenergetycznych, które mogą zakończyć się tragicznie.

Dane NFZ pokazują, że w 2024 r. odnotowano 169 tys. złamań osteoporotycznych, co kosztowało budżet Funduszu 1,14 mld zł, z czego 62 proc. to środki przeznaczone na świadczenia z powodu złamań bliższego końca kości udowej. Co więcej, chorzy po takich złamaniach w znikomym odsetku zrealizowali recepty na leki refundowane w leczeniu osteoporozy w ciągu sześciu miesięcy od złamania.

– Ortopedzi powinni kierować pacjentów po złamaniu niskoenergetycznym do specjalistów zajmujących się osteoporozą. Niestety, nie bardzo widzą tę jednostkę chorobową. Sytuacja jest trochę lepsza niż kiedyś, ale mamy tu jeszcze dużo do zrobienia – przyznaje prof. Tomasz Blicharski, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu, kierownik Kliniki Rehabilitacji Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Przykład: pacjentka trafia na izbę przyjęć/SOR ze złamanym biodrem, typowo osteoporotycznym. Jest zakładana endoproteza, mamy sukces terapeutyczny. – Niestety, tylko do kolejnego złamania, bo pacjent nie otrzymuje leczenia na osteoporozę – tłumaczy specjalista.

Zwraca też uwagę na zmiany osteoporotyczne dotyczące kręgosłupa. – W wyniku rozwoju choroby kręgi mają coraz mniejszą wytrzymałość, przez co zaczynają się zapadać. Dochodzi do zniekształceń, które interpretujemy jako chorobę zwyrodnieniową, a często są to mikrozłamania osteoporotyczne. W tym momencie trzeba reagować profilaktycznie, by zapobiec dalszej destrukcji kręgów wymagającej leczenia operacyjnego – uczula prof. Blicharski.

Podkreśla też, że problem niezaopiekowania pacjentów po złamaniach osteoporotycznych pod kątem osteoporozy wynika ze złego poukładania naszego systemu.

– NFZ premiuje procedury wysokospecjalistyczne, takie jak endoprotezoplastyka stawu biodrowego, natomiast nie zauważa profilaktyki. Mamy za mało poradni osteoporozy, w wielu miejscach są długie terminy oczekiwania, więc nawet jeśli pacjent otrzyma skierowanie, to może nie dostać pomocy na czas. Gdyby przeznaczano więcej środków na profilaktykę osteoporozy, byłoby mniej złamań – ocenia ortopeda.

Najnowsze wytyczne

W tym roku zostały zaktualizowane rekomendacje Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego dla lekarzy dotyczące osteoporozy. Jak wyjaśnia prof. Piotr Leszczyński, ich pierwszy autor, w dokumencie zostało uporządkowanych wiele aspektów diagnostycznych i leczniczych, które są wynikiem nowej wiedzy z ostatnich kilku lat.

– W mojej opinii najważniejsze nowości to akceptacja metody REMS jako narzędzia równoważnego z DXA w diagnostyce densytometrycznej, jasne stanowisko dotyczące braku potrzeby stosowania witaminy K2 w populacji polskich pacjentów oraz akceptacja do szerokiego stosowania produktów biopodobnych do oryginalnego denosumabu czy teryparatydu. Oczywiście podkreślamy również, że osteoporozę można rozpoznać i leczyć bez wykonania badania densytometrycznego, jeżeli tylko wystąpiło złamanie niskoenergetyczne – informuje Piotr Leszczyński.

Lidia Sulikowska

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 6/2026