2 marca 2024

Klaudiusz Komor: powiał wiatr zmian

Wszystko wskazuje na to, że w wyniku wyborów parlamentarnych dojdzie do kluczowych zmian również w Ministerstwie Zdrowia, z którym jako samorząd mamy do czynienia najczęściej – pisze wiceprezes NRL Klaudiusz Komor w felietonie dla „Gazety Lekarskiej”.

Fot. Mariusz Tomczak/Gazeta Lekarska

Z Ministerstwem Zdrowia najczęściej jest nam nie po drodze, gdyż punkt widzenia na najważniejsze problemy ochrony zdrowia ze strony resortu jest zgoła inny od naszego.

Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie współpraca na linii ministerstwo-samorząd lekarski układała się wyjątkowo źle, co, jak wszyscy wiemy, zakończyło się dymisją poprzedniego ministra. Poza tym, że nigdy wcześniej dymisja ministra nie nastąpiła wskutek działań izb lekarskich, stających w obronie dóbr osobistych lekarza, żadnych innych pozytywów tej sytuacji nie było.

Zmiana ministra nie poprawiła relacji, a przez dwa miesiące zrealizowany został tylko jeden postulat z tzw. siódemki NIL (#7NIL), czyli listy zawierającej najpilniejsze działania konieczne dla doraźnego ratowania sytuacji w ochronie zdrowia.

Pytanie, czy teraz będzie lepiej? Mam głęboką nadzieję, że tak. Patrząc jednak wstecz na prawie 22 lata mojej działalności w Naczelnej Izbie Lekarskiej, pamiętam wielu ministrów zdrowia. Jedni z nich, jak Konstanty Radziwiłł, wydawali się naturalnymi partnerami do współpracy, inni, jak Mariusz Łapiński, od początku dystansowali się od samorządu.

Przebieg wypadków był zawsze podobny – po powołaniu nowy minister zjawiał się na posiedzeniu NRL, ściskał dłonie prezesów i deklarował chęć ścisłej współpracy. Czasem nawet udawało się ustalić wspólnie jedną czy dwie sprawy, jednak potem stosunki szybciej lub wolniej się oziębiały, pojawiały się różnice zdań, a w końcu zawsze minister stawał się większym lub mniejszym wrogiem samorządu.

Właściwie o ile pamiętam, podobny scenariusz powtarzał się niezależnie od tego, która opcja polityczna tworzyła rząd. Dlaczego?

Najpewniej głównym powodem jest brak jednej wspólnej koncepcji, w jakim kierunku powinna zmierzać ochrona zdrowia w Polsce – każda zmiana rządu skutkowała zupełnie nowym pomysłem, nowym planem, czasami zupełnie odwrotnym do poprzedniego, co powodowało tylko nasilenie zamieszania i chaosu. Zawsze jednak zmiana ma to do siebie, że daje nadzieję na poprawę.

Tym razem też tę nadzieję powinniśmy mieć. Może w fotelu ministra zdrowia zasiądzie ktoś z dalekosiężną wizją reformy i rozwoju systemu. Ktoś, kto będzie miał wystarczające przebicie i motywację, aby tę wizję realizować. Czasem wbrew innym członkom rządu, jak np. minister finansów, który niechętnym okiem patrzy na rosnące wydatki w tym obszarze.

Bo niezależnie od tego, jaka ta wizja będzie, jedno jest pewne – na jej realizację będą potrzebne dodatkowe środki finansowe. Przecież wszyscy, zarówno pacjenci, jak i medycy, chcieliby mieć w naszym kraju system podobny do najlepszych na świecie, takich jak np. systemy skandynawskie. Trzeba jednak zauważyć, jak wielkie nakłady względem PKB są przy takich systemach konieczne.

Oczywiście, same finanse nie załatwią wszystkich problemów, bo nawet nieograniczonymi środkami nie zapełnimy niedoborów lekarzy specjalistów czy kadry pielęgniarskiej – do tego potrzebne są odpowiednie zmiany prawne i przede wszystkim współdziałanie z reprezentacjami tych zawodów, którymi są samorządy zawodowe.

Czy nowy minister będzie to rozumiał? O tym przekonamy się wkrótce. Oby scenariusz z poprzednich lat tym razem się nie powtórzył, czego sobie i Państwu życzę.

Klaudiusz Komor, wiceprezes NRL