Jakub Sieczko: Lato bez medycyny
Ochrona zdrowia nie daje o sobie zapomnieć nawet na chwilę. Ale lato ma swoje prawa. Zanim znów wrócimy do debat o systemie, finansach i polityce zdrowotnej, warto znaleźć czas na rzeczy, które przypominają, że życie jest znacznie szersze niż medycyna.

Dwudziestoośmiolatek – koordynator SOR na drugim roku rezydentury – zarabiał ponad półtora miliona złotych rocznie. Pewnie Państwo czytali. O sprawie nie omieszkał wspomnieć prezes Rady Ministrów przed posiedzeniem rządu. Podobno będą kontrole.
Podobno będą zmiany. Jest też dziura w NFZ – rekordowa, nie ma jak zasypać. Dyrektorzy szpitali na przemian apelują i bezradnie rozkładają ręce. Można też ograniczyć zarobki lekarzy do maksymalnie 157 zł na godzinę, co zaproponował premier. W izbach lekarskich wybory. Kolejki do specjalistów. Mówi się o odwołaniu minister zdrowia.
Jest o czym pisać – można się oburzać, ganić, wychwalać, wyśmiewać lub bić na alarm – taka rola felietonu. Ja jednak tym razem inaczej. Gdy bowiem nadchodzi czerwiec – do oburzeń, ganienia czy bicia na alarm skłonny jestem mniej. Przypomina mi się wtedy cytat z wywiadu z Kornelem Filipowiczem:
„Tymczasem idzie wiosna i zbliża się lato. Należę do ludzi wrażliwych na uroki naszego klimatu. Potrafię całe dni trawić bezczynnie na włóczędze. Jestem robotnikiem sezonowym: pracuję intensywnie tylko jesienią i w zimie. Wiosną pracuję źle, a od czerwca to już, jak to mówią, bywaj zdrów i pisuj do mnie na Berdyczów”.
Nadchodzi lato – czas kanikuły, wylegiwania się w słomkowych kapeluszach, bratania się rodaków przy wieczornych grillach, przelotnych i nieprzelotnych zauroczeń, zamorskich wycieczek, korzystania z uroków zbiorników wodnych, czas odpoczynku.
Odpocznijmy więc – nie tylko od pracy, ale i od związanych z naszym wiecznie niedoskonałym systemem emocji. Skoro ogromna większość z nas wybiera się tego lata na zasłużony odpoczynek – postanowiłem Państwu polecić na ten czas kilka propozycji książkowych, filmowych i podcastowych. Jedno zastrzeżenie – żadnej medycyny w treści. Nie wiem, jak Państwo, ale ja na co dzień jestem już tematyką medyczną tak przesycony, że gdy trafię na taką w książce czy serialu, omijam.
Lato 2026 – co warto zatem poznać?
Już w drodze na letni wypoczynek polecam Państwu podcast „Prawdziwa historia Polski”. W każdym z odcinków Paweł Sulik przedstawia tezy dotyczące dziejów naszej ojczyzny, które uznajemy za pewnik, bo tak przecież uczono nas w szkole – np. Polska nigdy nie miała kolonii, budowa Gdyni była ogromnym sukcesem II RP, a nasz kraj na przestrzeni wieków słynął z tolerancji religijnej.
Potem Sulik oddaje głos Adamowi Balcerowi – politologowi i antropologowi kultury, który z każdym z tych mitów się rozprawia. Czyni to z erudycją i humorem, które sprawiają, że kilkunastominutowe odcinki mijają w okamgnieniu. Czy wiedzieli Państwo, że polskie ambicje kolonialne sięgały Kamerunu, a rzymski katolicyzm zdecydowanie dominował w Polsce dosyć krótko – w średniowieczu, a potem dopiero po 1945 r.?
Dla tych, którzy wolą tematykę nieco lżejszą, a swoją młodość przeżywali w latach dziewięćdziesiątych bądź zerowych, odpowiednim wyborem na letnią podróż będzie „Podcastex”. To podcast o tym, co nas – urodzonych trzydzieści czy czterdzieści lat temu – kształtowało.
Prowadzący Bartek Przybyszewski i Mateusz Witkowski w dwustu nagranych dotychczas odcinkach opowiedzieli m.in. o serialu „Złotopolscy”, karierze Adama Małysza, przebojach zespołu Feel, aferze Rywina, grze „Mortal Kombat” i mundialu Francja ‘98. Oglądałeś pierwszego Big Brothera i wiesz, skąd wziął się cytat „Gulczas, a jak myślisz?” – posłuchaj „Podcastexu”!

Gdy dojedziemy już na zasłużony wypoczynek – na plażę polecam kilka lektur. Wydana dwanaście lat temu biografia „Beksińscy. Portret podwójny” autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej pokazuje niebywałe i tragiczne losy dwóch ludzi tyleż wybitnych, co skomplikowanych.
Pochodzący z Sanoka malarz Zdzisław Beksiński i jego syn – dziennikarz muzyczny i tłumacz języka angielskiego – Tomasz przez całe życie zmagali się ze światem, relacjami, z samym sobą. Grzebałkowska losy mężczyzn pokazuje barwnie, niejednoznacznie, niemal filmowo. Tragiczną kodą książki są dwie śmierci bohaterów – Tomasz popełnił samobójstwo, Zdzisława zamordowano.
Miłośnikom literatury pięknej polecam za to „Moje dokumenty” Alejandro Zambry. To dopiero drugie przetłumaczone na język polski dzieło wybitnego chilijskiego poety i pisarza. Zambra w swoim zbiorze opowiadań zawarł historie nieoczywiste, zabawne, czasem trudne – bez wyjątku opowiada jednak o nich ze swadą, językiem wolnym od napuszenia, może właśnie dlatego głębokim i mądrym.
Kto zaś szuka raczej klasycznej powieści – polecam dzieło już ponad osiemdziesięcioletnie, wciąż jednak działające z ogromną siłą – „Żar” autorstwa Węgra Sándora Máraiego. Wydana w 1942 r. książka opowiada historię dwóch starych mężczyzn – przyjaciół, którzy spotykają się po dziesiątkach lat. Wracają wspomnieniami do dnia, gdy ich młodzieńcza, bliska przyjaźń nagle się zakończyła – pewnego dnia Konrad, niczego nie tłumacząc, zniknął.
Co było powodem takiego radykalnego kroku – zdrada? zazdrość? żal? Czy po latach można dojść do prawdy, a jeśli tak, to czy jeszcze warto? Polecam Państwu zanurzenie się w piękny, pełen aforyzmów język Máraiego i śledzenie tej niezwykłej historii. O sile i aktualności tekstu świadczy to, że w zeszłym roku „Żar” zaadaptował i wystawił w warszawskim Teatrze Polonia Jan Englert – sam zresztą w spektaklu występuje, a na scenie partneruje mu Daniel Olbrychski.
Na wieczorny seans przed ekranem polecam za to ubiegłoroczny film „Franz Kafka” w reżyserii Agnieszki Holland. To nie klasyczna biografia, a raczej artystyczny, czasem bardzo odważny w formie, portret wielkiego i do dziś nieodgadnionego pisarza. Jak Kafka łączył pracę w towarzystwie ubezpieczeniowym i posiadanie udziałów w przedsiębiorstwie zajmującym się produkcją azbestu (!) z tworzeniem ponadczasowych dzieł? Jak układało się jego życie osobiste? Jak dziś wygląda jego popkulturowy odbiór i w jak ogromnej sprzeczności stoi z intencjami samego autora? Zobaczcie, Państwo. Warto.
Fanom kina sensacyjnego spodoba się za to zapewne thriller „Dom pełen dynamitu” w reżyserii Kathryn Bigelow – laureatki dwóch Oscarów. W kierunku Stanów Zjednoczonych został wystrzelony międzykontynentalny pocisk – być może zawierający głowicę nuklearną. Za osiemnaście minut trafi w Chicago. Film pokazuje trzy perspektywy – osób, które muszą w krótkim czasie podjąć decyzje, które zaważą na życiu bądź śmierci setek tysięcy ludzi, na wybuchu (bądź nie) globalnego konfliktu zbrojnego, wreszcie dotyczyć będą ich własnego miejsca w historii.
Prezydent USA, dyżurna centrum kryzysowego, wreszcie żołnierze z bazy wojskowej na Alasce stają przed najważniejszym testem w swoim życiu – jak go przejdą? Bigelow opowiada nam tę historię, nie pozwalając się oderwać od ekranu nawet na kilka sekund.
Zapomnijcie, Państwo, więc na czas swojego letniego odpoczynku o problemach systemu, politycznych zawirowaniach i konfliktach personalnych – cieszcie się życiem i pamiętajcie, że na medycynie się ono nie kończy. Tego Państwu na lato 2026 życzę, mając nadzieję, że moje rekomendację ten czas Państwu umilą.
Jakub Sieczko, lekarz anestezjolog
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026