Marcin Sobotka: Gra na ostro

Jestem lewonożny, więc trenerzy chcieli, żebym grał jak Arjen Robben – mówi z uśmiechem nowy przewodniczący Komisji ds. Sportu Naczelnej Rady Lekarskiej Marcin Sobotka w rozmowie z Piotrem Kościelniakiem.

Fot. Karolina Bartyzel

Jak idą przygotowania do Igrzysk Lekarskich? Czy wszystko już dopięte na ostatni guzik?

Tegoroczne Igrzyska Lekarskie to tak naprawdę dziecko poprzedniego przewodniczącego Komisji ds. Sportu Marcina Szczęśniaka. On się tym zajmuje i z tego, co wiem, to wszystkie rzeczy są już ustalone i zorganizowane. Tak naprawdę, to wszystkie decyzje są podejmowane już w lutym i marcu, wtedy też podpisywane są umowy. A zatem mogę powiedzieć, że wszystko jest gotowe na przyjazd zawodników i dopięte na ostatni guzik.

Naczelna Rada Lekarska niespełna tydzień temu wybrała Pana na przewodniczącego Komisji ds. Sportu. Trochę mało czasu, żeby coś jeszcze na igrzyskach zmienić. Będzie Pan tylko przecinał wstęgi?

Przygotowanie do Igrzysk Lekarskich to zasługa Komisji ds. Sportu poprzedniej kadencji. Myślę, że to właśnie oni powinni te wstęgi przecinać, bo organizacja igrzysk to wysiłek zbiorowy. Ja osobiście jestem osobą, która niespecjalne lubi być na świeczniku. Znacznie bardziej interesuje mnie, żeby to była fajna impreza, na dobrym poziomie sportowym i organizacyjnym. Chcę, żeby nasi koledzy i koleżanki dobrze się bawili, żeby całe rodziny mogły przyjechać do Cetniewa, brać udział w rywalizacji i się integrować.

Jest pan również prezesem Stowarzyszenia Polski Związek Piłki Nożnej Lekarzy.

Tak. Teraz przechodzimy restrukturyzację i zamiast stowarzyszenia będzie fundacja, bo uznaliśmy, że będzie to lepiej funkcjonowało pod względem formalnoprawnym. Jest to też ostatni okres mojego działania jako przewodniczącego – w fundacji będzie nowa struktura i władze. Myślę, że koledzy, którzy również działają w stowarzyszeniu, będą chcieli wziąć większą odpowiedzialność za jej funkcjonowanie.

Stowarzyszenie, a za chwilę fundacja, zajmuje się częścią sportu lekarzy – głównie reprezentacją Polski lekarzy w piłce nożnej. Naszym zadaniem jest zabezpieczenie reprezentacji pod względem prawnym i finansowym. Wyjazdy na mistrzostwa świata to bardzo duży wysiłek logistyczny. To są przedsięwzięcia, które trzeba organizować w oparciu o konkretne ramy prawne. W tym roku Mistrzostwa Świata Lekarzy w Piłce Nożnej odbywają się w Kostaryce, więc przygotowanie wyjazdu dla 25 zawodników i całego sztabu szkoleniowego to naprawdę duże przedsięwzięcie.

Czyli sport wypełnia już sporą część pańskiego życia. Gra pan regularnie?

Jestem cały czas aktywnym zawodnikiem. Jako członek Wojskowej Izby Lekarskiej od 2005 r. zorganizowałem i aktywnie uczestniczę we wszystkich mistrzostwach krajowych i na szczeblu międzynarodowym. Generalnie wywodzę się z piłki nożnej i to jest moja konkurencja, dyscyplina najbliższa mojemu sercu. Trenowałem też wiele innych dyscyplin m.in. lekkoatletycznych: biegi sprinterskie i średniodystansowe. Grałem też w siatkówkę i koszykówkę. Ale zawsze najważniejsza dla mnie była piłka nożna. To moja dyscyplina, którą kocham i najbardziej lubię ją trenować. Teraz, w związku z wiekiem – bo mam już 46 lat – muszę pomalutku myśleć, że nie jestem już w stanie grać na takim poziomie, na jakim bym chciał, i odpowiednio wspierać drużynę. Pozostaje mi działać w inny sposób – organizacyjne.

Na jakiej pozycji Pan gra najczęściej?

Grałem zawsze na lewej stronie. Lewa pomoc, później lewa obrona. To dwie najczęstsze pozycje. W trakcie meczu są często płynne przejścia z jednej formacji w drugą, więc generalnie lewa strona boiska – z racji tego, że jestem lewonożny. Aktualnie gram na lewej obronie. Natomiast zdarzało się, że trenerzy próbowali mnie przerzucać na prawą stronę. Chcieli, żebym robił jak Arjen Robben, też lewonożny zawodnik – grał na prawym skrzydle i schodził do środka, a później strzelał lewą nogą.

Skoro już mówimy o wielkiej piłce – komu Pan kibicuje podczas mundialu?

Kibicuję Hiszpanii, ale po bezbramkowym remisie z Republiką Zielonego Przylądka nabrałem wątpliwości. A tak na serio, to mam nadzieję, że jeszcze pokażą się z dobrej strony i wysoko zajdą. Myślę, a zauważam ten efekt również podczas naszych wyjazdów na mistrzostwa świata, że europejskie zespoły cierpią z powodu zmiany stref czasowych i ze względu na brak wystarczającej aklimatyzacji. Te rzeczy mają wpływ na formę, na wydolność zawodników i na to, jak drużyna gra, szczególnie w początkowej fazie turnieju. Wydaje mi się, że zawodnicy europejskich drużyn jeszcze nie zaadaptowali się do warunków i nie weszli jeszcze na najwyższe obroty.

Pan sam już startował w Igrzyskach Lekarskich?

O tak! W Igrzyskach Lekarskich startuję praktycznie od zawsze, chyba od 2005 r. Policzmy – to będzie 21 startów.

W tym roku będzie Pan w Cetniewie jako szef Komisji ds. Sportu czy jako zawodnik?

Będę w obu tych rolach i jako zawodnik, i jako szef komisji. Wojskowa Izba Lekarska od 2005 r. wystawia drużynę piłkarską. Przez tych ponad 20 lat mojej gry w tej drużynie osiągnęliśmy wiele sukcesów. Chociaż na Igrzyskach Lekarskich jeszcze nie udało nam się zdobyć złotego medalu w turnieju piłkarskim. Kiedyś startowałem w innych konkurencjach – biegach na 100 metrów, 400 i 1500, zdobywałem też złote medale, ale dziś już siły nie pozwalają, żeby łączyć turniej piłkarski z innymi konkurencjami, szczególnie biegowymi.

Dla części lekarzy sport jest sposobem na oderwanie się od obowiązków zawodowych. Są też tacy, którzy mówią, że konkretna dyscyplina sportu pozwala im być lepszymi lekarzami. Jak to jest u Pana? Wytchnienie czy samodoskonalenie?

Na różnych etapach mojego życia sport miał trochę inną rolę. Jeśli chodzi o młodego lekarza, to była to kontynuacja pracy czysto fizycznej, która jest potrzebna, żeby normalnie funkcjonować. Była to również odskocznia od życia zawodowego – dwie godziny biegasz za piłką i nic innego cię nie interesuje. Taki reset jest każdemu potrzebny. Na studiach grało się w poniedziałki i środy od godziny 20 do 22, a kiedy studia się skończyły, mój organizm nadal się domagał wysiłku w tych samych dniach i godzinach. Później, na etapie pracy zawodowej, sport pozostawał odskocznią, ale uczył również samodyscypliny. Masz ustalone terminy treningów, wyjazdów na turniej i musisz się ich trzymać.

Dla starszych osób – nie tylko lekarzy – uprawianie sportu ma też oczywiste efekty zdrowotne – pozwala im dłużej normalnie funkcjonować. No i nie zapominajmy o integracji po samych zawodach – to zawsze jest doskonała okazja, żeby się spotkać i pogadać. Tak będzie również teraz w Cetniewie. Wracając do igrzysk i znaczenia sportu – turniej piłkarski to zawsze jest gra na ostro, zawodnicy nie odstawiają nogi. Jeżeli chodzi o mężczyzn, jest to też forma rywalizacji, czyli coś, co również jest w życiu potrzebne. Te turnieje czasem są dość brutalne, puszczają nerwy, pojawiają się czerwone kartki i agresywne faule. Dzieje się tak, bo chcemy udowodnić sobie i kolegom z zespołu, że jesteśmy dobrzy i że potrafimy być najlepsi. Ale zawsze po zawodach są uściski ręki i gratulacje dla zwycięzców. Staramy się zawsze, żeby nie przekraczać pewnej granicy w tych rywalizacjach.

Na koniec chciałem jako przewodniczący Komisji ds. Sportu NRL zachęcić wszystkich do kontaktu ze mną, jeśli chcecie organizować jakieś zawody ogólnopolskie lub potrzebujecie wsparcia NIL w waszych przedsięwzięciach sportowych. Wszystkie wnioski i sugestie będą przez cały skład komisji rozpatrywane z wielką uwagą i wszędzie tam, gdzie możemy pomóc, będziemy was wpierać.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026