Reforma czy regres? NIL ostrzega przed skutkami zmian 

Podczas śniadania prasowego „Reforma czy regres? Wpływ zmian na dostępność świadczeń” eksperci ocenili rządowy projekt zmian w ochronie zdrowia jako działania pozorne, nieadresujące realnych problemów systemu. Podkreślali, że kluczowym wyzwaniem pozostaje dostępność świadczeń. Ich zdaniem proponowane zmiany mogą ją realnie osłabić. 

Fot. NIL/ Karolina Bartyzel

W spotkaniu w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej wzięli udział Joanna Harbuzińska‑Turek, z-ca dyrektora ds. medycznych szpitala w Wolsztynie, prezes NRL Łukasz Jankowski, Marcin Karolewski, koordynator Ośrodka Profilaktyki i Strategii Zdrowotnych COBIK NIL oraz Andrzej Kot, kardiolog reprezentujący Okręgową Radę Lekarską w Lublinie.

Łukasz Jankowski zwrócił uwagę, że resort zdrowia koncentruje się na kwestiach pobocznych, zamiast na rzeczywistych przyczynach kryzysu. – To trochę przypomina pacjenta z zapaleniem płuc, który ma gorączkę, a zamiast leczyć zapalenie płuc, podajemy leki przeciwgorączkowe. Gorączka zejdzie, ale choroba dalej trawi pacjenta. Tak samo jest z systemem, zamiast naprawić wycenę procedur, próbuje się regulować grafiki pracy lekarzy – mówił szef samorządu lekarskiego. Łukasz Jankowski podkreślił, że projekt ustawy nie dotyka istoty problemu, czyli niewydolności finansowej szpitali i braku map potrzeb zdrowotnych. – „Samymi zakazami nie uzdrowi się systemu” – dodał.

Wyniki ankiety obrazują skalę obaw 

Marcin Karolewski przedstawił wyniki ankiety przeprowadzonej wśród dyrektorów medycznych, które pokazują skalę obaw w środowisku. 66 proc. szpitali przewiduje pogorszenie sytuacji, a 73 proc. obawia się odejścia lekarzy po wprowadzeniu limitów czasu pracy i stawek. Połowa placówek widzi ryzyko zamknięcia oddziałów, a część – nawet całych szpitali.  

– Wymóg pracy na minimum pół etatu zlikwiduje mobilność lekarzy. To właśnie ci mobilni specjaliści zabezpieczają poradnie i dyżury w mniejszych szpitalach. Jeśli ich zabraknie, oddziały będą zamykane, a pacjenci będą zalegać na internach, czekając na zabieg – mówił Karolewski podczas śniadania prasowego. Odnosząc się do jakości projektu, dodał: – W tym lesie są korniki, ale zamiast leczyć, ktoś chce wypalić cały las. Reforma w obecnym kształcie nie jest reformą, tylko próbą szybkiego przykrycia kryzysu. 

Jak wskazywali eksperci, projekt ustawy zawiera liczne wyłączenia i furtki, które umożliwiają omijanie własnych zapisów.  – To papierowy projekt, sam podpowiada, jak go obejść – mówił Karolewski. W ocenie środowiska takie rozwiązania nie tylko nie uporządkują rynku pracy, ale wręcz utrwalą patologie, wzmacniając mechanizmy oparte na znajomościach, wyjątkach i nieformalnych ustaleniach. 

Dodatkowym sygnałem nieprawidłowości są listy rozsyłane przez oddziały NFZ do lekarzy, w których wskazuje się ich jako pracujących w kilku miejscach jednocześnie — często w placówkach, w których nigdy nie byli zatrudnieni. Jak podkreślano, lekarze muszą dziś tłumaczyć się z błędów świadczeniodawców, choć to płatnik powinien weryfikować niezgodności.  – To kuriozalne, że lekarz ma wyjaśniać, dlaczego został wykazany w miejscu, w którym nigdy nie pracował. To pokazuje, jak głęboko system przerzuca odpowiedzialność na lekarzy – przekonywali uczestnicy spotkania.

Joanna Harbuzińska‑Turek zwróciła uwagę na sytuację szpitali powiatowych, które są najbardziej narażone na skutki zmian.  – Te propozycje nie przyniosą korzyści pacjentom. Mogą pogłębić problemy szpitali powiatowych, które już dziś walczą o kadry. Nie wiemy, jakie funkcje mamy pełnić w nowym systemie, czy mamy być zapleczem ratownictwa, czy wykonywać wybrane procedury, czy zapewniać podstawową opiekę. Reforma nie daje żadnej odpowiedzi – mówiła Joanna Harbuzińska-Turek. – To nie lekarze stworzyli system kontraktów. To państwo zrobiło z nas przedsiębiorców, a teraz próbuje odwrócić ostrze przeciwko nam. Kominy płacowe wynikają z rynku i złej wyceny procedur, nie z chciwości.

Uczestnicy śniadania prasowego zwracali również uwagę na coraz większe ryzyko naruszeń danych medycznych.  – Tajemnica lekarska zmienia się na naszych oczach w tajemnicę leczenia – podkreślano. Do dokumentacji pacjentów dostęp mają dziś nie tylko lekarze, lecz także operatorzy systemów, informatycy, kadry czy osoby zajmujące się statystyką. W obliczu rosnącej liczby ataków hakerskich brak realnych gwarancji bezpieczeństwa danych staje się poważnym problemem, który reforma całkowicie pomija.

Reforma może zniszczyć zaufanie

Andrzej Marcin Kot z ORL w Lublinie podkreślił, że reforma nie tylko nie poprawi dostępności świadczeń, ale może zniszczyć zaufanie między lekarzami a państwem.  – Od ponad miesiąca słyszymy hejt wobec lekarzy. To niszczy zaufanie i nie rozwiązuje żadnego problemu systemu. Narracja o lekarzach milionerach nie ma nic wspólnego z realiami pracy w szpitalach klinicznych, gdzie wielu specjalistów pracuje za 80–90 zł brutto za godzinę. Zwrócił też uwagę na rosnące dysproporcje płacowe. – Dziś pielęgniarka z tytułem magistra zarabia więcej niż lekarz bez specjalizacji. To nie jest proporcjonalne do odpowiedzialności i zakresu obowiązków.

Wspólny wniosek uczestników spotkania jest jednoznaczny: reforma w obecnym kształcie nie poprawi dostępności świadczeń, a może ją istotnie pogorszyć. Naczelna Izba Lekarska deklaruje gotowość do współpracy przy całościowej, systemowej reformie, ale ocenia obecny projekt jako szybki, nieprzemyślany i obarczony ryzykiem destabilizacji szpitalnictwa.

Stanowisko samorządu

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej, po zapoznaniu się z projektem ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw, przekazanym przez Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia Tomasza Maciejewskiego pismem z 24 lipca 2026 r. (DLU.0210.16.2026.RB), oceniło projekt negatywnie.

Zdaniem samorządu lekarskiego projekt koncentruje się przede wszystkim na reglamentowaniu pracy lekarzy, zamiast na realnych działaniach poprawiających finansowanie opieki zdrowotnej. Takie podejście opiera się na błędnym założeniu, że narzucenie szeregu ograniczeń dotyczących zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego samo w sobie poprawi dostępność i jakość świadczeń oraz sytuację finansową zadłużonych placówek.

Samorząd lekarski od lat wskazuje na konieczność większej przejrzystości umów, ograniczenia nieuzasadnionych dysproporcji płacowych oraz odpolitycznienia ochrony zdrowia. Jednak – jak podkreśla Prezydium – mechanizmy zaproponowane w projekcie są nieadekwatne, nadmiernie restrykcyjne i w praktyce mogą pogorszyć funkcjonowanie systemu.

W warunkach niedoboru kadr medycznych sztywne limity dotyczące podaży pracy lekarzy doprowadzą do:

  • zmniejszenia liczby konsultacji, badań i zabiegów,
  • ograniczenia godzin pracy dostępnych dla podmiotów realizujących świadczenia w ramach umów z NFZ,
  • rezygnacji lekarzy z części dyżurów,
  • trudności w obsadzeniu poradni i oddziałów,
  • likwidacji części placówek,
  • nadmiernego obciążenia dużych ośrodków pacjentami, którzy dziś leczą się bliżej miejsca zamieszkania.

Ze pełną treścią stanowiskia Prezydium NRL można zapoznać się na stronie Naczelnej Izby Lekarskiej.